Primera Division. Magik Xavi żegna się z Barceloną

W jego nogach urodziła się tiki-taka. A właściwie urodziła się w nich na nowo w swojej najdoskonalszej wersji. Po pobiciu wszelkich rekordów podczas 17 lat kariery w Barcelonie Xavi Hernandez ogłosi w czwartek po 13 oficjalnie, że opuszcza klub z Katalonii.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas Dariusz WołowskiDariusz Wołowski Fot. Sport.pl Dyskutuj z autorem na jego blogu

Sobotni mecz z Deportivo la Coruna na Camp Nou nie ma już najmniejszego znaczenia. Cztery dni temu po zwycięstwie nad Atletico w Madrycie, Barcelona została mistrzem Hiszpanii. Dla Xaviego był to mecz numer 764 w barwach klubu z Katalonii, z czego aż 504 zagrał w lidze. Licznik zatrzyma się więc w sobotę na liczbie 505 - kończący rozgrywki pojedynek z Deportivo staje się doskonałą okazją, by urządzić benefis Xaviego. Jako kapitan odbierze puchar za ósme w karierze mistrzostwo kraju, federacja hiszpańska specjalnie dla niego zmieniła formułę wręczania trofeum. Wszyscy wiedzą jednak, że warto - żegna się największa indywidualność w dziejach tamtejszej piłki.

Indywidualność? To określenie pasuje raczej do Leo Messiego i Cristiano Ronaldo. Xavi był zawsze człowiekiem drużyny: jej mózgiem, generałem i zarządcą, którego delikatnym, ale finezyjnym rozkazom ulegali koledzy z zespołu i przeciwnicy.

Geniusz pozbawiony fajerwerków

Jak to się stało, że Luis Suarez Miramontes, legendarny pomocnik Barcelony i Interu Mediolan z przełomu lat 50-tych i 60-tych pozostaje jedynym hiszpańskim laureatem Złotej Piłki? Kluczem do wyjaśnienia zagadki jest niska medialność Xaviego. Nigdy nie brał udziału w wyścigach strzeleckich, jego geniusz pozbawiony tricków i fajerwerków przemawiał raczej do gustów wysublimowanych, niż powszechnych. Swoją wielkość mieścił w rozmiarach boiska, choć dokonywał rzeczy niezwykłych i poza nim. Razem z Ikerem Casillasem zasypali topór wojenny między Barceloną i Madrytem, na tym stanął fundament sukcesu "La Roja", a oni obaj dostali prestiżową nagrodę Księcia Asturii. Słynna rozmowa pojednawcza Ikera z Xavim doprowadziła Jose Mourinho do szewskiej pasji. Ówczesny trener Realu wysłał na ławkę kapitana przy pierwszej sposobności. Tak zaczęła się wojna, której echa nie przebrzmiały do dziś.

Wróćmy jednak do 2007 roku. 13 października w niepozornym duńskim miasteczku Aarhus narodziła się tiki-taka. Niedługo wcześniej poturbowaną kompromitującą porażką z Irlandią Płn reprezentację Hiszpanii opuścił gracz tak emblematyczny jak Raul Gonzalez. W tamtym meczu Xavi zdobył swoją pierwszą bramkę w oficjalnym meczu "La Roja", która służyła tylko na otarcie łez przy wyniku 2:3. Potem przyszła jeszcze przegrana w Sztokholmie ze Szwedami i szanse awansu na Euro 2008 stanęły na ostrzu noża. Wszystko odmienił dwumecz z Danią, zwycięstwo 2:1 na Santiago Bernabeu rozpoczęło rekordową serię 35 gier bez porażki drużyny Luisa Aragonesa. Rewanż w Aarhus i gol Sergio Ramosa kończący akcję składającą się z 27 podań uznaje się za początek stylu, który miał naznaczyć światowy futbol na kolejne pięciolecie. Tiki-taka rodziła się w głowie i nogach Xaviego. Przynajmniej ta jej współczesna wersja.

Aragones, futbolowy ojciec

Termin nie był nowy. Uznaje się, że styl gry krótkimi podaniami, mający na celu maksymalizację czasu posiadania piłki powstał na Węgrzech, tak grała w latach 50-tych Złota Jedenastka. Po rewolucji węgierskiej 1956 roku gracze Honvedu Budapeszt Puskas, Kocsis, Czibor, Kubala okrzyknięci przez władze komunistyczne zdrajcami narodu emigrowali do ligi hiszpańskiej. Drugim korzeniem tiki-taki był futbol totalny, stworzony w Holandii lat 70-tych przez Rinusa Michelsa, potem trenera Barcelony i jego genialnego ucznia Johana Cruyffa. Gra totalna zakładał całkowitą swobodę i wymianę pozycji graczy, dzięki ich potencjałowi fizycznemu, tiki-taka obmyślana jest dla piłkarzy niskich, który nie imponują fizycznością, ale wyobraźnią i techniką. Odrzucało ten styl wielu hiszpańskich selekcjonerów, uważając go za jałowy, w którym brakuje podań prostopadłych, a gra za często odbywa się wszerz boiska. Przełomu dokonał Aragones, były trener Atletico i Barcelony, którego Xavi uważa za swojego futbolowego ojca. Przypomina o zmarłym selekcjonerze zawsze, gdy próbują wmówić mu, iż jako wielkiego piłkarza stworzył go Pep Guardiola.

Tak naprawdę Guardiola mógł mieć nawet zgubny wpływ na rozwój Xaviego. 18 sierpnia 1998 roku trener Louis van Gaal wziął 18-latka z drużyny rezerw na mecz o Superpuchar Hiszpanii z Mallorką. Ten odwdzięczył się golem, po czym Holender odesłał go do rezerw, powołując potem tylko na wybrane mecze. Xavi wspomina, że czuł się wtedy jak ktoś, kto po dotknięciu nieba, jak niepyszny zostaje odesłany na ziemię. Bezdyskusyjnym królem środka pola w Barcelonie był jednak wtedy 27-letni Guardiola. Po Xaviego zgłosił się Adriano Galliani z Milanu, ojciec gracza Joaquin Hernandez, sam były piłkarz Sabadell nakłaniał syna do przyjęcia oferty. Ich planom sprzeciwiła się matka, Katalonka Mar~a Merce Creus, która nie chciała dopuścić do podziału rodziny. W sezonie 1999-2000 Guardiola doznał poważnej kontuzji, potem wyjechał do Serie A, co otworzyło Xaviemu drogę do pierwszej drużyny.

"Wygrywać, wygrywać i jeszcze raz wygrywać"

Trenerzy z "La Masia" opowiadali, że we wszystkich rocznikach Xavi uważany był za materiał za wizjonera. Szkoleniowcy pierwszej drużyny mieli jednak kłopot, żeby to dostrzec. Przez lata w Barcelonie traktowany był jak uzupełnienie gwiazd sprowadzanych z zagranicy przekonując się jak trudno zostać prorokiem we własnym kraju. Pewnego razu jeden z felietonistów barcelońskiego "Sportu" napisał ironicznie, że gdyby nazywał się Xavinho i urodził w Brazylii, już dawno byłby liderem drużyny.

Lidera dostrzegł w nim człowiek z zewnątrz - Aragones. Dał mu we władanie zespół narodowy i powtórzył swoje futbolowe motto: "a teraz wygrywać, wygrywać, wygrywać i jeszcze raz wygrywać". Xavi zaczął rządzić: na początku szło opornie. Ale pod jego kierunkiem drużyna grała tak, że komentator Andres Montes przypomniał termin tiki-taka podczas mundialu w 2006 roku. Wielkie nadzieje "La Roja" zdławiła w 1/8 finału Francja Zinedine'a Zidane'a. Ale tiki-taka miała już wkrótce doczekać dni chwały: i w "La Roja" i w Barcelonie. Od Euro 2008 zaczął się złoty okres Hiszpanów, a zaraz potem Guardiola skopiował pomysł Aragonesa.

- Barcelona grała tak jak chciał Xavi. I to nie było zaskakujące. Dlaczego jednak my, jej rywale graliśmy tak jak chciał Xavi, tego do dziś nie pojmuję. Ale właśnie to pokazuje jego geniusz - opowiadał jeden z piłkarzy po meczu przeciw Xaviemu. Hernandez nie działał w pojedynkę, do pomocy dostał innego małego geniusza Andresa Iniestę. Ta para stworzyła hiszpański futbol właściwie od nowa. Wieczni przegrani stali się zwycięzcami grając w stylu zapierającym dech w piersiach.

- Wszystkie słowa, które znam są za małe, by opisać jego wielkość. I to nie tylko futbolową. Jest kawałkiem herbu Barcelony, miałem niesamowite szczęście, że całe życie mogłem dzielić z nim szatnię - powiedział Iniesta pytany o odejście Xaviego.

Gdzie Gerrard, gdzie Xavi

Hiszpanie pozazdrościli Premier League. Przed tygodniem widzieli, z jakim rozmachem i pompą Liverpool żegnał Stevena Gerrarda. A przecież dokonania znakomitego Anglika są zaledwie kroplą w morzu dokonań Xaviego - mistrza świata, dwukrotnego mistrza Europy, który zdobył z Barceloną trzy Puchary Europy, a za 16 dni w Berlinie ma szansę sięgnąć po czwarty. Niedawno pobił rekord Paolo Maldiniego liczby występów w rozgrywkach europejskich i rekord Raula Gonzaleza w liczbie meczów rozegranych w Lidze Mistrzów. W kadrze i klubie wygrał 28 trofeów - najwięcej w hiszpańskiej piłce. A może dobić do 30 (30 maja Barca gra finał Pucharu Króla, 6 czerwca finał Ligi Mistrzów).

Xavi nie rzuca futbolu, ale na trzy lata wyjeżdża śladem Raula Gonzaleza do katarskiego klubu Al Sadd, by zostać jednym z ambasadorów mundialu 2022. Katarczycy zatrudnią i obsypią petrodolarami całą jego rodzinę.

Zobacz wideo

Jak dobrze znasz polskich piłkarzy? Rozpoznasz ich po sylwetkach? [QUIZ]

Materiały partnerówzobacz wybrane produkty

Czy Xavi przydałby się Barcelonie w kolejnym sezonie?
Więcej o: