Union Berlin postanowił zrobić rzecz w świecie piłki wcześniej niespotykaną. Marie-Louise Eta została pierwszą kobietą, która objęła stery w klubie Bundesligi. 34-latka do tej pory prowadziła zespół do lat 19, ale wcześniej pracowała w sztabie pierwszej drużyny.
"Zdążyła przywyknąć, że gdziekolwiek się pojawia, jest pierwsza albo jedyna - najpierw była jedyną kobietą pracującą z chłopcami w akademii bundesligowego klubu, później jedyną trenerką na kursie UEFA Pro, następnie pierwszą asystentką trenera w historii Bundesligi, aż wreszcie pierwszą trenerką w meczu Bundesligi, gdy chwilowo zastępowała zawieszonego na trzy mecze trenera" - tak 34-latkę opisywał Dawid Szymczak na Sport.pl.
Są jednak ludzie, którzy z prostego powodu otwarcie krytykują decyzję Unionu. Uważają oni, że żadna kobieta nie może prowadzić męskiej drużyny piłkarskiej, niezależnie od jej doświadczenia i umiejętności. - Byłoby dobrze, gdyby ta kobieta weszła do szatni w bieliźnie, by motywować swoich zawodników - takie skandaliczne słowa padły z ust Aleksandra Mostowoja, byłego reprezentanta Rosji.
Zobacz też: Real i Barcelona krzyczą o skandalu i spisku. Burza na całą Europę
Niemka jednak kompletnie nie przejmuje się szowinistycznymi oraz nienawistnymi komentarzami. - To świadczy o wiele gorzej o ludziach, którzy wrzucają takie treści w internet, niż o obiektach ich ataków. Niezależnie, czy chodzi o mnie, czy o kogoś innego - wypowiedź Marie-Louise Ety z konferencji prasowej przed sobotnim meczem z Wolfsburgiem cytuje portal sport1.de.
34-latka przyznała jednak, że nie śledziła uważniej wypowiedzi dotyczących jej zatrudnienia. - Po prostu nie było czasu, żeby się w cokolwiek zagłębiać. Słyszałam o komentarzach pełnych nienawiści, ale wiem też, że było dużo pozytywnych opinii. Myślę, że to wspaniałe i powinno przeważyć nad negatywami - stwierdziła.
Eta była też pod wrażeniem zamieszania, jakie wywołało powierzenie jej pierwszej drużyny Unionu Berlin. - To, że moja nominacja wywołała tak duże poruszenie, być może nas nieco zaskoczyło. Dla nas nie było to niczym nadzwyczajnym. Mam nadzieję, że w nadchodzących latach sytuacja się uspokoi i ludzie skupią się na piłce nożnej - zdradziła, a jej słowa przekazuje Cadena SER.
Zapytana, czy miała jakieś wątpliwości, gdy w zeszłym tygodniu otrzymała ofertę, odpowiedziała: - Nie było się nad czym zastanawiać. W sobotę byłam w domu, więc na początku byłam zaskoczona (telefonem), ale potem ucieszyło mnie zaufanie i wszystko potoczyło się bardzo szybko.
Dla Niemki sobotni mecz z Wolfsburgiem nie będzie jej pierwszym meczem w Bundeslidze. Marie-Louise Eta prowadziła już Union w zwycięskim meczu z Darmstadt w styczniu 2024 roku. Zastąpiła wtedy zawieszonego Nenada Bjelicę. Wygrana przybliży stołeczną drużynę do utrzymania w lidze, a zespół Kamila Grabary będzie w krytycznej sytuacji.