Primera Division. Czy James tak świetny jak go malują?

Real po królewsku odpowiedział na transfer Luisa Suáreza do Barcelony. Ale czy James Rodriguez nie okaże się zmorą klubu? Carlo Ancelotti już w poprzednim sezonie miał problem z upchnięciem na boisku wszystkich gwiazd.

Współczesna transferowa rywalizacja największych klubów przypomina wyścig zbrojeń z czasów zimnej wojny: oni mają rakiety, więc my musimy mieć antyrakiety. Na Santiago Bernabeu po prostu musiał trafić piłkarz z umiejętnościami przynajmniej zbliżonymi do urugwajskiego snajpera i ze znaną twarzą.

Tego transferu należało się spodziewać. Po mundialu w Korei Płd. i Japonii do Madrytu ściągnięto najlepszego zawodnika turnieju Brazylijczyka Ronaldo. Cztery lata później defensywę wzmocnił Fabio Cannavaro. Po turnieju w RPA Real ściągnął Mesuta Özila i Samiego Khedirę. Nic więc dziwnego, że teraz padło na Rodrigueza. Ale przyjście Kolumbijczyka oznacza przebudowę linii pomocy, wręcz rewolucję, w tym odejście jednego z ulubieńców trenera Carlo Ancelottiego - Angela di Marii.

Wszystko do góry nogami

Kiedy rok temu Madryt opuszczał Özil, kibice nerwowo rozglądali się za piłkarzem, który wypełni lukę. Okazało się, że nowym rozgrywającym "Królewskich" został di Maria. Przez ten czas wspiął się na niebotyczny poziom. Sezon 2013/14 zakończył 11 golami i 26 asystami. Doskonałą formę pokazał również na mundialu w Brazylii, gdzie obok Leo Messiego i Javiera Mascherano był najlepszym piłkarzem Argentyny. Ma 26 lat - właśnie wkracza więc w najlepszy dla piłkarza okres.

Jeśli James zajmie jego miejsce, jak będzie wyglądała formacja pomocy Realu? Bo przecież pozyskany za niemal 30 mln euro Toni Kroos również nie zamierza grzać ławki rezerwowych. Obecność w wyjściowym składzie obu nabytków drastycznie osłabia siłę defensywną drugiej linii. I oznacza rolę rezerwowego dla Xabiego Alonsa lub Luki Modricia, a przecież obaj w poprzednim sezonie znacząco przyczynili się do wygrania przez Real Ligi Mistrzów i Pucharu Króla.

To nie koniec. Może się okazać, że Ancelotti zdecyduje się ustawić Kolumbijczyka niemal w formacji ataku. Wówczas na ławce rezerwowych usiądzie najsłabszy element tercetu BBC, czyli Bale, Benzema, Ronaldo. Pozycje Walijczyka i Portugalczyka są niepodważalne. Pada więc na francuskiego napastnika, na którego nieskuteczność pomstuje pół Madrytu. Warto jednak wspomnieć, że w 112 meczach Benzema strzelił 71 goli. Nieźle jak na snajpera nieodpowiadającego królewskim standardom.

James zburzy ład po Mourinho

Rodriguez rozegrał w Brazylii piękny turniej, ale wciąż brakuje mu ogrania, np. w Lidze Mistrzów. 14 meczów to niewiele. Do tej pory 23-latek występował bowiem w klubach solidnych, ale nie ze szczytu (w Europie FC Porto i AS Monaco). Madryt nie potrzebuje kolejnej gwiazdy, lecz jedynie boiskowych ochroniarzy skupionych na dyscyplinie taktycznej, odbiorze piłki czy ścisłym kryciu, takich, którzy zapewnią Ronaldo czy Bale'owi komfort w ofensywie. Dzieło wieńczą artyści, a te role zostały już w Realu rozdane. Być może więc James zakłóci madrycki ład, o który po burzliwym rozstaniu z José Mourinho tak usilnie zabiegano.

Przy porównaniu osiągnięć z ostatniego sezonu (gole i asysty) James wypada słabiej od każdego z podstawowych napastników Realu. Okazuje się jednak, że Kolumbijczyk stworzył aż 85 strzeleckich okazji, tylko dwie mniej aniżeli Ronaldo i Bale wspólnie. Może więc "Królewscy" faktycznie potrzebują Jamesa? "AS" napisał, że w środowisku Realu transfer Jamesa porównuje się do pozyskania Zinedine'a Zidane'a.

Tak, Florentino Pérez chciałby wskrzesić ideę "Galacticos". Prezydent Realu na pewno jednak pamięta, że ostatecznie Figo, Zidane, Ronaldo i Beckham żegnali się z Santiago Bernabeu po trzech latach bez choćby jednego trofeum.

Prezentacja Jamesa Rodrigueza w Realu [ZOBACZ]

Więcej o: