Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Nowy sezon w Sport.pl. La Liga. Valencia, wypożyczalnia dobrego futbolu. Wszystko tu płynie, ale przynajmniej ostatnio w dobrą stronę

Valencia zaczyna sezon meczem z Atletico, klubem którym kiedyś była: trzecią siłą, częstym gościem w Lidze Mistrzów. Teraz wraca na salony. Pytanie, czy pogodzi Ligę i LM. I czy stabilizacja może w tym klubie trwać dłużej

Od Atletico byli nawet lepsi, bo na początku XXI wieku wyrywali mistrzostwo Barcelonie i Realowi nie raz, a dwa razy, też jak Atletico dwa razy doszli do finału Ligi Mistrzów, zdobywali Puchar UEFA, a akademia Paterna była fabryką reprezentantów Hiszpanii. Ale już w tamtych czasach największej chwały trenerowi Rafaelowi Benitezowi zdarzyło się niemal rozpłakać z bezradności na konferencji prasowej, a politykę transferową Benitez opisywał tak: chciałem sofę, kupili mi lampę.

W ostatnich latach gen autodestrukcji tak się nasilił, że w pewnym momencie pod znakiem zapytania stanęła dalsza przyszłość klubu. Valencia stała się specjalistką od rzeczy niedokończonych. Zarabiała przez lata w Lidze Mistrzów i na sprzedawaniu świetnych piłkarzy – David Villa, Juan Mata, David Silva, Jordi Alba na początek wyliczanki – a nie umiała domknąć kolejnych budżetów. Zaczęła budować nowy stadion, ale bez pomysłu na dokończenie. Przeszła w ręce nowego właściciela, Singapurczyka Petera Lima, którego pomysł na piłkę, oprócz ciągłego przerzucania piłkarzy  i zmieniania działaczy i trenerów, pozostawał długo nieodgadniony. Zatrudniała niedokończonych trenerów takich jak Nuno Espirito Santo, a nawet ćwierćtrenerów jak Gary Neville. A to wszystko wśród takiego transferowego chaosu przyjść i odejść, że drzwi w szatni na Mestalla mogłyby być równie dobrze obrotowe.

Nowy sezon w Sport.pl - La Liga. VAR, mimo przeciwności losu, debiutuje w Hiszpanii. Po drodze korupcja i zmiany w RFEF

Marcelino, czyli Simeone Valencii?

I akurat to ostatnie się zapewne szybko nie zmieni. Peter Lim zdążył już metodą prób i błędów – czyli ciągłego zwalniania i zatrudniania trenerów oraz dyrektorów sportowych – trafić na właściwych ludzi. Ale pod rządami Lima, przy podpowiedziach superagenta Jorge’a Mendesa, Valencia pozostaje klubem, który łapie okazje, szuka wypożyczeń, bierze piłkarzy do wypromowania, odbudowania, przechowania dla bogatszych klubów. I powoli szuka stabilizacji. Ale podobnie  się przecież odradzało w ostatnich latach Atletico Madryt, w którym kulisy niektórych przyjść i odejść piłkarzy nadawały się bardziej na materiał dla dziennikarzy gospodarczo-śledczych niż sportowych. A jednak pod ręką dobrego trenera z tego zamieszania wychodziło cały czas coś dobrego. I są podstawy by wierzyć, że Valencia też znalazła w osobie Marcelino swojego Diego Simeone. Trenera, który ma równie konkretny pomysł na futbol, potrafi wyciągać piłkarzy z kryzysu, ma podobną jak Argentyńczyk obsesję na punkcie przygotowania fizycznego i wagi piłkarzy. I podobną główną zasadę: wysiłek na treningach nie podlega negocjacjom. – Codziennie trenujemy tak, jakby jutro miał się skończyć świat – mówił o rządach Marcelino lewy obrońca Jose Luis Gaya. A Dani Parejo żartował, że przez ciągłe bycie na diecie piłkarzom Valencii podniosła się wydolność, ale też kłótliwość w domach.

W ostatnim sezonie te zasady dały Valencii awans do Ligi Mistrzów, a niektórym jej piłkarzom – jeden z najpiękniejszych sezonów w karierze. Tak było z Goncalo Guedesem, Geoffreyem Kondogbią, Simone Zazą, który świetnie współpracował z Rodrigo. Valencia, ustawiona w kompaktowe 4-4-2, z błyskawicznymi przejściami, kojarzyła się z piłkarską rozrywką na najlepszym poziomie. Sezon zaczęła fantastycznie (pierwsza porażka zdarzyła się dopiero w grudniu, z Realem, Barceloną i Atletico Valencia remisowała), potem rozpędu wystarczyło do utrzymania czwartego miejsca i awansu do Ligi Mistrzów.

Nowy sezon w Sport.pl. LaLiga. Odmieniony klub, stare nadzieje. Barcelona walczy o coś więcej, niż dominacja w Hiszpanii

Nie powtórzyć błędów z ostatniego sezonu w Lidze Mistrzów

Teraz Marcelino razem z dyrektorem Mateu Alemanym – kolejną perłą na którą Lim trafił metodą prób i błędów - zaczyna drugi sezon stabilizowania Valencii, pamiętając o przestrodze jaką były czasy Nuno Espirito Santo: on miał dobry pierwszy sezon, ale utonął, gdy trzeba było pogodzić walkę o punkty w lidze z Ligą Mistrzów. Letnie transfery wyglądają obiecująco. Udało się wykupić wypożyczonego do tej pory z Interu Kondogbię (i wypożyczonego z tego samego klubu obrońcę Jeisona Murillo). Sprowadzić do ataku Kevina Gameiro. Kupić Daniela Wassa, który w Celcie Vigo imponował wszechstronnością. Przyszedł na wypożyczenie rosyjski bohater mundialu Denis Czeryszew, i jest nadzieja że może wreszcie będą go omijać kontuzje. Chelsea wypożyczyła Valencii Michy’ego Batshuayia. Na środek obrony przyszedł Mouctar Diakhaby z Lyonu. Sprzedanego do Brighton Montoyę ma zastąpić Cristiano Piccini. Odszedł na wypożyczenie do Torino Simone Zaza. Nie ma już wypożyczonego z Mancheteru United Andreasa Pereiry. Będą zapewne kolejne kuszenia Rodrigo, na którego zakusy ma m.in. Real. Nie wiadomo, co z Goncalo Guedesem, którego PSG pewnie chętnie zostawiłoby w Valencii, ale już w zamian za duże pieniądze, a nie na wypożyczenie. Wynik tych rozmów – czas jest do końca sierpnia – da ważną odpowiedź co do ambicji i możliwości Valencii. A już w poniedziałek wieczorem w meczu Atletico pierwsza odpowiedź, czy Valencia również drugi sezon z Marcelino będzie w stanie zacząć tak dobrze jak pierwszy.