Lewandowski trochę się ośmieszył. "Lojalność i szacunek"? Gdzie? U Niemca?

Michał Kiedrowski
Robert Lewandowski jest jak mityczna Wanda, która wolała zginąć w nurtach Wisły, niż związać się z Niemcem. Tak jak ona teraz nasz najlepszy piłkarz wybierze raczej zawieszenie niż kopnięcie piłki dla Bayernu. Nawet gdyby miał to być tylko trening - pisze Michał Kiedrowski ze Sport.pl.

Transfer Roberta Lewandowskiego jawi się prawie jak walka o niepodległość i wolność jednostki. Polak, który ma jeszcze rok ważny kontrakt z Bayernem, postanowił przenieść się do Barcelony. Będzie zarabiał mniej, ale poczuje emocje. Tak powiedział w rozmowie z Kubą Wojewódzkim i Piotrem Kędzierskim

Zobacz wideo " Bayern to niepoważny klub" - nikt nie miał o te słowa pretensji

Bayern nie chce spłacić długu wobec Lewandowskiego

Cóż, serce nie sługa. I ma rację nasz "Lewy". Bayern powinien okazać mu lojalność i szacunek. Bo gdzie byłby ten śmieszny klubik, gdyby nie nasz Robercik i jego bramki? Co by osiągnął? Kto by oglądał tę zaściankową ligę, gdyby nie Lewandowski? Dług wdzięczności Bayern ma wobec niego jak z Monachium na Kamczatkę. I teraz tego długu spłacić nie chce. Tak się nie robi!

Iga ŚwiątekŚwiątek w Lublinie. Miejscowy fan zapytał o chłopaków. Iga rozbawiona

Ale czegóż się spodziewać po Niemcach. Zwłaszcza tych z Monachium. U nich niepokorni zawsze mają pod górkę. Posłuchajcie Tomasza Hajty. Obelg ze strony Bayernu i usłużnych mu dziennikarzy doświadczyli przed Polakiem i David Alaba, i Niklas Suele. Bo chcieli odejść. To przykłady z ostatniego roku, a wcześniej? Długo by wymieniać tych, którzy w fatalnej atmosferze żegnali Monachium. To jest taki klub. 

Przedsmak tego, co spotyka teraz Lewandowskiego, mieliśmy już cztery lata temu. Najpopularniejszy program o Bundeslidze zamieścił wtedy taki oto mem pod tytułem "Mistrzowski plan Lewandowskiego":

Z lewej strony: chcę do Realu, zmieniam z tego powodu menedżera. Obrazek dolny: zostaję potem w Bayernie. Z prawej strony: nie gram dobrze, fani są rozzłoszczeni, a ja często narzekam. Obrazek dolny: zostaję potem w Bayernie.

Sami widzicie, jak to działa. "Lewy" miał do nich anielską cierpliwość, że tak długo został. 

To nie wojna dobra ze złem, ale negocjacje

Tak jak w poprzednich akapitach wygląda mniej więcej debata w Polsce o transferze Lewandowskiego. Ok. Przyznaję, trochę przesadziłem z Wandą. Ale niewiele. Transfer Lewandowskiego w medialnych przekazach wygląda naprawdę na walkę dobra ze złem. I to nie tylko w polskim internecie. Żenujące są też media niemieckie. U nich jest jak u nas, tylko na odwrót: Lewandowski splunął na święte barwy klubowe i zasłużył na karę pozbawienia czci i honoru. To nawoływanie do "zburzenia" pomnika Lewandowskiego, to odbieranie mu klasy światowej przez Kickera, musi budzić głęboki niesmak nie tylko u tych, którzy kibicują Polakowi.  

I jakoś wszyscy pogrążeni w walce o swoją słuszność zapominają, że to tylko biznesowe negocjacje. Owszem, prowadzone za pomocą mediów, ale wciąż negocjacje. Każda strona chce coś ugrać za pomocą kolejnych wypowiedzi.  

Alizee, francuska aktywistkaPrzerwała mecz Roland Garros. "Buczenie, które słyszałam, wciąż jest we mnie"

Gdyby Barcelona zaproponowała Bayernowi naprawdę duże pieniądze, a mistrz Niemiec miał zastępcę za Polaka, tej sprawy by nie było. Wszyscy rozstaliby się w zgodzie, a Lewandowski pewnie jeszcze uroniłby łezkę na pożegnalnej konferencji, wspominając ciepło wszystkich tych, którzy teraz wieszają na nim psy. 

Lewandowski obniża kwotę odstępnego, a Bayern też ma swoje do ugrania

Ale sprawa transferu wygląda tak, że Barcelona nie ma dużych pieniędzy, a Bayern nie ma zastępcy za Lewandowskiego. I stąd wynika całe zamieszanie i wojna na oświadczenia. Barcelona, menedżer Polaka i sam Lewandowski walczą w ten sposób o obniżenie kwoty odstępnego. Stąd te wszystkie mocne oświadczenia: z niewolnika nie ma pracownika; lojalność i szacunek; nigdy więcej w Bayernie nie zagram; nie chodzi o pieniądze, chodzi o emocje itp.  

Polak wytoczył najpotężniejsze działa słowne, bo wie, że druga strona ma armaty większego kalibru – przepisy. A według przepisów słuszność jest po stronie Bayernu. Lewandowski ma jeszcze rok ważny kontrakt. I nie jest tak, jak mówią zwolennicy Polaka: jak Niemcy źle potraktują Lewandowskiego, to już żadna inna wielka gwiazda do nich nie przyjdzie. Wręcz przeciwnie, Niemcy nie mogą sobie pozwolić na łagodne potraktowanie Lewandowskiego, bo każdy piłkarz, który się w Bawarii wypromuje, będzie chciał iść tą samą drogą. I powołując się na przykład Polaka, odmówi gry, dopóki klub go nie uwolni z jarzma.

Reprezentacja Polski U21Łzy i wściekłość Polaków po meczu z Niemcami. "I co ja mam powiedzieć?"

W przypadku Lewandowskiego Bayern też obniża sobie koszty na wypadek odejścia Polaka. Nie chodzi o te finansowe, ale propagandowe. Trzeba najpierw oczernić Lewandowskiego, żeby kibice łatwiej przełknęli jego odejście. Ba, może nawet odetchnęli z ulgą, gdy ten cały cyrk się skończy. Sami działacze Bawarczyków nie muszą specjalnie nawet wysilać w tym kierunku. Media, które tak się lubują w rozpalaniu negatywnych emocji, robią to doskonale. 

Sam jestem w "Team Robert". Uważam, że nieba mu trzeba przychylić, by osiągnął to, czego w jeszcze w karierze brakuje – duży sukces z reprezentacją. Jeśli transfer do Barcelony mu w tym pomoże, to świetnie, niech o niego walczy. Nie zmienia to jednak faktu, że całe te negocjacje przez media, granie na emocjach kibiców uważam za żenujące. I to z obu stron.

Więcej o: