Superpuchar Hiszpanii. Real równy Barcelonie

Znów pokonał Katalończyków, zdobył Superpuchar Hiszpanii i wiele wskazuje na to, że będzie coraz lepszy. Dziś rywale muszą się martwić, jak go powstrzymać

Gdy mierzyły się dwa lata temu, Barcelona w dwóch spotkaniach strzeliła siedem goli i ani jednego nie straciła. W 2011 r. z sześciu El Clásico przegrała jeden, zdobyła o cztery bramki więcej. W tym roku oba zespoły trafiły po dziewięć razy, po dwa razy wygrywały i raz remisowały.

Dominacja Katalończyków oficjalnie skończyła się w środę. Przed przerwą to "Królewscy" wymienili więcej podań, oddali aż 12 strzałów, rywalom pozwoli na trzy. Wygrali 2:1, sięgnęli po Superpuchar, pierwszy raz od czterech lat na koniec roku będą mieli więcej trofeów od Barcelony.

Madryt zwyciężył, gdy do bram Santiago Bernabeu dobijał się kryzys. Prasa znów pisała o konflikcie hiszpańskich zawodników z trenerem José Mourinho, przed rozebraniem na czynniki pierwsze trzech meczów bez zwycięstwa uchronił Real transfer Luki Modricia.

W środę Mourinho i jego piłkarze ukręcili kryzysowi głowę, a potem go zmasakrowali. Dziś prasa nazywa ich "Supermistrzami", niedzielna porażka z Getafe wydaje się niegroźną wpadką, o której mało kto pamięta.

Na ogłoszenie, że po erze Barcelony przyszedł czas na erę Realu, jest jednak za wcześnie. To zespoły równe, tak jak równi są Rafael Nadal i Roger Federer, choć kilka lata temu w najważniejszych meczach Hiszpan regularnie wygrywał ze Szwajcarem.

Barcelona w środę ponad godzinę grała w dziesiątkę, ale po przerwie mogła wyrównać. Gospodarzy ratował bramkarz Iker Casillas. Można się zastanawiać, jak wyglądałyby ostatnie minuty rewanżu, gdyby przed tygodniem nie pomylił się kataloński golkiper Victor Valdes, a w środę obu goli nie sprezentowali Realowi stoperzy Barcelony. Ale głupie błędy, nieprzystające do klasy zawodników, popełniał także Real. Na Santiago Bernabeu Casillas źle ustawił mur przy rzucie wolnym wykorzystanym przez Messiego, na Camp Nou Fábio Coentrao nie zatrzymał pędzącego na bramkę Pedro.

Pewne jest natomiast, że w ostatnich miesiącach Real rośnie i nic nie wskazuje na to, by miał się zatrzymać. Debiutujący w środę Modrić jeszcze nie wiedział, jak kopie się piłkę w białej koszulce, ale wydaje się zawodnikiem idealnie pasującym do Realu. Także dzięki niemu zespół, który do perfekcji opanował szybkie przemieszczanie się z własnego pola karnego pod bramkę rywala, może wkrótce tak samo straszyć atakiem pozycyjnym.

W Barcelonie wątpliwości jest więcej. Wiadomo już, że Pep Guardiola nie zostawił na Camp Nou samograja, który wystarczy dowieźć na boisko, by zwyciężyć. Arrigo Sacchi, trener wielkiego Milanu z przełomu lat 80. i 90., mówi, że żal mu Tito Vilanovy, bo przejęcie zespołu po kimś takim jest bardzo trudne.

Taktycznie nowy trener jest ponoć lepszy od poprzednika, ale na razie kopiuje jego metody. W pierwszym meczu o Superpuchar dało się zauważyć szczególiki - np. częściej niż wcześniej biegającego do ataku stopera Gerarda Piqué, w drugiej połowie rewanżu oglądaliśmy ten sam film co dwa lata temu. Gorsze było wykonanie.

Barca traciła gola w każdym meczu w tym sezonie, mało prawdopodobne, by lider defensywy Carles Puyol zmienił się znienacka w okaz zdrowia, zdolny zagrać 60 meczów w sezonie. Javier Mascherano może się już przedstawiać jako "były defensywny pomocnik, dziś pracujący jako stoper". Chyba że Vilanova spróbuje dzieło Guardioli udoskonalić. W poprzednim sezonie obaj testowali coraz popularniejsze ustawienie z trzema obrońcami. Problemów z defensywą ignorować nie wolno, bo coraz częściej rzęzi także atak Katalończyków. W niedzielę Osasuna nie przegrała z Barceloną, przegrała z Leo Messim, który w kwadrans strzelił dwa gole.

Vilanova ma czas, następne El Clásico dopiero wiosną. Niemal na pewno w 2013 r. nie będziemy oglądali meczów hiszpańskich gigantów tak często, następny Superpuchar rozstrzygnąć ma jeden mecz, rozgrywany w Pekinie. Nie wiadomo, ile zarobi federacja, wiadomo, że gdy kilka tygodni temu Chińczycy proponowali przeniesienie spotkania na pięć lat, oferowali 40 mln euro.

32 tysiące fanów. Plus jeden? Profil Sport.pl na Facebooku ?

Więcej o: