Primera Division. FC Barcelona wzmacnia ławkę rezerwowych ogromnym kosztem

Barcelona wygrała z Realem Madryt wyścig po Andre Gomesa, ale nie sposób przewidzieć co wygrała poza tym - pisze na swoim blogu dziennikarz "Wyborczej" Dariusz Wołowski.

Dyskutuj z autorem na jego blogu

Byłoby szczytem brawury stwierdzenie, że Gomes był gwiazdą Euro 2016. Zaczynał turniej w podstawowym składzie Portugalii, ale finałową rozgrywkę z Francją przesiedział na ławce. Nie zmieniło to opinii Luisa Enrique. Trener Barcy uważa, że 23-latek będzie idealnym wzmocnieniem jego drużyny. Poza kosmicznie drogim Paulem Pogbą nie ma ponoć młodego pomocnika zapowiadającego się tak ciekawie.

Tuż po ogłoszeniu transferu Portugalczyka, głos zabrał agent Ivana Rakitica. Stwierdził, że czas by Chorwat spakował walizki i opuścił Camp Nou. Potem się wykręcał, ale trudno powiedzieć jak to się skończy. Zamiana byłaby ryzykowna. Rakitic to piłkarz galowej jedenastki. Konkurencja w pomocy Katalończyków staje się jednak gigantyczna. Zwłaszcza jeśli klub zatrzyma Ardę Turana uznając, że sprowadzonemu za 35 mln euro Turkowi należy się druga szansa. Pół sezonu to mało by go skreślać.

Real Madryt oferował Valencii 50 mln euro plus 10 bonusów. Operację opóźniła niespodziewana decyzja Jamesa Rodrigueza, że chce jednak zostać na Santiago Bernabeu. Trudno dotrzeć do prawdy, bo madryckie i katalońskie media wzajemnie sobie przeczą. Barcelona zapłaci 35 mln, plus 10, a nawet 20 bonusów. W grę mogą też wchodzić transfery Montoyi oraz Tello na Mestalla. Czyli cena Gomesa jest zbliżona do tej, jaką zapłacił Bayern Monachium za Renato Sanchesa. Ten przebył na Euro 2016 drogę odwrotną niż Gomes: od rezerwowego do gracza podstawowej jedenastki. A nawet wschodzącej gwiazdy.

18 kwietnia 2015 roku Andre Gomes zauroczył Luisa Enrique, gdy Valencia przegrała na Camp Nou 0:2, ale wypadła świetnie. Podobno 21-latek zagrał wtedy genialnie i znalazł się w centrum zainteresowania wielkich rywali. Dlaczego wybrał Barcelonę, a nie Real? Rzecz jasna są dwie wersje: katalońska mówi o tym, że marzył o grze u boku Iniesty i Messiego, madrycka, że przestraszyła go konkurencja w drugiej linii "Królewskich". Wydaje się, że w Katalonii może mu być jeszcze trudniej (Iniesta, Rakitic, Busquets, Turan, Rafinha, Denis Suarez, Sergi Roberto, Andre Gomes). Do olbrzymiej konkurencji dochodzi zgłębienie tiki-taki, co jak wiadomo jest zadaniem ekstremalnym nawet dla dobrych piłkarzy.

Transfer Gomesa zbiega się z wielką ulgą związaną z odejściem Alexa Songa. Miał być na Camp Nou tym, kim Yaya Toure, a przynajmniej Seydou Keita. Nie był, obciążał tylko klubowy budżet, każda minuta jego gry kosztowała Barcę 5 tys euro. Efekt był mniej niż mizerny. A przecież w Arsenalu Song był w tamtych czasach kimś znacznie więcej niż defensywnym pomocnikiem.

Tego lata Barca kupuje graczy młodych. Denis Suarez, Lucas Digne, Samuel Umtiti i Andre Gomes będą kosztowali od 80-100 mln euro, ale być może upłynie sporo czasu zanim któregoś z nich zobaczymy w podstawowym składzie. Czy nie lepiej było wydać tych wielkich pieniędzy na Pogbę? Tylko, czy Francuz z marszu wygrałby rywalizację z Rakiticem?

Luis Enrique zabiega jeszcze o środkowego napastnika: też nie do podstawowej jedenastki, ale jako zmiennika swojego eksportowego trio. To pochłonie kolejne 20-30 mln euro, lub więcej. Barca rozbija bank na rezerwowych. Który z nich się spłaci? Nie sposób przewidzieć.

Jeśli prawdziwe jest stwierdzenie, że aby ocenić siłę zespołu trzeba spojrzeć na jego ławkę rezerwowych - Barcelona na pewno będzie mocniejsza niż w minionym sezonie.

Zobacz wideo

Dyskwalifikacja za seks z kibicką? Najdziwniejsze kary w sporcie [HISTORIE]

Więcej o: