Kobieta poprowadzi klub Bundesligi. Tak mówi o nienawistnych komentarzach

W sobotnie popołudnie Union Berlin zmierzy się z Wolfsburgiem, a na ławce stołecznej drużyny zasiądzie Marie-Louise Eta. Niemka stała się pierwszą kobietą, której powierzono bundesligowy zespół. Spotkało się to z wielkim zainteresowaniem, ale też z wieloma niepochlebnymi komentarzami. Na przedmeczowej konferencji prasowej 34-latka ze spokojem odniosła się do obu tych tematów.
Marie-Louise Eta
screen: youtube.com/@1FCUnionBerlin

Union Berlin postanowił zrobić rzecz w świecie piłki wcześniej niespotykaną. Marie-Louise Eta została pierwszą kobietą, która objęła stery w klubie Bundesligi. 34-latka do tej pory prowadziła zespół do lat 19, ale wcześniej pracowała w sztabie pierwszej drużyny.

Zobacz wideo Robert Lewandowski zaskoczył Igę Świątek. "Nie zdawała sobie sprawy"

"Zdążyła przywyknąć, że gdziekolwiek się pojawia, jest pierwsza albo jedyna - najpierw była jedyną kobietą pracującą z chłopcami w akademii bundesligowego klubu, później jedyną trenerką na kursie UEFA Pro, następnie pierwszą asystentką trenera w historii Bundesligi, aż wreszcie pierwszą trenerką w meczu Bundesligi, gdy chwilowo zastępowała zawieszonego na trzy mecze trenera" - tak 34-latkę opisywał Dawid Szymczak na Sport.pl.

Marie-Louise Eta nie przejmuje się hejtem

Są jednak ludzie, którzy z prostego powodu otwarcie krytykują decyzję Unionu. Uważają oni, że żadna kobieta nie może prowadzić męskiej drużyny piłkarskiej, niezależnie od jej doświadczenia i umiejętności. - Byłoby dobrze, gdyby ta kobieta weszła do szatni w bieliźnie, by motywować swoich zawodników - takie skandaliczne słowa padły z ust Aleksandra Mostowoja, byłego reprezentanta Rosji.

Zobacz też: Real i Barcelona krzyczą o skandalu i spisku. Burza na całą Europę

Niemka jednak kompletnie nie przejmuje się szowinistycznymi oraz nienawistnymi komentarzami. - To świadczy o wiele gorzej o ludziach, którzy wrzucają takie treści w internet, niż o obiektach ich ataków. Niezależnie, czy chodzi o mnie, czy o kogoś innego - wypowiedź Marie-Louise Ety z konferencji prasowej przed sobotnim meczem z Wolfsburgiem cytuje portal sport1.de.

34-latka przyznała jednak, że nie śledziła uważniej wypowiedzi dotyczących jej zatrudnienia. - Po prostu nie było czasu, żeby się w cokolwiek zagłębiać. Słyszałam o komentarzach pełnych nienawiści, ale wiem też, że było dużo pozytywnych opinii. Myślę, że to wspaniałe i powinno przeważyć nad negatywami - stwierdziła.

Trenerka zaskoczona zamieszaniem. Tak zareagowała na ofertę Unionu

Eta była też pod wrażeniem zamieszania, jakie wywołało powierzenie jej pierwszej drużyny Unionu Berlin. - To, że moja nominacja wywołała tak duże poruszenie, być może nas nieco zaskoczyło. Dla nas nie było to niczym nadzwyczajnym. Mam nadzieję, że w nadchodzących latach sytuacja się uspokoi i ludzie skupią się na piłce nożnej - zdradziła, a jej słowa przekazuje Cadena SER.

Zapytana, czy miała jakieś wątpliwości, gdy w zeszłym tygodniu otrzymała ofertę, odpowiedziała: - Nie było się nad czym zastanawiać. W sobotę byłam w domu, więc na początku byłam zaskoczona (telefonem), ale potem ucieszyło mnie zaufanie i wszystko potoczyło się bardzo szybko.

Dla Niemki sobotni mecz z Wolfsburgiem nie będzie jej pierwszym meczem w Bundeslidze. Marie-Louise Eta prowadziła już Union w zwycięskim meczu z Darmstadt w styczniu 2024 roku. Zastąpiła wtedy zawieszonego Nenada Bjelicę. Wygrana przybliży stołeczną drużynę do utrzymania w lidze, a zespół Kamila Grabary będzie w krytycznej sytuacji.

Więcej o: