Liga hiszpańska. Granada, czyli śmieci, długi i trzech Maradonów

Nigdy nie zdobyli trofeum, do pierwszej ligi wrócili po 35 latach i mało kto wierzy, by się utrzymali. Pierwszy krok zrobili w sobotę, gdy sensacyjnie pokonali grający w Lidze Mistrzów Villarreal 1:0.

Czy moglibyśmy prosić o otworzenie śmietników pod stadionem? - krzyczeli do śmieciarzy w lipcu ubiegłego roku przerażeni działacze Granady. Właśnie odkryli, że 140 tys. euro zarobione na karnetach wyrzuciła sprzątaczka. Pomyliła się, bo pieniądze, które następnego dnia miały zostać odwiezione do banku, spakowano w torby na śmieci. Grzebanie w odpadach kontrolowała policja, działacze upierali się, że nie chodzi o pieniądze, ale ważne dokumenty. Przez worki prześwitywały jednak pliki banknotów dwustueurowych.

Śmiała się cała Hiszpania, bo Granada to klub, który nigdy nie cierpiał na nadmiar pieniędzy i trofeów. Za największe sukcesy uchodzą finał krajowego pucharu z 1959 r. (przegrany z Barceloną), szóste miejsce w lidze w latach 70. i... mecz towarzyski z udziałem trzech braci Maradona. Gdy w 1987 r. umowę z Granadą podpisał Eduardo, działacze wymyślili, by zorganizować sparing z udziałem Hugo i wielkiego Diego, wtedy najlepszego piłkarza globu. Towarzyskie kopanie ze szwedzkim Malmö okazało się gigantycznym sukcesem, telewizje za prawo do transmisji zapłaciły aż 20 mln peset. Podobno to jedyny mecz, nagrywany przez kamery, w którym bracia Maradona wystąpili razem.

Później tak dobrych pomysłów zabrakło. W 2002 r. ekipę z Los Cármenes zdegradowano z trzeciej do czwartej ligi, bo piłkarze nie dostawali pensji. Na małych, rozpadających się stadionach klub grał pięć lat. Pomogli Lorenzo Sanz, były prezes Realu Madryt i jego syn Paco. Ich pieniądze wystarczyły na awans do trzeciej ligi, marzenia o drugiej przerwał globalny kryzys. W styczniu 2009 r. piłkarze wyszli na spotkanie z Melillą w koszulkach z napisem "Paco Sanz, musisz nam zapłacić". Gdy Melilla zaczęła mecz, wszyscy zawodnicy Granady upadli na kolana i schowali ręce za plecy. Zaskoczeni rywale przez kilkanaście sekund rozgrywali piłkę na swojej połowie.

Kilka miesięcy później wydawało się, że klub zostanie zamknięty. Przez 12 mln euro długu znów groziła mu degradacja.

Granadę uratował syn prezydenta Udinese Gino Pozzo i Quique Pina, agent m.in. Juana Romana Riquelme i Alexisa Sancheza. Pierwszy zainwestował w klub i zaczął spłacać długi, drugi został prezesem. Włosi wysyłali do Hiszpanii piłkarzy rezerw i najzdolniejszych juniorów. Wybór był spory, Udinese zatrudnia... 110 zawodników, z których większość szans na grę w pierwszej drużynie nie ma. Zespołu rezerw Włosi nie prowadzą.

Głównie dzięki posiłkom z Serie A w dwa lata Granada awansowała z trzeciej ligi do pierwszej. W poprzednim sezonie w kadrze było 12 piłkarzy wypożyczonych z Udinese, w tym Alexandre Geijo, który zdobył aż 24 bramki i był czwartym strzelcem ligi.

Po awansie klub dostał od stacji telewizyjnych 14 mln euro (w poprzednim sezonie tylko 2) i latem pobił rekord transferowy, za stopera Pape Diakhaté zapłacił 4,5 mln euro. Z Villarrealu wypożyczono Ikechukwu Uche, który w sobotę strzelił gola swojemu pracodawcy i zapewnił drużynie pierwsze punkty w sezonie. Od Udinese pożyczono pięciu piłkarzy.

Od roku, tym czym dla Granady jest Udinese, tym dla Cadiz stała się Granada. W trzecioligowcu gra ośmiu piłkarzy wypożyczonych z beniaminka Primera Division.

Czy Real się utrzyma?

Zanim Barcelona wbiła osiem goli Osasunie, trener Pep Guardiola wypalił, że nie może obiecać trofeów w tym sezonie. - Jeśli się nie uda, nie wydarzy się nic szczególnego. Zapewniam was za to, że moja drużyna będzie grała tak, by wygrywać - mówił szkoleniowiec Barcy. W ostatnich trzech latach z 15 rozgrywek Barcelona zwyciężała w 12. Gdy słowa Guardioli powtórzono trenerowi Realu Jose Mourinho, ten odparł, że jego celem jest uchronienie zespołu przed spadkiem. - Zobaczymy, czy uda nam się zdobyć 40 punktów, które powinno wystarczyć do utrzymania. Gdy osiągniemy ten cel, znajdziemy inny. Na razie mamy jednak tylko 6 pkt, więc przed nami długa droga - mówił Mourinho. W niedzielę przegrali z Levante 0:1.

Więcej o: