Gole samobójcze są stałym elementem piłki nożnej. Co prawda nie padają one zbyt często, jednak jeśli już zawodnik wpakuje piłkę do własnej siatki, w wielu przypadkach okoliczności takiego zdarzenia są incydentalne. Taka sytuacja miała miejsce podczas jednego z sobotnich meczów w Bundeslidze. Walczące o utrzymanie VfL Bochum zmierzyło się na własnym stadionie z zespołem ze środka tabeli - 1. FC Heidenheim.
Przez niemal całe spotkane na tablicy widniał bezbramkowy remis. Obie drużyny tworzyły sobie sytuacje, jednak żadna z nich nie potrafiła zdobyć bramki. Ten stan rzeczy uległ zmianie w 81. minucie. Piłkę do siatki, tyle że do własnej, skierował Keven Schlotterbeck. 26-latek dokonał tego w naprawdę unikatowym stylu, co idealnie podsumował polski profil Viaplay na X. "Przewrócił się, wstał, zrobił fikołka, kopnął się w rękę i do własnej bramki...Samobój w wersji premium" - napisano.
Wydawało się, że wolna, odbita piłka była dosyć łatwa do wybicia z własnego pola kornego. Pozornie proste zadanie okazało się jednak Schlotterbecka sporym wyzwaniem. - Absolutnie niedorzeczne! Co za samobój - krzyczał angielski komentator Vipalay. Po samobójczym golu Bochum przegrywało 0:1 i wielu kibiców spodziewało się, że takim rezultatem zakończy się to spotkanie. Ale nic bardziej mylnego.
W tym szalonym meczu 29. kolejki Bundesligi padła jeszcze jedna bramka autorstwa.... wspomnianego Kevena Schlotterbecka! Tym razem piłkarz gospodarzy na szczęście nie umieścił piłki drugi we własnej bramce. W 90. minucie strzelił gola, doprowadzając do remisu 1:1. Tak zakończył się mecz, w którym Schlotterbeck dwa razy trafił do siatki.
Obecnie dla VfL Bochum liczy się każdy punkt. Była drużyna Jacka Górlaskiego walczy o utrzymanie na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Niemczech, a dzięki ostatniemu remisowi choć na moment wyszła ze strefy spadkowej, od której dzieli ją jedno oczko. Tym samym Keven Schlotterbeck w dziewięć minut z winowajcy stał się bohaterem swojego zespołu.