La Liga. Atletico między Realem, Barceloną i Bayernem

Tak jak Atletico próbuje rozbić zagrażający lidze hiszpańskiej duopol Barcelony i Realu Madryt, tak Diego Costa dominację Leo Messiego i Cristiano Ronaldo. Brazylijczyk zdobył 19 goli w 17 meczach Primera Division i rok kończy jako najskuteczniejszy piłkarz ligi hiszpańskiej.

Gracze Atletico rozjechali się po świecie z przykazaniem Diego Simeone, by z 8-dniowych wakacji wrócili w pełni formy. Test z ich profesjonalizmu zostanie przeprowadzony za pomocą tak prostego urządzenia jak waga, wtedy okaże się, kto o siebie dbał, a kto wypoczywał, siedząc przy stole. Klub płaci milionowe pensje, ma prawo wymagać, by święta nie stały się okazją do zaprzepaszczenia wysiłku ostatnich czterech miesięcy.

Drużyna z Vicente Calderon jest rewelacją sezonu w wielkich ligach Europy. Strata 5 pkt w 17 meczach ligi hiszpańskiej, klasyfikowanej jako numer 1 na kontynencie jest miarą geniuszu argentyńskiego trenera, który budował zespół skromnymi środkami. Argentyńczyk niemający szans na tytuł szkoleniowca roku FIFA stworzył drużynę kompletną, dojrzałą, z wyrazistym stylem nieprzystającym do standardów Primera Division. Jeśli Atletico przypomina jakiś zespół hiszpański, to najbardziej Valencię prowadzoną przez Hectora Cupera na przełomie wieków.

Twarzą drużyny jest jej trener, ale także Diego Costa. Jeszcze przed kilkunastoma miesiącami uważany za boiskowego zabijakę lub w najbardziej optymistycznej wersji najlepszego obrońcę wśród napastników. Dziś Brazylijczyk, który wybrał kadrę Hiszpanii, nie tylko perfekcyjnie przeszkadza rywalom rozpoczynać ataki, ale stał się łowcą bramek o światowym rozmiarze kapelusza.

Gdy przed sezonem hiszpańska prasa robiła ankiety dotyczące mistrza kraju, odpowiedzi były dwie: Real lub Barca. Także dwa wyjścia dostrzegali ci, których pytano o trofeum Pichichi, trudno było wyobrazić sobie, że po wyjeździe Radamela Falcao ktokolwiek będzie zdolny wtrącić się do prywatnej rozgrywki Cristiano Ronaldo z Leo Messim. Nie jest to przecież jakaś tam sobie rywalizacja, ale wielki wyścig ikon, który od sezonu 2009-2010 z zapartym tchem śledzimy wszyscy.

Messi zdobył w tym czasie 169 goli w lidze hiszpańskiej, Ronaldo 164. 25-letni Diego Costa z łączną liczbą 43 wygląda w tym zestawieniu na jedynego śmiertelnika. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę obecny sezon, Brazylijczyk jest najskuteczniejszy z 19 bramkami. Ronaldo ma jedną mniej, Argentyńczyka (8) usprawiedliwiają kontuzje.

Gdyby Diego Coscie groziła woda sodowa, powinien przypomnieć sobie casus Falcao. Zniknięcie z Vicente Calderon kolumbijskiego magika ani nie rozbiło dzieła Simeone, ani nie przeszkodziło drużynie wykonać kolejnego kroku do przodu. "Dziś są jeszcze silniejsi niż przed rokiem - przyznał gracz Monaco.

Costa jest najskuteczniejszym graczem Atletico od 1941 roku, gdy w 17 meczach Pruden Sanchez trafił do siatki 26 razy. Liga składała się wtedy z 22 spotkań, klub z Madrytu wygrał ją gładko. W ostatnich latach przez zespół przewinęli się tak znakomici łowcy goli jak Hugo Sanchez, Paolo Futre, Fernando Torres, Diego Forlan, Kun Aguero czy Falcao i żaden nie strzelał z taką intensywnością jak Brazylijczyk. Być może to kolejny dowód wyjątkowości trenera Atletico potrafiącego sprawić, by motywowani przez niego piłkarze ocierali się o granicę swoich możliwości.

Simeone przypomina graczom, żeby nie byli jak dzieci, które szukają prezentów pod choinką. Futbolowy mikołaj przyjdzie w maju, by ocenić, czy zasłużyli na trofea. Pierwsze miejsce w fazie grupowej Ligi Mistrzów stanie się bez znaczenia, jeśli w lutym drużyna z Vicente Calderon nie pokona Milanu. Kolosa w rozsypce, zdolnego jednak pozbierać się do walki w rozgrywkach, w których nikt nie wygrał więcej w ostatnich 25 latach. W Serie A klub Silvio Berlusconiego nie walczy już o nic, Atletico będzie rozdarte batalią na trzech frontach.

15 maja 1974 roku to data, z którą "Los Colchoneros" chcieliby się rozliczyć i do której nawiązać. Niedługo minie 40 lat od chwili, gdy jedyny raz zagrali w finale Pucharu Europy. Na ich nieszczęście zagrali w nim zresztą aż dwa razy, do powtórki doszło dwa dni po tym, jak pierwsze starcie z Bayernem Monachium zakończyło się remisem. W 114. minucie Luis Aragones, ten sam, który w roli selekcjonera rozpoczął złotą erę "La Roja", zdobył bramkę, wydawało się zwycięską. Ostatnia minuta dogrywki należała jednak do Niemców, wyrównał Hans Georg Schwarzenbeck. Powtórzony mecz broniący trofeum Bawarczycy wygrali aż 4:0.

Minęły cztery dekady, Atletico znów wydaje się na tyle silne, by patrzeć odważnie na najsilniejszych. I tylko jedno pozostało bez zmian: żeby myśleć o szczycie Europy, nie wystarczy pokonać Realu i Barcelony, trzeba rzucić wyzwanie Bawarczykom. Będzie to coś bezdyskusyjnie trudniejszego niż w 1974 roku. Różnica między krezusami i klasą średnią jest większa niż kiedykolwiek.

Podyskutuj z autorem na jego blogu >>

Więcej o: