Zmiany w Realu Madryt. Trener - królewski przedmiot pożądania

Czy jeśli Real Madryt nie zdoła przejąć wymarzonego Carlo Ancelottiego, to znów czekają go lata nieustających przewrotów pałacowych? Wielkich futbolowych korporacji tak przybywa, że zaczęło brakować godnych ich trenerów

Na Real nie wystarczają najwybitniejsze kompetencje trenerskie. A czasami nie wystarcza nawet bezdyskusyjny sukces. Fabio Capello został dwukrotnie wylany po zaledwie sezonie, choć zdobywał mistrzostwo kraju. Jupp Heynckes również wyleciał po jednym sezonie, choć zdobył Puchar Europy. Od 1990 roku madrycki klub aż 24 razy zwalniał szefa szatni. Pełnym powodzeniem - przepracował cztery lata, wygrywał krajowo i międzynarodowo, żegnał się w pokoju - zakończyła się tylko misja Vicente'a del Bosque.

Nawet José Mourinho, czyli guru, za którym piłkarze wszędzie wodzili maślanymi oczami, uciekał przed chwilą z Madrytu z ulgą, ostro skłócony z szatnią. Już po rozstaniu zrugał Cristiano Ronaldo, który ponoć "wszystko wie najlepiej" i ignoruje taktyczne rady. Dlatego prezes Florentino Perez następcy szuka w elicie elit. Podobno rozważał kandydaturę wspomnianego Heynckesa, jednak Niemiec postanowił odetchnąć na dłuższych wakacjach. Na pewno zabiega o Ancelottiego, którego nie chce puścić Paris Saint Germain. Obu łączy to, że najcenniejsze trofea - klubowe bądź reprezentacyjne - obcałowywali po finałach i jako gracze, i jako trenerzy. Mocniejszych dowodów na swoją wielkość przedstawić się nie da.

Po Realu tylko Azja

Perez obrał strategię, którą najpierw stosował wyłącznie przy transferach piłkarzy - Figo, Zidane'a, Kaki czy Ronaldo. Pożąda nazwisk menedżerów najsławniejszych, najdroższych, już fantastycznie zasłużonych. Inwestuje w "pewniaków", odkąd pojął, że każdym pomysłem nieoczywistym pracuje na nieoficjalny tytuł mistrza świata od trenerskich pomyłek.

Wszystkim prezesom zdarza się wybierać źle, ale Perez, biorąc pod uwagę późniejsze kariery jego wybrańców, błądził jak nikt.

Najpierw wziął Carlosa Queiroza, który obecnie jako selekcjoner reprezentacji Iranu toczy twardy bój o mundial z Uzbekistanem. Potem wpuścił do szatni Jose Antonio Camacho, który jako selekcjoner Chińczyków już o mundial się nie bije, bo jego piłkarze nie dali rady Jordańczykom. Umiejętności Mariano Garcii Remóna rynek zweryfikował jeszcze brutalniej, zsyłając go kolejno: na bezrobocie, do drugiej ligi hiszpańskiej, znów na bezrobocie. Vanderlei Luxemburgo po beznadziejnym madryckim epizodzie utrzymuje się w czołówce ligi brazylijskiej, ale do światowej czołówki w zawodzie brakuje mu wiele. A Juan Ramón López Caro? Ktoś jeszcze pamięta, że zaszczytu rządzenia piłkarzami klubu XXI wieku dostąpił i on, dziś służący swoją wiedzą drużynie Arabii Saudyjskiej, we wspomnianych eliminacjach do mistrzostw świata pobitej przez Oman?

Jedynym przed nastaniem ery Mourinho trenerem, który po odejściu pozostał na poziomie Ligi Mistrzów, okazał się Manuel Pellegrini, zatrudniony już podczas drugiej kadencji Pereza. Ale nawet jego zwierzchnik uznał to za pomyłkę, skoro zwolnił Chilijczyka po sezonie... Generalnie prezes swoimi pomysłami natchnął, jak czytamy na podanej wyżej liście płac, przede wszystkim przedstawicieli futbolu azjatyckiego.

Między jego kadencjami do madryckiej szatni zajrzeli jeszcze na chwilę Bernd Schuster oraz Juande Ramos, ale kontrolę nad Realem zdołał objąć dopiero Mourinho. Naprawdę pełną kontrolę. Nakłonił przełożonego nie tylko do zwolnienia dyrektora sportowego Jorge Valdano, ale także likwidacji tego stanowiska w ogóle. I przetrwał aż trzy sezony, co w całej historii klubu udało się tylko Johnsonowi, Bru, Munozowi i wspomnianemu del Bosque.

Piłka na sterydach

Jeśli Realowi powiedzie się wydzieranie Ancelottiego, szefowie Paris Saint Germain muszą znaleźć następcę. Ich nie straszy ponura przeszłość nieustających przewrotów pałacowych, ale do madryckiego potentata się upodobnili - też kolekcjonują gwiazdorów utwierdzanych w przekonaniu o swojej wyjątkowości ośmiocyfrowymi sumami transferowymi. Czasami wypłacanymi, zanim kupowany cokolwiek osiągnie. Najpierw Javier Pastore (43 mln euro), a potem Lucas Moura (45 mln euro) stawali się najdroższymi piłkarzami ligi francuskiej, kiedy byli jeszcze aspirującymi młodzieńcami nawet w wymiarze lokalnym - reprezentacjach Argentyny oraz Brazylii. Ba, pierwszy przyleciał do Paryża z prowincjonalnego Palermo.

Klubów przejętych przez zagranicznych sponsorów, które dzięki finansowym sterydom z dnia na dzień zaczynają dysponować budżetem bez dna, przybywa. Wyrastają w Rosji, wyskakują z drugich lig (AS Monaco). Dlatego zaczyna brakować trenerów godnych ich imperialnych zamiarów. Nad celebrytą pobierającym 10 mln rocznie nie może stać łachmaniarz wyceniany na milion. Ani fachowiec, owszem, wykształcony i z dorobkiem, lecz pozbawiony predyspozycji przywódczych większych niż te, które wystarczają na kluby średnie oraz duże. Decydują tutaj i względy prestiżowe, i merytoryczne (każdy wydatek odrywający szatnię od rzeczywistości komplikuje sytuację jej szefowi), i tkwiące w mentalności właścicieli - ci zamiast czekać, aż obiecujący trener "zbuduje" drużynę, wolą wynająć zawodowca, który zminimalizuje ryzyko i zapewni sukces w pięć minut.

Szefowie PSG oglądali się za Guusem Hiddinkiem, ale holenderski obieżyświat przedłużył kontrakt z Anży Machaczkała. Teraz ponoć chcą André Villasa-Boasa (z przepychem zaznajomił się w lidze angielskiej). Madrycki prezes musi im kibicować, bo gdyby nie wziął wymarzonego Ancelottiego... Nie wiadomo, czy wróciłby czas zamętu, ale liczba dostępnych możliwości gwałtownie zmaleje. Do rzucenia nazwiska Zinedine'a Zidane'a, który nie ma nawet jeszcze uprawnień do pracy na najwyższym poziomie, pchnęła Pereza chyba bezradność. Łatwiej dziś na rynku o luksusowego gracza niż luksusowego trenera. Zwłaszcza że od tego pierwszego nadal wymaga się głównie sprawnego kopania piłki, a drugi powinien nie tylko uczyć, jak grać, coraz częściej wciąga go jeszcze twarda korporacyjna walka o wpływy. Szczególnie że Real stanowi wyzwanie porównywalne chyba jedynie z prowadzeniem reprezentacji Brazylii.

O czym wypada pamiętać, gdy podsumowujemy madrycką karierę Mourinho. Niewykluczone, że na skuteczniejszego trenera trochę Real poczeka.

Więcej o: