Puchar Króla. Co trzyma Real Madryt

Trener José Mourinho gra o ćwierćfinał Pucharu Hiszpanii, spokój i uniknięcie koszmaru, który straszył kibiców przez dwie dekady. Pierwszy mecz z Celtą Vigo jego piłkarze przegrali 1:2. Relacja na żywo w Sport.pl od 21.30.

Nie możesz obejrzeć meczu Realu? Śledź relację w Sport.pl LIVE na Androida!

W Madrycie trzęsie się ziemia. Tąpnięcia wywołały zaledwie drugie miejsce w fazie grupowej Ligi Mistrzów i 16 punktów straty do prowadzącej w Primera División Barcelony. Prawdziwe poruszenie - zamach na klubowy pomnik.

Iker Casillas skończył ubiegły rok na ławce rezerwowych, bo - jak twierdził Mourinho - Antonio Adán był w lepszej formie. 25-letni golkiper, który nigdy nie był uważany za wyjątkowo zdolnego, zachował miejsce w składzie w niedzielnym spotkaniu z Sociedad, ale już w szóstej minucie dostał czerwoną kartkę. I do bramki wszedł Casillas.

Gazety od tygodni plotkują, że 31-letni Hiszpan to przywódca buntowników. Odsyłając go na ławkę, Mourinho miał pokazać, że to on jest szefem Realu.

Żeby zrozumieć, dlaczego Santiago Bernabéu tak się wzburzyło, trzeba przypomnieć najnowszą historię klubu. Tam przez lata od piłkarzy ważniejszy był tylko prezes, a od gwiazd - nikt. Publicysta madryckiej gazety "As" pisał niedawno, że "zadrzeć z Casillasem to zadrzeć z bogiem". W XXI wieku trenerów w Madrycie marginalizowano. Vicente del Bosque przepraszał Steve'a McManamana, że rzadko wstawiał go do składu, tłumaczył, że nie była to jego decyzja. Prezes Florentino Perez wydawał wtedy miliony na Luisa Figo i Zinedine'a Zidane'a. Oni musieli grać zawsze. Manuel Pellegrini po powrocie z wakacji usłyszał, że Wesley Sneijder i Arjen Robben, których widział w pierwszej jedenastce, zostaną sprzedani.

Mourinho, który w każdym klubie żąda władzy absolutnej, usuwał ludzi wchodzących mu w drogę. Tym razem zamachnął się jednak na obwieszonego medalami kapitana Realu i reprezentacji, uważanego za jednego z najlepszych piłkarzy urodzonych na hiszpańskiej ziemi. Gdyby na ławce usiadł John Terry z Chelsea, zawierucha byłaby mniejsza.

Portugalski trener lubi odwracać uwagę od prawdziwych problemów (mało kto zajmuje się wątłą defensywą Realu czy słabą formą sprowadzonego za 45 mln euro Luki Modricia), bierze na siebie presję, z którą w normalnych okolicznościach mierzyliby się piłkarze. Po odsunięciu Casillasa ma jednak przeciw sobie całe "madridismo", czyli realową opinię publiczną.

W ankiecie na stronie "Marki" 82 proc. kibiców uznało, że powinien zostać zwolniony, w niedzielę wygwizdały go trybuny. "Marca" nazwała go "trenerem fatalnym", "As" - "kłamcą". Kilka dni temu szkoleniowiec tłumaczył, że nie poleci do Zurychu, gdzie Leo Messi odebrał Złotą Piłkę, bo chce skupić się na pracy. Jego nominowani piłkarze wylatywali z Madrytu o 13.30, wrócili późno w nocy. "As" o 19.45 przyłapał Portugalczyka na oglądaniu treningu syna. Zdaniem gazety zmarnował godzinę, którą obiecał przeznaczyć na przygotowania do meczu z Celtą Vigo.

Jeśli jego piłkarze nie pokonają 15. drużyny Primera División, czeka go kolejna burza. Puchar Hiszpanii przez lata był dla kibiców pucharem pełnym koszmarów. Real na triumf czekał od 1993 r., zdarzało mu się odpadać z trzecioligowymi Realem Union i Alcorcon. Z tymi ostatnimi przegrał 0:4. Mourinho zapewniał, że nigdy do takiej kompromitacji nie dopuści, dwa lata temu odzyskał Puchar. W tych okolicznościach porażka zostanie uznana za katastrofę. Wiadomo, że na Santiago Bernabéu wybiegnie dziś galowa jedenastka, nie wiadomo, kto stanie w bramce. Kilka dni temu Mourinho zapewniał, że zagra ten bramkarz, który nie wystąpi z Sociedad. W niedzielę wystąpili jednak obaj.

Nawet gdyby "Królewscy" odpadli, zwolnienie trenera będzie mało prawdopodobne. Klub trzyma razem marzenie o Pucharze Europy. Mourinho przyszedł do Madrytu, by triumfować po raz trzeci, Real zatrudnił go, by wygrać po raz dziesiąty. Casillas musi pamiętać, że przez sześć lat kończył LM na 1/8 finału, że jego szefami bywali trenerzy, którzy nigdy nie powinni się zbliżyć do Realu (Bernd Schuster, Carlos Queiroz, Vanderlei Luxemburgo), musi wiedzieć, że trudno o lepszego od Mourinho specjalistę od tych rozgrywek.

Wspólny cel to jedna z niewielu zalet Realu przed szlagierowymi meczami 1/8 finału z Manchesterem United. Na boisku "Królewscy" od tygodni nie pokazują niczego, co pozwalałoby kibicom uwierzyć, że "Czerwone Diabły" można wyeliminować.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.