Dawid Kownacki mocno liczył na to, że wspólnie z Fortuną Duesseldorf uda mu się awansować do Bundesligi. Polski napastnik znakomicie odnalazł się w tym zespole i był jego najlepszym strzelcem. W tym sezonie na poziomie 2. Bundesligi strzelił 13 goli i miał pięć asyst. Mimo to głównego celu nie udało się zrealizować. Fortuna na koniec rozgrywek zajęła szóste miejsce i pozostanie na zapleczu niemieckiej elity na kolejny rok. A to rodzi pytania o dalszą przyszłość Kownackiego.
28-latek pozostaje zawodnikiem Werderu Brema. Jego kontrakt obowiązuje do 2027 r. W pierwszym sezonie w Bundeslidze odbił się jednak od ściany i klub postanowił wypożyczyć go do Fortuny. Kownacki od pewnego czasu zarzekał się, że chciałby w niej zostać. Jednakże w marcu niemiecki "Bild" ostrzegał, że piłkarz będzie mógł zostać definitywnie zakontraktowany tylko w dwóch przypadkach - awansu do Bundesligi lub jeśli Werder obniży żądania finansowe.
Teraz ten sam dziennik przekazał nowe informacje w tej sprawie. Jak zaznaczył, brak awansu wcale nie musi oznaczać końca przygody Polaka w Fortunie. - Kownacki chciałby zostać, a Fortuna chce go zatrzymać. Teraz trzeba przekonać Werder - podał "Bild".
Gazeta przywołała słowa samego Kownackiego, który Duesseldorf nazwał "drugim domem" i nie wykluczył, że w nim pozostanie. - Nie jestem zadowolony, mój cel był inny. Nie wiem, co będzie dalej. Nie byłoby dla mnie problemem kontynuowanie gry w drugiej lidze. Ale nie podejmuję decyzji sam. Dałem z siebie wszystko, że zrealizować swój cel, mimo że był to dla mnie trudny rok - powiedział.
Teraz jednak swoje zadanie musi wykonać dyrektor sportowy Fortuny Klaus Allofs. Według "Bilda" postara on się wynegocjować kolejne wypożyczenie. W grę wchodzi także wykup na stałe. Problem w tym, że w specjalnej klauzuli zapisano kwotę 2,5 mln euro. Klub nie zamierza wydawać tak dużych pieniędzy. Allofs ma jednak negocjować obniżkę.