Jamal Musiala, Leon Goretzka, Michael Olise, Nicolas Jackson i Raphael Guerreiro - to nazwiska strzelców goli dla Bayernu Monachium w sobotnim meczu z FC St. Pauli. Bawarczycy umocnili się na pozycji liderów Bundesligi i z 76 punktami na koncie pewnie zmierzają po 35. mistrzostwo Niemiec.
Podopieczni Vincenta Kompany'ego od dawna liczyli na to, że uda im się zanotować rekordową pod wieloma względami kampanię. I tak Harry Kane wciąż walczy o pobicie rekordu strzeleckiego Roberta Lewandowskiego (41 bramek w jednym sezonie, Anglik ma 31), Olise stara się zanotować jak najwięcej decydujących podań (na ten moment ma 18 asyst), a cały zespół chciał wymazać z kart historii ekipę Bayernu z sezonu 1971/72.
To udało się w sobotni wieczór. Drugie trafienie dla Bawarczyków autorstwa Goretzki było już golem numer 102 w bieżących rozgrywkach ligowych strzelonym przez piłkarzy z Monachium. 54 lata temu Gerd Mueller i spółka zdobyli 101 bramek w 34 spotkaniach. Mueller zresztą wówczas 40-krotnie pokonywał bramkarzy rywali.
Jak łatwo policzyć, Bayern na pięć kolejek przed końcem sezonu 2025/26 ma na swoim koncie 105 bramek. Ponadto Bawarczycy wyrównali osiągnięcie z kampanii 2021/22 - wówczas strzelili 49 goli w starciach wyjazdowych. Wynik ten wzbudza podziw kibiców, mediów i statystyków, a przecież może jeszcze zostać wyśrubowany. Jedno jest pewne - Vincent Kompany stworzył potwora, który zamierza pożreć każdego, kogo napotka na swojej drodze.
A przecież nie tylko bundesligowe osiągnięcia interesują piłkarzy Bayernu. Bawarczycy wciąż grają o Ligę Mistrzów, a po zwycięstwie 2:1 nad Realem Madryt w pierwszym meczu ćwierćfinałowym są na dobrej drodze do awansu do kolejnej fazy prestiżowych rozgrywek.
Zobacz też: Wciąż walczą o tytuł! Początek meczu przesądził o wyniku