Primera Division. W tunelu, czyli z motyką na słońce

Rzadko jedna porażka w 1/3 sezonu jest tak brzemienna w skutki, jak może być ta, którą poniósł w sobotę na Santiago Bernabeu Real Madryt. Barcelona rozgniotła wielkiego rywala na miazgę - pisze na blogu ?W polu karnym? Dariusz Wołowski, dziennikarz Gazety Wyborczej i Sport.pl.

Dariusz WołowskiDariusz Wołowski Fot. Sport.pl Hiszpańskie media spekulują, że zastępcą Rafy Beniteza może być Zinedine Zidane. To do Florentino Pereza pasuje, zawsze wolał rozwiązania galaktyczne, zamiast przyziemnych. Kontakt z Ziemią jest jednak teraz na Santiago Bernabeu wyjątkowo potrzebny, drużyna wyglądała w sobotę jak budowla, pod którą ugięły się fundamenty. Benitez niedobry, Ronaldo się nie nadaje, Perez powinien odejść - kibice mogę być sfrustrowani, szefowie powinni zachować przytomność. Navas, Danilo, Carvajal, Ramos, Pepe, Varane, Marcelo, Kroos, James, Modric, Kovacic, Ronaldo, Bale, Benzema, Isco, Jese - wydaje się, że kapitał ludzki jest jednak zbyt duży, by uznać się za pobitych ostatecznie.

Kiedy Barcelona przegrywała w Vigo 1:4 jeszcze przed urazem Leo Messiego, ten sezon zapowiadał się dla niej na znacznie trudniejszy od poprzedniego. W dodatku Celta wywołała obrońcy trofeum wojnę totalną, poszła na wymianę ciosów i złamała Katalończyków. Kilka tygodni później na ten sam stadion przyjechała drużyna Beniteza i potrafiła wygrać 3:1. Kto mógł wtedy przypuszczać, że 21 listopada Barca przyjedzie na Bernabeu mając taki komfort?

Nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być lepiej. Real przegrał 0:4, odebrał lekcję nie mniej gorzką niż 5 lat temu, gdy padł na Camp Nou 0:5. Wtedy też nie dał znaku życia, wiosną bardzo poważnie zagroził Barcy w drodze po tytuł i do finału Champions League.

Kiedy Barcelona frunie, każdy rywal pada. Trzeba to przyjąć do wiadomości, choć boli, ale jest poza zasięgiem mieszkańców Ziemi. Wiosną przekonali się o tym mistrzowie Anglii, Francji, Niemiec i Włoch. Tak naprawę Real Madryt był najbliżej Katalończyków - zwycięstwo 2:1 w klasyku na Camp Nou było dla gospodarzy wyjątkowo szczęśliwe.

Real, a właściwie Pereza zżarła niecierpliwość i buta. Wylał z pracy Carlo Ancelottiego, bo nic nie wygrał. No to przy Benitezie różnica między Barcą i Realem tylko się powiększyła. Zamiast przyjąć do wiadomości, że Katalończycy są teraz najmocniejsi w historii, mają pokolenie genialne, bo nawet taki Sergi Robero wydaje się dziś pomocnikiem unikalnym, który w każdym innym klubie byłby mózgiem drużyny.

Trzeba to przeczekać, uzbroić się w cierpliwość, nie zjadać własnego ogona. Tak jak przeczekano każdy zespół kandydującego do miana drużyny wszech czasów. Skończył się Real z Alfredo di Stefano, skończył Milan z Gullitem, Van Bastenem i Rijkaardem, skończy się wielka passa Barcelony. Póki trwa, trzeba minimalizować straty, zamiast porywać się z motyką na słońce.

Dyskutuj z autorem na jego blogu "W polu karnym"

Zobacz wideo

Radość piłkarzy Barcelony, smutek Realu [DUŻE ZDJĘCIA]

Więcej o: