Rewelacja dogoniła Bayern. 18-letni supertalent co tydzień bije jakiś rekord

Dawid Szymczak
Rosną razem: Bayer Leverkusen, który wygrał pięć meczów z rzędu i zrównał się punktami z Bayernem Monachium oraz jego najzdolniejszy piłkarz - Florian Wirtz, co tydzień bijący jakiś rekord. Bayer jest współliderem Bundesligi, Wirtz największym niemieckim talentem. Razem mogą wreszcie zerwać łatkę "Neverkusen".

Kibice Bayeru Leverkusen od lat narzekają jak Adaś Miauczyński: "Znowu drugi. Całe życie, ciągle, drugi. Nawet jak gdzieś pierwszy byłem, czułem się jak drugi. W życiu wiecznym także będę drugi?". W ostatnich kilkudziesięciu latach ich klub tracił już mistrzostwo w ostatniej kolejce, roztrwaniał sporą przewagę w końcówce sezonu, czasem zawodził kompletnie, a czasem przegrywał dopiero w finałach Pucharu Niemiec i Ligi Mistrzów. Przegrywał jednak niemal zawsze. Jedyne trofeum zdobył w 1993 r. i po latach niepowodzeń dorobił się łatki "Neverkusen", sugerującej, że nie wygra już nigdy. W tym roku do zdobycia tytułu jest jeszcze daleko, okazji do potknięć mnóstwo, pierwsza - mecz z Bayernem Monachium - zaraz po reprezentacyjnej przerwie, ale po świetnym początku sezonu (16 punktów w 7 meczach) wróciła nadzieja, że wreszcie się uda.

Zobacz wideo Legia szaleje w LE! Taktyczny koncert Michniewicza i nieoczywisty bohater

"Powoli żadne porównania nie są wystarczające" 

Bayer ma bowiem młody zespół, ale gra bardzo dojrzale. Zupełnie jak jego największa gwiazda - Florian Wirtz: 18-latek z umiejętnościami boiskowych profesorów, spokojem starych wyjadaczy i polotem typowym dla wieku. - Znowu pobił jakiś rekord? Robi to co tydzień - śmiał się kapitan Lukas Hradecky w wywiadzie po meczu z Mainz. Wirtz strzelił w nim jedynego gola. To był jego dziesiąty gol w Bundeslidze w karierze. Gdy trafiał do bramki, miał 18 lat i 145 dni. Żaden inny piłkarz w historii Bundesligi nie strzelił tylu goli w tak młodym wieku. Ale do bicia rekordów i wykreślania z historii kolejnych sław Wirtz zdążył się już przyzwyczaić. Mając 17 lat był najmłodszym strzelcem gola w Bundeslidze, a miesiąc temu został najmłodszym reprezentantem Niemiec powołanym z Bayeru. Porównują go już do Michaela Ballacka i trochę starszego kolegi - Kaia Havertza, którego Bayer zgodził się sprzedać we wrześniu 2020 r. za 80 milionów euro do Chelsea, bo wiedział, że ma już gotowego następcę. 

Sheriff Tyraspol przed meczem Ligi MistrzówSzeryfów było dwóch. Obaj z KGB. Dziś klub, który stworzyli, ogrywa Real Madryt

Ale Wirtz spod tych porównań się wymyka. I nie chodzi bynajmniej o ich ciężar, bo gdy wszyscy dookoła o nim trąbią, on strzela 6 goli w ośmiu meczach tego sezonu, dorzuca 5 asyst i wydaje się w ogóle nie czuć ekscytacji kibiców. Wymyka się dlatego, że powoli żadne porównania nie są wystarczające. Ballack nie miał przecież aż takiej łatwości w zdobywaniu bramek, Mesut Oezil nigdy nie pracował na boisku tak ciężko, a Havertz częściej występował jako napastnik, przez co nie miał aż takiego wpływu na grę całej drużyny. Trenerzy i selekcjoner Hansi Filck przyznają, że Wirtz to wyjątkowy talent. Trudno znaleźć pochwałę, która jeszcze nie padła: od tych piłkarskich, przez osobowościowe, po postawę całej rodziny Wirtzów, która twardo stąpa po ziemi i obiecuje przez najbliższe dwa lata nie nalegać na transfer do największych klubów. Dyrektorzy Bayeru zacierają ręce, bo obowiązująca do 2026 r. umowa Floriana nie ma klauzuli wyjścia. - 100 milionów euro? Za mało - zapowiadają już teraz. Zanim jednak go sprzedadzą, chcą dzięki niemu zerwać łatkę "Neverkusen".

Te puzzle do siebie pasują

Siłą tego Bayeru jest jednak to, że w doskonałej formie jest nie tylko Wirtz. Patrik Schick przeniósł dyspozycję z Euro, na którym został królem strzelców, na ligowe mecze. Po siedmiu ma sześć goli i dwie asysty. Moussa Diaby, Jeremie Frimpong i Mitchel Bakker gwarantują zespołowi szybkość w bocznych sektorach. W środku pola Wirtz dba o kreację, a Robert Andrich i Charles Aranguiz zapewniają odpowiednią równowagę. Za sobą mają jeszcze Lukasa Hradecky’ego, który mając 31 lat, doszedł do życiowej formy. To lider na boisku i poza nim. Człowiek od spektakularnych interwencji w bramce i najlepszych żartów w szatni. Podkreśla, że odkąd został kapitanem Bayeru, bierze na siebie większą odpowiedzialność, a w dobrej grze pomaga mu też obecność kibiców. Jest ich ulubieńcem. Przekonał ich do siebie przede wszystkim postawą w bramce, ale też brakiem nadęcia i normalnością.

Paulo Sousa i Kacper Kozłowski podczas meczu Polska - Hiszpania na Euro 2020Alarm dla polskiej piłki. Sousa wysłał sygnał ostrzegawczy. Tak źle nie było nigdy

Hradecky jest bowiem największym piwoszem w Bundeslidze i zawsze znajdzie okazję, by o tym wspomnieć. Awans na Euro świętował, opróżniając zawartość plastikowego kubka należącego do jednego z kibiców, siedzących za jego bramką. Gdy po meczu z Mainz pytali go o Wirtza, wtrącił, że w nagrodę zabierze go na piwo. - Ma już 18 lat, więc może - uśmiechał się. A gdy dział marketingu poprosił go o nagranie filmiku z pozdrowieniami dla kibiców, na koniec powiedział "na zdrowie" i przechylił butelkę. W jednym z wywiadów przyznał, że podczas meczów, gdy wynik jest już ustalony, zdarza mu się pomyśleć, czy ma odpowiednio zaopatrzoną lodówkę, by to zwycięstwo uczcić. Wtrącenia o piwie stały się już właściwie jego znakiem rozpoznawczym. Kibice je lubią, a dopóki Hradecky jest w tak dobrej formie i ma tak nienaganną sylwetkę, nikomu nie przeszkadzają.  

Gerardo Seoane - z Young Boys do młodych chłopców Bayeru Leverkusen

Słowem: w Bayerze wszystko wydaje się do siebie pasować. Drugiemu najmłodszemu zespołowi w Bundeslidze nie brakuje polotu, energii i szybkości, ani kilku bardziej doświadczonych piłkarzy - jak Hradecky, Aranguiz, Karim Bellarabi, Kerem Demirbay czy leczący kontuzję Julian Baumgartlinger - którzy po pięciu zwycięstwach z rzędu nie pozwolą młodym odfrunąć. Jest też ambitny trener - Gerardo Seoane, który latem przeniósł się do Bayeru z Young Boys, by podnieść sobie poprzeczkę. W Szwajcarii w trzy lata zdobył trzy mistrzostwa, wygrał krajowy puchar i z dobrej strony pokazał się w Lidze Europy.

Do Leverkusen przyszedł z gotową diagnozą. Stwierdził, że Bayerowi potrzebni są fizyczni i agresywni zawodnicy, bo w poprzednich sezonach zespół był zbyt przyjemny dla rywali. Utalentowani, ofensywni zawodnicy byli groźni, ale tracili swoje atuty, gdy trafili na bardzo ostro i twardo grających przeciwników. Nie potrafili się wówczas przeciwstawić, co sam Seoane zresztą wykorzystał, gdy w poprzednim sezonie przyszło mu się mierzyć z przyszłym klubem. Jego Young Boys wygrali wówczas w 1/16 Ligi Europy 5:3 w dwumeczu. 

Kilka tygodni jego pracy w Leverkusen wystarczyło, żeby Bayer stanął do wyścigu z Bayernem. Zaraz po reprezentacyjnej przerwie dojdzie do ich bezpośredniego starcia. Lepszej weryfikacji rzeczywistej siły Bayeru nie będzie.

Lukas Podolski zaskakuje nawet kolegów z zespołu. Problemy mistrza świata w PolsceLukas Podolski zaskakuje nawet kolegów z zespołu. Problemy mistrza świata w Polsce

Więcej o: