Od początku spotkania zawodnicy Realu mieli dużą przewagę nad swoim rywalem, ale Espanyol szczelnie ustawił linie obronne. Dwie najgroźniejsze sytuacje w pierwszej połowie zmarnował Karim Benzema. W 13. minucie spotkania na indywidualną akcje zdecydował się Di Maria, który złamał akcję do środka i po chwili przerzucił piłkę na drugą flankę do Marcelo. Brazylijczyk dośrodkował w pole karne, piłka minęła bramkarza, ale Benzema nie trafił z najbliższej odległości do bramki.
Kolejną wyśmienitą okazję na zdobycie bramki snajper Realu wypracował sobie sam. Francuz dostał piłkę w pole karne, ograł trzech obrońców i czekał na ruch bramkarza. Jednak Kiko Casilla stał na nogach do samego końca, dzięki czemu zdołał obronić strzał napastnika Realu.
Z drugiej strony boiska najgroźniej było po strzale Simao. Dostał piłkę przed pole bramkowe i uderzył na bramkę, jednak w ostatniej chwili jeden z obrońców Realu zdołał zmienić tor lotu piłki.
Bramka padła w 64. minucie meczu. Bale dostał precyzyjne zagranie od Benzemy, wpadł w pole karne i uderzył w długi róg bramki. Bramkarz był bez szans. Chwilę później Simao powinien wyrównać. Portugalczyk jednak w sytuacji "sam na sam" z Casillasem zamiast do bramki strzelił minimalnie obok słupka.
Na 2:0 podwyższył Morata. Młody Hiszpan pewnie wykończył kontratak swojego zespołu.
Tuż przed końcowym gwizdkiem sędziego fani obejrzeli jeszcze dwie bramki. Najpierw po kontrataku bramkę zdobył Pizzi, a chwilę później wynik meczu ustalił Morata, który wykorzystał podanie od Di Marii.
Dzięki temu zwycięstwu Real Madryt ma szansę zakończyć sezon na drugim miejscu w tabeli. Aby tak się stało, Barcelona musi przegrać z Atletico.