Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Primera Division. Wołowski: Nikt nie chce być mistrzem Hiszpanii?

Kuriozum goniło kuriozum w 36. kolejce Primera Division. Kiedy w sobotę Barcelona zremisowała z Getafe 2-2, prasa w Katalonii uznała to za ostateczny krach w batalii o obronę tytułu. Tymczasem niewiele brakowało, by ten wynik okazał się wręcz znakomity - pisze Dariusz Wołowski, dziennikarz Sport.pl.

Korzystasz z Gmaila? Zobacz, co dla Ciebie przygotowaliśmy

Jak zwykle Cristiano Ronaldo i jak zwykle w sposób, w jaki nikomu innemu nie przyszłoby nawet do głowy oddać strzału. W 92. min meczu z Valencią Portugalczyk uchronił Real od porażki 1-2. W ten sposób "Królewscy" uniknęli sytuacji, w której Barcelona znów zależałaby tylko od siebie w wyścigu o mistrzostwo. Tymczasem może się zdarzyć, że w ostatniej kolejce, w hicie na Camp Nou z Atletico, Katalończycy będą zmuszeni grać dla Realu.

"Nie zarobiłem nic, nie osiągnąłem niczego, nie mam prawa prosić o drugą szansę" - na takie zwierzenia zebrało się Gerardo Martino po remisie Barcelony na Camp Nou z Getafe. Gospodarze prowadzili do 94. min, kiedy walczący o utrzymanie goście wyrównali. Wydawało się, że to kropla przepełniająca kielich goryczy drużyny, która przegrywała ostatnio na wszystkich frontach - z Atletico w Champions League, w Pucharze Króla z Realem.

W niedzielę nadszedł czas na to, by finaliści Ligi Mistrzów pozbawili obrońców trofeum ostatnich złudzeń. Złudzeń, których na Camp Nou właściwie już nie było. I nagle, zaczęły się dziać rzeczy dziwne, bo jak nazwać porażkę lidera z 10. drużyną w tabeli, który nie ma już w tym sezonu nic do wygrania? Atletico poległo w Levante, a Diego Simeone tak się wkurzył, że wbrew logice ogłosił, iż porażka przyszła w najlepszej chwili. Chodziło mu zapewne o to, by jego piłkarze przypomnieli sobie, że tak jak w ich zasięgu jest podwójna korona i najlepszy sezon w historii klubu, tak mogą go skończyć bez trofeum.

Kto mistrzem w Hiszpanii? Zobacz możliwe scenariusze!

Po rozegraniu 56 spotkań, dzielnej drużynie z Vicente Calderon zostały trzy: dwa w lidze i finał Champions League 24 maja w Lizbonie. Jej przeciwnikiem będzie Real Madryt, którego szanse na tytuł w lidze hiszpańskiej stały się w nagle zupełnie realne, po niedzielnej porażce Atletico. Trzeba było tylko pokonać Valencię, ale tego "Królewscy" nie umieli. Byli nawet o krok od porażki, przed którą uchronił ich Ronaldo w ostatniej chwili.

Sytuacja wygląda tak, że Barcę i Atletico czekają jeszcze dwa mecze, Real gra trzy, w środę odrabia zaległość w Valladolid z drużyną walczącą o byt w Primera Division. Jeśli "Królewscy" zwyciężą, wyprzedzą w tabeli Barcelonę, zbliżając się do drużyny Simeone na dwa punkty. Za tydzień lider podejmuje Malagę, Katalończycy jadą do Elche, a zespół Carlo Ancelottiego do Vigo na mecz z Celtą. Czy można założyć, że limit sensacji wyczerpał się w miniony weekend? Jeśli tak, to o mistrzostwie zdecyduje ostatnia kolejka, w której Real podejmie Espanyol, a Barcelona Atletico.

Simeone: Ta porażka to najlepsze, co mogło się zdarzyć

Teoretycznie trzy najlepsze drużyny ligi będą miały szanse na tytuł, ale zdecydowanie największe drużyna Simeone. Jej wystarczy na Camp Nou remis, Barcelonie może nie dać nic nawet zwycięstwo, bo jeśli "Królewscy" pokonają Espanyol, wyjdzie na to, że zespół Martino odda tylko wielką przysługę odwiecznemu rywalowi.

Włoski trener Realu mówił niedawno, że zdobycie "La Decima" w pierwszym sezonie pracy w Madrycie byłoby dla niego czymś niewiarygodnym. To jak nazwać sytuację, w której pod jego wodzą "Królewscy" zdobyli pierwszą w historii potrójną koronę? Przed meczem z Valencią wydawało się to prawdopodobne, po nim już zdecydowanie mniej. Jak można było zaprzepaścić taką okazję? Zapewne nikt w stolicy Hiszpanii tego nie rozumie.

Mecz, który dał finał Atletico Madryt, na dużych zdjęciach!

Więcej o: