Bayern Monachium po raz 21., czy też VfB Stuttgart po raz piąty? To pytanie, które fani niemieckiej piłki zadawali sobie przed finałem tegorocznego Pucharu Niemiec. Na Olympiastadion mierzył się świeżo upieczony mistrz z obrońcą trofeum zdobytego przed rokiem.
Bawarczycy po mistrzostwo sięgnęli w bardzo dobrym stylu. 28 zwycięstw i zaledwie jedna porażka - Bayern był zdecydowanie najlepszy w Niemczech w tym sezonie. Bardzo dobrze radził sobie również Stuttgart. Drużyna prowadzona od trzech lat przez Sebastiana Hoenessa finiszowała na czwartym miejscu w Bundeslidze, zapewniając sobie udział w Lidze Mistrzów.
Pierwsza połowa rozpoczęła się od ataków Stuttgartu. Już w drugiej minucie Jonas Urbig musiał bronić strzał Deniza Undava z paru metrów. Podopieczni Sebastiana Hoenessa nie wykorzystali jednak słabszego początku rywali. Pierwszy strzał Bayern oddał dopiero po pół godziny gry. Z czasem inicjatywę przejęli Monachijczycy.
Zobacz też: Brutalne zderzenie milionera z Polską. Nie tak to miało wyglądać
Emocje rozpoczęły się dopiero po przerwie. Po faulu Chrisa Fuhricha Bayern błyskawicznie wznowił grę. Michael Olise otrzymał podanie z rzutu wolnego, posłał świetne dośrodkowanie ze skrzydła, a w polu karnym idealnie znalazł się Harry Kane. Niekryty Anglik wyprowadził Bayern na prowadzenie cudownym strzałem głową.
Od razu po bramce sędzia Sven Jablonski zarządził kilkuminutową przerwę z powodu zadymienia boiska. Krótki odpoczynek nie wpłynął pozytywnie na piłkarzy Stuttgartu. Bawarczycy kompletnie zdominowali swoich przeciwników, neutralizując kolejne próby stworzenia akcji pod bramką Urbiga. Podopiecznym Sebastiana Hoenessa udało się stworzyć zagrożenie dopiero w 75. minucie, ale strzał Chemy Andresa był niecelny.
Bayern poczuł, że musi powiększyć prowadzenie - a jak trwoga, to do Harry'ego Kane'a. Anglik w 80. minucie huknął zza pola karnego w poprzeczkę, ale Stuttgart nie potrafił wybić piłki. Monachijczycy szybko odbudowali akcję - Luis Diaz dograł piłkę do Kane'a, a ten z 10. metrów nie pomylił się.
Początek doliczonego czasu gry przyniósł rzut karny dla Bayernu. Dośrodkowanie posłał Olise, a ręką piłkę zatrzymał Angelo Stiller, a przed szansą na skompletowanie hat-tricka stanął Harry Kane. Anglik zrobił to, co do niego należało.