"Bez gry, bez liderów, bez wstydu" - nie pamiętam, by w ostatnich pięciu latach dziennik "El Pais" tak ostro recenzował zespół z Katalonii. W tym czasie barcelończycy stali się dumą niemal całej Hiszpanii, a takie kompromitacje jak sobotnia z Valladolid właściwie im się nie zdarzały. Trzeba jednak powiedzieć, że porażka 0-1 wpisuje się logicznie w całą serię słabiutkich meczów zespołu Gerardo Martino, który w 9 ostatnich grach zostawił na boisku 11 punktów. Z tego aż 9 w lidze, która uchodzi za jedną z najmniej wyrównanych w Europie.
"Barca uparła się, by oddać tytuł" - tytuł z barcelońskiego "Sportu" mówi wszystko. W odróżnieniu od porażki z Realem Sociedad w San Sebastian, Real Valladolid nie musiał wznieść się na szczyty, by pokonać Katalończyków. A gdyby nawet, to Neymar, Messi i Pedro powinni poradzić sobie bez trudu z defensywą drużyny, dla której szczytem marzeń jest utrzymanie. To nie jest wyrównana liga angielska, to rozgrywki w Hiszpanii, w których ponoć trójka liderów uprawia inną dyscyplinę.
Forma Barcelony zademonstrowana w Valladolid może martwić jej fanów nawet w obliczu rewanżowego meczu 1/8 finału Champions League. Jeśli zespół rozbitków nie weźmie się w garść do środy, może mieć kłopot z obroną zwycięstwa 2-0 z Etihad Stadium. W Barcelonie biją na alarm, bo mimo narastających kłopotów w poprzednich sezonach, drużyna nie wyglądała na aż tak bezradną jak dzisiaj.
W tym tygodniu Neymar wrócił do Barcelony opromieniony hat trickiem w towarzyskim meczu "Canarinhos", po czym na boisku w Valladolid nie miał ani jednego poprawnego zagrania, lub udanego dryblingu. Pedro rozstrzygnął hit Hiszpania - Włochy, by trzy dni później, w meczu z ligowym szarakiem nadawać się do zmiany po 5 minutach. Co powiedzieć o Leo Messim, który nawet z rzutów wolnych kopał piłkę lekko, prosto w ręce bramkarza?
Być może kłopoty Barcy nie wyglądałyby aż tak poważnie, gdyby Real Madryt przemierzał boiska Primera Division w wolniejszym tempie. Drużyna Carlo Ancelottiego gra z wielkim rozmachem, a repertuar jej atutów wykracza daleko poza perfekcję kontrataków, którą osiągnęła w czasach Jose Mourinho. Może to prawda, że niektórzy trenerzy i niektóre kluby powinny trzymać się od siebie z daleka. "Królewscy" mają swój styl, swoją tradycję i "poprawianie" jej siłą, to chyba jednak działanie pozbawione sensu. W każdym razie dziś "Królewscy" grają tak efektownie, jak w ostatnio w rozkwicie ery galaktycznej. Modric, Alonso, Di Maria, żeby wymienić wyłącznie piłkarzy drugiej linii, zdają się czerpać pełnię satysfakcji z zadań, które trener powierza im na boisku.
Dobrze, że rewanżowe El Clasico na Santiago Bernabeu jest już w niedzielę 23 marca. Może do tego czasu dystans między Realem i Barceloną nie będzie na tyle duży, by hit hiszpańskiej ligi sprowadził się do gry o prestiż. Katalończycy dostali dość sygnałów ostrzegawczych w ostatnich tygodniach, jeśli one ich nie obudzą, zapewne tytuł mistrzowski będą musieli oddać.
Więcej komentarzy futbolowych Dariusza Wołowskiego znajdziesz na blogu "W polu karnym".