Jasne jest, że Bayern Monachium po sezonie zmieni trenera i nie będzie kontynuował współpracy z Thomasem Tuchelem. Wiadomo też, że Bawarczycy w tym sezonie nie zdobędą Pucharu Niemiec, a jednocześnie przed sobotnim spotkaniem z Heidenheim byli już niemal pewni utraty mistrzostwa kraju na rzecz Bayeru Leverkusen. Niemniej po fatalnej porażce z Borussią Dortmund 0:2, na boisku beniaminka Bayern liczył na poprawę nastrojów w drużynie przed rywalizacją w ćwierćfinale Ligi Mistrzów z angielskim Arsenalem.
I przez długi czas niewiele wskazywało, że coś złego może się stać w tym meczu drużynie Tuchela. Bayern przyspieszył w końcówce pierwszej połowy, gdy strzelając dwa gole w ciągu siedmiu minut objął dwubramkowe prowadzenie. Najpierw, w 38 minucie swoją 32. bramkę w tym sezonie Bundesligi zdobył Harry Kane, a następnie, tuż przed przerwą, na 2:0 dla gości podwyższył Serge Gnabry.
Mogłoby się wydawać, że przy takim wyniku po pierwszej połowie Bayern już mógł poczuć się pewny zwycięstwa. I być może właśnie się poczuł, bo po zmianie stron zaczęły się dziać rzeczy niezwykłe za sprawą gospodarzy. W 50 minucie Heidenheim potrzebowało zaledwie minuty, aby doprowadzić do wyrównania!
Najpierw, po akcji dwójkowej z Marvinem Pieringerem sytuację sam na sam ze Svenem Ulreichem wykorzystał Kevin Sessa. Obaj piłkarze zostali wprowadzeni na boisko w przerwie przez trenera Franka Schmidta.
Nieco ponad minutę później wspaniałe dośrodkowanie z lewego skrzydła Jana Niklasa Beste zamienił na gola strzałem z pierwszej piłki Tim Kleindienst i było 2:2.
Jednak piłkarze Heidenheim wcale nie zamierzali zadowalać się remisem. W 79 minucie po bardzo składnym kontrataku gospodarzy Pieringer wyłożył piłkę jak na tacy w polu karnym Kleindienstowi i ten strzelając swojego drugiego gola w tym spotkaniu, przesądził o zwycięstwie beniaminka 3:2.
Taki wynik oznacza, że Bayern Monachium, przegrywając pierwszy od 2000 roku mecz z drużyną rozgrywającą pierwszy sezon w Bundeslidze w swojej historii, traci już 16 punktów do prowadzącego Bayeru Leverkusen, a do tego jeszcze w sobotę może się z nim zrównać punktami VfB Stuttgart, jeśli zdoła pokonać na wyjeździe Borussię Dortmund. I tak jak przyszłość Thomasa Tuchela jest już przesądzona, tak trudno powiedzieć, co władze Bayernu mogą zrobić, aby ich drużyna do wtorkowego meczu Ligi Mistrzów z Arsenalem przystępowała w nie tak minorowych nastrojach, jakie z pewnością panują obecnie w szatni Bawarczyków.
Na sześć kolejek przed końcem sezonu Bayer Leverkusen potrzebuje zaledwie trzech punktów, żeby sięgnąć po mistrzostwo Niemiec! Zespół Xabiego Alonso zaliczył w sobotę już 41. mecz bez porażki, pokonując na wyjeździe Union Berlin Nenada Bjelicy 1:0.
Decydujące dla tego spotkania sytuacje miały miejsce w samej końcówce pierwszej połowy. Najpierw za faul na Nathanie Telli drugą żółtą i czerwoną kartkę obejrzał wahadłowy Unionu Robin Gosens, po rzucie wolnym z kolei strzał Piero Hincapie zablokował ręką Christopher Trimmel, dzięki czemu goście otrzymali rzut karny, wykorzystany przez Floriana Wirtza.
To okazało się zwycięskim trafieniem dla "Aptekarzy", bowiem mimo ich przewagi liczebnej w drugiej połowie goli już nie było.
Bayer, który ma 16 punktów przewagi nad drugim Bayernem, mistrzowski tytuł będzie mógł sobie zapewnić w niedzielę 14 kwietnia, gdy na BayArenie podejmie Werder Brema. Wcześniej jednak, bo w czwartek, zespół Xabiego Alonso zagra pierwszy mecz ćwierćfinałowy Ligi Europy u siebie z angielskim West Hamem.