Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

To, co zrobił Lewandowski, to Kosmos. "Musimy mieć Roberta. Mamy dla niego pełną szkatułę"

O tym rekordzie Karl Heinz Rummenigge mówił, że jest sprzed ery kamienia łupanego. I Robert Lewandowski wyrównał go akurat na koniec innej ery: ery Bayernu zbudowanego przez napastników. Gdzie jest taki drugi klub na świecie, który do tego stopnia ulepili po swojemu łowcy bramek?

- Gdyby tylko mógł, Gerd siedziałby dziś na trybunach i cmokał po każdym golu Roberta Lewandowskiego – mówił Paul Breitner, gdy trwało odliczanie do meczu z Freiburgiem, dnia wyrównania rekordu 40 goli w sezonie. Gerd Mueller, jak wiadomo, nie mógł usiąść na trybunach, przyjąć tego hołdu, który mu Robert Lewandowski złożył po strzeleniu gola, cmokać z zachwytu. Od 2015 jest w domu opieki na przedmieściach Monachium, od pewnego momentu nie ma już z nim kontaktu, żona Muellera nazywa obecny etap powolnym odchodzeniem i cieszy się, że Gerd bardzo nie cierpi.

Zobacz wideo Tak Lewandowski wyrównał rekord Muellera! Cudowny gest. Do akcji wkroczyli koledzy [ELEVEN SPORTS]

Gdy to będziemy wspominać po latach, pewnie jeszcze mocniej do nas dotrze, jak poruszający to był zbieg lat i okoliczności. To, że Lewandowski i Mueller się w Bayernie Monachium rozminęli, im więcej było tam Roberta, tym mniej Gerda, a jednak będą wymieniani na jednym oddechu. I to, że wiosną 2021 roku naprawdę kończyła się pewna era.  

„Musimy mieć Roberta. Mamy dla niego pełną szkatułę” 

Gerd Mueller, kolekcjoner goli i tytułów, nie usiądzie już nigdy na stadionie Bayernu. Uli Hoeness, kiedyś najszybszy napastnik na świecie, biegający setkę w jedenaście sekund, nie jest już prezesem Bayernu Monachium. Karl Heinz Rummenigge, trzykrotny król strzelców Bundesligi, za pół roku przestanie być prezesem Bayern AG, czyli piłkarskiej części klubu. Nie ma drugiego klubu, na którego historię tak bardzo wpłynęliby napastnicy. Największą legendą Bayernu był i będzie obrońca Franz Beckenbauer, ale najważniejszymi budowniczymi Bayernu byli napastnicy.  

Robert Lewandowski wyrównał rekord Gerda MuelleraRobert Lewandowski popisał się cudownym gestem! Potem do akcji weszli jego koledzy. Coś pięknego

Gerd Mueller swoimi golami pomagał zmieniać Bayern z klubu jakich wiele w klub-hegemona. Uli Hoeness najpierw budował golami, a potem, gdy mu kontuzja łąkotki przerwała karierę, jako menedżer klubu. Zaczynał jako 27-latek, a dryg do zarządzania i zarabiania miał taki, że archaiczny, zadłużony klub zmienił w nowoczesną korporację z wielkimi zapasami gotówki. A jedną z najlepszych biznesowych decyzji menedżera Hoenessa było korzystne sprzedanie napastnika Rummenigge do ligi włoskiej, to pozwoliło spłacić sporą część długu, który zastał w klubie.

To Hoeness na początku lat 90. zaprosił Rummenigge by wrócił do klubu w roli działacza. To Hoeness uratował porozbijanego życiowo Muellera i zaprosił go z powrotem do klubu.  To Hoeness pierwszy dostrzegł, że ten Polak z Borussii Dortmund to materiał na napastnika Bayernu. Wprawdzie pierwsze kuszenie odbywało się w gabinecie prezesa-napastnika Rummenigge. Ale wpadł do tego gabinetu napastnik Hoeness i powiedział: my Roberta musimy mieć. I dał słowo: mamy dla niego pełną szkatułę.  

Rummenigge chciał karać, Hoeness powiedział: nie ma mowy. Nikt tak nie rozumie napastnika jak oni 

Hoeness słowa dotrzymał: mieli dla niego pełną szkatułę, byli gotowi płacić mu pensję nawet wtedy, gdy Borussia nie zgodziła się go sprzedać i zatrzymała u siebie jeszcze na rok (przez ten rok został w jej barwach pierwszy raz królem strzelców Bundesligi), zrobili go z czasem najlepiej opłacanym piłkarzem Bundesligi. Ale mieli dla niego dużo więcej niż pieniądze.

Mieli zrozumienie: wiedzieli, co nakręca takich napastników jak on, co tyka w ich głowie, jak oswoić ich ego. Rozumieli, gdy Robben i Lewandowski przychodzili do nich skarżyć się na siebie nawzajem, że jeden drugiemu nie podaje. Wybaczyli mu mocny wywiad dla „Der Spiegel”, bo zrozumieli, że kierowała wtedy Robertem ambicja, a nie chęć urażenia kogoś. Napastnik Rummenigge chciał go nawet wtedy ukarać. Ale napastnik Hoeness powiedział, że mowy nie ma. Obaj rozumieli, że taki piłkarz jak Lewandowski musi czasem spojrzeć z zachwytem w stronę innego klubu i jak wtedy zareagować, żeby jednak znów najbardziej lubił Bayern.

Mieli doświadczenie przez lata szefowania świetnym napastnikom. I mieli intuicję, że Lewandowski będzie się z sezonu na sezon stawał coraz lepszy. Tak jak się kiedyś rozwijał Rummenigge. Legendarny trener Bayernu Dettmar Cramer ściągnął go do Monachium z Borussii Lippstadt, bo widział w nim wielki talent do wygrywania pojedynków. I wiedział, że Bayern rozwinie w nim resztę umiejętności. I Rummenigge został mistrzem Europy i zdobywcą Złotej Piłki. 

Robert Lewandowski goni rekord Gerda MuelleraZROBIŁ TO! Robert Lewandowski wyrównał rekord Gerda Muellera!

Nie całuje herbów, nie zakochuje się w klubach. Ale kocha wyzwania. Reszta przyszła sama 

Swój pozna swego. To, co robi w ostatnich sezonach Robert Lewandowski to Kosmos. Ale to logiczne, bo Bayern to NASA napastników. W biurach żadnego klubu nie było przez ostatnie lata tyle know-how strzelania goli. Idealne miejsce dla kogoś, kto chce się rozwijać. I przez tych siedem wspólnych lat Rummenigge i Hoeness patrzyli, jak Lewandowski ciągle się rozwija, jak nie traci apetytu po sukcesach i jak się podnosi po porażkach, jak zdobywa z Bayernem Puchar Europy, jak zapisuje się w historii jako rekordzista i jeden z najlepszych transferów w historii Bundesligi, a może nie tylko jej.

Patrzyli, jak przekonał do siebie Pepa Guardiolę, mimo że ten miał nie lubić typowych środkowych napastników. Jak od Carlo Ancelottiego dostał niekwestionowane przywództwo w ataku i przywilej podchodzenia do rzutów wolnych. Jak Thomas Mueller oddał mu wykonywanie rzutów karnych. Jak Niko Kovac dał mu szansę na założenie opaski kapitana. Jak Hansi Flick dał mu kilkanaście miesięcy jak z bajki. Jak niepostrzeżenie kibice Bayernu zaczęli się zakochiwać w napastniku, którego wcześniej podziwiali, ale zawsze z większym dystansem niż swoich. Hoeness i Rummenigge wiedzieli, że biorą piłkarza, który nie całuje herbów, nie zakochuje się w klubach. Ale też wiedzieli, że nic na siłę, wystarczy, że on kocha wyzwania. A reszta przyjdzie sama.