Liga hiszpańska. Messi i jego chłopcy z ferajny

Nieskazitelny wizerunek Leo Messiego jako zakochanego w futbolu chłopca wali się w gruzy. Bo okazało się, że to, co robi Argentyńczyk, nie odbiega od obyczajów w zawodowej piłce - pisze w magazynie Sport.pl Ekstra Dariusz Wołowski.

"Jako narzeczonego dla mojej córki wolałbym Leo Messiego" - ogłosił kiedyś prezes Barcelony Sandro Rosell pytany o powodzenie u kobiet, jakim cieszy się największy rywal Argentyńczyka Cristiano Ronaldo. Bo Argentyńczyk przedstawiany był jako geniusz piłki, a jednocześnie miły, grzeczny chłopiec, któremu w wieku 13 lat klub podał rękę w potrzebie. Dla kontrastu - Ronaldo to playboy, który latem 2009 roku, gdy przenosił się do Madrytu, świętował w nocy z Paris Hilton.

Z czasem wizerunek Messiego przestawał być jednak nieskazitelny. Obrażony na Pepa Guardiolę pozwalał sobie na samowolne opuszczanie treningów. Jego ojciec co pół roku zjawia się w klubie, żądając dla syna podwyżki.

- Nie widzę powodu, by co pół roku dawać Messiemu podwyżkę - skomentował Javier Faus, wiceprezes Barcelony ds. ekonomicznych. W piątek Leo wypalił, że Faus nie ma pojęcia o futbolu, czym wywołał poruszenie w całej Hiszpanii.

Niedawno światowymi mediami wstrząsnęły dwie afery wskazujące, że Jorge Messi, prowadząc interesy syna, nie wzdraga się przed łamaniem prawa. Najpierw urząd skarbowy w Barcelonie dopatrzył się, że Messi nie zapłacił 4 mln euro podatku od kwot zarobionych ze sprzedaży praw do jego wizerunku. Aby uniknąć kary, ojciec piłkarza stworzył fikcyjne firmy w Belize i Urugwaju, czyli w rajach podatkowych. Ostatnio prasa napisała wprost, że Jorge Messi brał 10 do 20 proc. od narkotykowego kartelu z Kolumbii za pranie mafijnych pieniędzy przy cyklu charytatywnych meczów "Messi i przyjaciele".

Hiszpańskie i kolumbijskie MSW zdementowały te informacje. Ojciec piłkarza i Leo nie są podejrzanymi w tej sprawie. Ale cykl meczów rozgrywanych w Ameryce przez Messiego i jego kolegów z boiska, który miał wspierać fundusze charytatywne, znalazł się w cieniu podejrzeń. Podczas śledztwa na jaw wyszły inne przykre informacje. Jedną z atrakcji związanych z meczami była kolacja z Messim, za którą kibice płacili 640 euro. Wielu oskarżyło potem organizatorów o niedotrzymanie obietnicy. Fundacje, które miały otrzymać pieniądze z tych spotkań, twierdzą, że nie dostały nic.

Z rozmów telefonicznych organizatorów meczów, które są w posiadaniu policji wynika, że wielu piłkarzy nie grało w tych meczach za darmo. "El Pais" twierdzi, że sam Messi mógł otrzymać nawet 3 mln euro. Piłkarz zaprzecza, ale jeden z organizatorów przyznał, że gwiazda Barcelony honorarium wzięła.

Śledztwo trwa, choć rzecznik prasowy Barcelony ogłosił, że to wszystko obliczone jest na splamienie wizerunku klubu z Katalonii. Urząd skarbowy chce też zbadać transfer Neymara...

Więcej w poniedziałkowej " Gazecie Wyborczej" albo w Magazynie Sport.pl Ekstra

W numerze także m.in.:

- Wspaniały weekend polskich skoczków w Engelbergu >>

- W Bundeslidze Borussia padła już jesienią >>

- Kibicu, który szydzisz z polskiego piłkarza >>

- Rozbić apartheid tenisową rakietą >>

Więcej o: