Bayern ma człowieka od zadań specjalnych. To kobieta tak dobra, że Guardiola chciał ją podkraść

Dawid Szymczak
Uwielbiają ją piłkarze i kibice Bayernu Monachium. Zawodnicy wpuścili ją do swojej grupy na WhatsAppie, do której wstępu nie mają nawet trenerzy, a Pepowi Guardioli pracowało się z nią tak dobrze, że próbował ją podkraść. Ale Kathleen Krueger ma Bayern w sercu, więc nawet z urlopu macierzyńskiego wróciła w pośpiechu.

Wbrew głupiemu przesądowi, że kobieta w piłkarskiej szatni przynosi pecha, Kathleen Krueger od ponad 10 lat z sukcesami pracuje w Bayernie Monachium. Jest kierowniczką zespołu - organizuje wyjazdy na mecze i zgrupowania, dba o wybór odpowiednich hoteli, rezerwuje restauracje dla piłkarzy, co chwilę dopytuje, czy czegoś im nie brakuje. 

Zobacz wideo "Adam Nawałka ma poparcie grubych ryb w reprezentacji Polski"

- Którego piłkarza poprosiłabyś o zmianę koła, gdybyś złapała gumę? - zapytał Krueger dziennikarz prowadzący podcast "FC Bayern". - Gnabry’ego lub Kimmicha. Z nimi mam najlepszy kontakt. Często przed treningami wpadają pogadać - odpowiedziała. Ale bardziej prawdopodobne, że to piłkarze poprosiliby ją o pomoc w wymianie koła. W Bayernie jest człowiekiem od zadań specjalnych. Od spraw organizacyjnych, po prywatne. Trzeba znaleźć przedszkole dla syna piłkarza? Krueger. Zarezerwować hotel? Kureger. Zaplanować zgrupowanie w Katarze? Krueger. Zawodnikowi wygasł paszport i nie może lecieć na mecz? Krueger.

Upadek Upadek "złotego dziecka" polskiej piłki. Nie chciał go żaden klub z ekstraklasy

To praca niewidoczna dla kibiców, ale kluczowa dla zespołu. Piłkarze dzwonią do niej co kilka minut. Krueger widać podczas meczów, gdy informuje sędziego technicznego o zmianach, a w czasach koronawirusa dodatkowo trzyma tablicę z numerami zmieniających się piłkarzy. Przez cały mecz jest łączniczką między trenerem a sztabem medycznym. Pecha nie przynosi: odkąd siedzi na ławce rezerwowych, Bayern seryjnie zdobywa mistrzostwa i Puchary Niemiec.

Ostatnio nie było jej widać. Była w ciąży i z końcem poprzedniego sezonu odeszła na krótki urlop. Urodziła synka, a od stycznia wróciła do pracy. Życie piłkarzy znów stało się łatwiejsze. Jej asystent, Bastian Wernscheid, który zastępował ją w ostatnich miesiącach, został dobrze przyjęty przez zespół, ale co Krueger to Krueger. Gdy nowy trener - Julian Nagelsmann - zaproponował, że przyjdzie do klubu ze swoim sprawdzonym kierownikiem zespołu, szefowie Bayernu błyskawicznie wybili mu ten pomysł z głowy. Mają swoją kierowniczkę i wiedzą, że lepszej osoby na to stanowisko nie znajdą.

"Nigdy nie czułam się wyjątkowo przez to, że jestem kobietą w męskim środowisku"

Z Bayernem jest związana od wielu lat. Najpierw jako kibicka z młyna, która pożyczała od starszego brata za duże klubowe koszulki, a później jako piłkarka. Występowała w kobiecej Bundeslidze, ale już po sześciu latach profesjonalnego grania zderzyła się ze ścianą.

- Wymagało to bardzo dużego wysiłku, a dostawałyśmy za to słabe kieszonkowe. Musiałam się utrzymać, bo jednocześnie studiowałam - opowiadała w rozmowie z oficjalną stroną Bayernu. Kibicką była od małego - tata zabierał ją i jej brata na mecze. Siadali na trybunie z najbardziej zagorzałymi kibicami, a Kathleen planowała, że kiedyś sama zagra na stadionie pełnym kibiców. Zrezygnowała z marzeń na rzecz studiów zarządzania międzynarodowego i pracy po godzinach. - Najbardziej brakowało mi atmosfery szatni. W niej zawsze czułam się jak w domu - opowiadała w wywiadach.

Po pięciu latach niespodziewanie wróciła do klubu, by odbywać praktyki w sekcji logistycznej kobiecej drużyny. Przełom nastąpił, gdy Christian Nerlinger, były dyrektor sportowy Bayernu, wziął ją na swoją asystentkę. - Zawsze chciałam pracować przy drużynie piłkarskiej, ale byłam realistką: to bardzo atrakcyjna branża, mało jest miejsc pracy, dominują mężczyźni - zauważa. - Pewnego dnia podszedł do mnie prezes Hoeness i zapytał, czy chciałabym to stanowisko. Przeszłam przez trzymiesięczną procedurę aplikacyjną i dostałam tę pracę. Odkąd pracuję w Bayernie, w moim ukochanym klubie, na tak ważnym stanowisku, czuję się, jakbym wygrała na loterii - opowiadała. Gdy Nerlinger opuścił Bayern w 2012 roku, a Matthias Sammer został dyrektorem sportowym, Krueger awansowała na stanowisko kierowniczki zespołu. 

 - Nigdy nie czułam się wyjątkowo przez to, że jestem kobietą w męskim środowisku. Nie wydaje mi się, żebym była traktowana inaczej. Wszyscy jesteśmy profesjonalistami i chcemy osiągać sukcesy. Na tym się skupiamy - mówi poważnie, a później się uśmiecha: - Czasami, jak piłkarze nie bardzo mają ochotę uczestniczyć w jakichś wydarzeniach marketingowych lub sponsorskich, mrugam do nich okiem i staram się jakoś przekonać. 

Debiutant w kadrze Michniewicza? Debiutant w kadrze Michniewicza? "Selekcjoner interesuje się naszym życiem"

Tylko ją piłkarze dołączyli do swojej grupy na WhatsAppie

Krueger ma swoje biuro na drugim piętrze w kompleksie sportowym przy Sabener Strasse. Zawodnicy przechodzą obok jej drzwi kilka razy dziennie: w drodze do kawiarni, do sal konferencyjnych czy sali wypoczynkowej. Zazwyczaj wpadają, by poprosić o załatwienie jakiejś biurokratycznej sprawy. Czasami chcą też skorzystać z jej porad coachingowych. Ma specjalne wykształcenie w tym kierunku i doświadczenie wyniesione jeszcze z boiska. 

- Od początku swojej pracy byłam blisko piłkarzy. Staram się patrzeć na sprawy z ich perspektywy. Zawodnicy wiedzą, że kiedyś grałam w piłkę, ale nigdy nie ośmielam się analizować ich gry. No, może jak siedzę na ławce i mamroczę coś pod nosem, to piłkarz siedzący obok nasłuchał się moich przemyśleń - śmieje się. - Kathleen scala nasz zespół. Możemy do niej przyjść z każdym problemem. Jest naszą koleżanką i powierniczką - powiedział Thomas Mueller w "Sport Bildzie". 

Zawodnicy sami uznali, że należy do drużyny. Zaprosili ją do grupy na WhatsAppie, do której dostępu nie ma nikt inny spoza zespołu - nawet trenerzy. Piłkarze i ona, nikt więcej. - Rzeczywiście, jest to uprzywilejowana pozycja, ale jestem tam też po to, żeby wysyłać im plany na każdy dzień. Oczywiście, na grupie krąży pełno żartów, mnóstwo zabawnych zdjęć, ale piłkarze wiedzą, że niczego z niej nie wyniosę - mówiła. Zawsze była lojalna. Nawet gdy Pep Guardiola namawiał ją, by przeszła razem z nim do Manchesteru City i tam objęła to samo stanowisko, odmówiła. Z Katalończykiem pracowało jej się wspaniale. Od razu znaleźli wspólny język. Asystent Guardioli, Domenec Torrent, odchodząc z klubu, napisał na tablicy stojącej w jej gabinecie: "Zawsze będziesz w naszych sercach".

UEFA wszczyna postępowanie po meczu MarsyliiUEFA wszczyna postępowanie po meczu Marsylii

Więcej o: