Gdy Arbeloa we własnym polu karnym ni to próbował zaliczyć asystę przy ewentualnym golu rywala, ni to sam chciał pokonać Casillasa, mina Josego Mourinha mówiła wszystko o tym, co czuje trener "Królewskich". Podobnych błędów jego podopieczni w tym meczu popełnili niewiele, ale nie grali najlepiej.
Gospodarze zagrali za to tak, jak zapowiedzieli: ani trochę nie przestraszyli się wielkiego przeciwnika i grali jak równy z równym. Nie bronili się, tylko zawzięcie atakowali. Kilka razy ratował ich Ruben, ale kilka razy fenomenalnie zachował się też Iker Casillas.
To Real jednak triumfował. Pierwszego gola strzelił już w 13. min. Karim Benzema. Wystarczyło, że dostawił nogę do podania wzdłuż bramki od Di Marii. W 70. min. Cristiano Ronaldo wykorzystał rzut karny, podyktowany po zagraniu ręką rywala. Sytuacja nie była oczywista i arbiter nie musiał dyktować tego karnego, ale dwukrotnie odgwizdał też spalonego po dwóch prawidłowo zdobytych bramkarz Realu.
Mistrz Hiszpanii awansował po tym zwycięstwie na siódme miejsce w tabeli. Ma 7 pkt.
Spotkanie pierwotnie miało odbyć się w niedzielę, ale... ktoś przeciął kable na stadionie Rayo i bez oświetlenia nie dało się rozegrać meczu. Więcej o nieznanych sprawcach przeczytać można tutaj.