Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Robert Lewandowski uratował święta. Zrobił to jak w filmie

Bundesliga dała kibicom najlepszy prezent: starcie lidera z wiceliderem. Bayer Leverkusen zadbał o ozdoby, Bayern Monachium o poszanowania tradycji: wygrał więc 2:1 i został liderem. A Robert Lewandowski był jak bohater filmu, który w ostatnim momencie - wbrew wszelkim przeciwnościom - ratuje święta. Zrobił to po piłkarsku - dwoma golami.

Dla Roberta Lewandowskiego był to wieczór rozpakowywania prezentów: przed meczem dostał od gospodarzy bukiet kwiatów i butelkę szampana, a pod koniec pierwszej połowy - już od piłkarzy Bayeru - idealną sytuację do strzelenia gola. Jak tradycja nakazuje - dośrodkował Thomas Mueller, a on kończył. Po błędzie Edmonda Tapsoby i Lukasa Hradecky’ego musiał tylko trafić piłkę głową i skierować ją do pustej bramki. Tak strzelił 252. gola w Bundeslidze, piątego w karierze przeciwko Bayerowi Leverkusen i szesnastego w trzynastym ligowym meczu w tym sezonie. Pierwszego jako najlepszy piłkarz na świecie. Ostatni prezent - już w doliczonym czasie gry - znów wręczyli mu rywale: najpierw popełnili błąd w wyprowadzeniu piłki, a później ratunkową interwencją po jego strzale utrudnili zadanie swojemu bramkarzowi. Piłka wpadła do siatki i Bayern zwyciężył. Tradycyjnie - znów jest liderem Bundesligi.

Zobacz wideo "To, co robił Lewandowski, jest niepojęte. To nie może być przypadek"

Zwycięstwo Bayernu Monachium oparte o trzy filary: Lewandowskiego, Muellera i Neuera

Czas przed Bożym Narodzeniem był dla Bayernu bardzo stresujący: 2:1 z Bayerem Leverkusen, 2:1 z Wolfsburgiem w środku tego tygodnia, wcześniej 1:1 z Unionem Berlin, 3:3 z Lipskiem, 3:1 w Stuttgarcie, 1:1 z Werderem Brema, 3:2 w Dortmundzie i 2:1 z FC Koeln - wszystkie wyniki stykowe, jeśli zwycięstwa - to minimalne, punkty często zapewniały gole strzelane dopiero w końcówkach. Nie było miejsca na zabawę, włączenie energooszczędnego trybu - tak potrzebnego pod koniec niezwykle trudnego roku: z konieczną przerwą, trzema okresami przygotowawczymi, mnóstwem meczów rozgrywanych w krótkim czasie, a ostatnio w przetrzebionym kontuzjami składzie. Wreszcie - po roku pełnym finałów. I mecz z Bayerem - liderem po dwunastu kolejkach - był jak ostatni finał - ligowy, po którym zwycięzca miał spędzić święta na pierwszym miejscu w tabeli. 

Gol Lewandowskiego z BayeremRobert Lewandowski takich prezentów nie marnuje! 16. gol Polaka w sezonie [WIDEO]

Piłkarze Petera Bosza wiedzieli o tym zmęczeniu Bayernu. I choć sami też nie narzekają na nadmiar energii, narzucili na początku bardzo wysokie tempo. Atakowali dobrze zorganizowanym pressingiem i jeśli tylko odzyskali piłkę, natychmiast oddawali ją szybkim skrzydłowym. Goście mieli spore problemy z zawiązaniem akcji, dopiero pod koniec pierwszej połowy oddali celny strzał, stracili bramkę po rzucie rożnym, a chwilę później stracili jeszcze Kingsleya Comana, który odniósł kontuzję. W dodatku wprowadzony za niego Leroy Sane grał na tak słabo, że już 35 minutach sam został zmieniony. I nawet się na Hansiego Flicka nie denerwował, tylko grzecznie zszedł z boiska, po drodze leniwie przybił wszystkim "piątki", a później z założonymi nogami oglądał resztę meczu. Czasami piłkarze po takich zmianach czują się upokorzeni, za to Sane wydawał się doskonale rozumieć trenera. W takiej dyspozycji nie ma prawa grać w Bayernie. Tym bardziej że okoliczności nie pozwalały na odbudowywanie formy.

Bayern dążył do strzelenia zwycięskiego gola, ale zmęczenie nie pozwalało mu na nachalność. Po przerwie mecz był już o wiele wolniejszy: ani Bayer nie wytrzymał tempa, które narzucił, ani Bayern nie miał energii, by z rozmachem atakować. Wygrał ten mecz siłą doświadczenia i jakością poszczególnych piłkarzy: bo trzeba mieć Manuela Neuera, żeby przy kilku dobrych okazjach rywala stracić tylko jednego gola, trzeba mieć znakomicie dogrywającego Thomasa Muellera i trzeba mieć Roberta Lewandowskiego, który tak, jak przy pierwszej bramce przewidzi, gdzie za chwilę spadnie piłka, i któremu w 93. minucie, gdy przyjdzie oddać najważniejszy strzał w meczu, nie zadrży noga. Trzech liderów Bayernu poprowadziło go do zwycięstwa po niezwykle wyboistej drodze w Leverkusen. Dosłownie - bo przez kępkę trawy w polu karnym Polak oddał w pierwszej połowie bardzo niecelny strzał w połowie, i w przenośni - bo Bayer grał doprawdy bardzo mądrze.

Bayer Leverkusen kończy rok na drugim miejscu. Tylko i aż

Jego piłkarzom można współczuć: nie sposób bowiem powiedzieć, że ich plan na ten mecz nie wypalił. Grali dobrze, a za dwa poważne błędy zapłacili najwyższą cenę. W pierwszej połowie zabrakło dwóch minut, by zeszli do szatni z prowadzeniem 1:0, w drugiej od remisu dzieliło ich kilkadziesiąt sekund. Mecz kończą bez punktów, a 2020 rok na pozycji wicelidera. Tylko - bo w przypadku remisu z Bayernem pozostaliby na pierwszym miejscu. I aż - bo przed rozpoczęciem sezonu, gdy sprzedali Kaia Havertza do Chelsea i Kevina Vollanda do AS Monaco, czyli oddał autorów jednej trzeciej goli z zeszłego sezonu (12 Havertza, 10 Vollanda, 61 wszystkich trafień Bayeru), wydawało się, że żegnają się z grą o najwyższe cele. 

Robert Lewandowski i Cezary KucharskiNowe taśmy Lewandowski-Kucharski. "Twoi prawnicy boją się przekazać ci prawdę"

W poprzednim sezonie zabrakło im trzech punktów do awansu do Ligi Mistrzów. Sprzedaż najlepszych zawodników i konieczność wymyślenia swojej gry na nowo była tego następstwem. Peter Bosz odszedł od atakowania środkiem, zachęcił swoich skrzydłowych - Leona Bailey’ego i Moussę Diaby'ego - do częstszego wchodzenia w pojedynki z obrońcami i dośrodkowywania w pole karne. Obrońców cofnął o kilka metrów, bocznym zakazał tak częstego podłączania się do ataków, z Juliana Baumgartlingera zrobił najważniejszego środkowego pomocnika, z 17-letniego Floriana Wirtza czołowego rozgrywającego i jednego z najbardziej obiecujących niemieckich piłkarzy. Ściągnął trenera Roba Maasa do swojego sztabu i kazał mu rozplanować wszystkie stałe fragmenty gry. Po poprzednim sezonie miał wielki niedosyt w tym aspekcie, bowiem jego zespół strzelił w ten sposób tylko dziesięć goli. Holenderski trener uchodzi za specjalistę od rzutów rożnych i wolnych. Miał zagwarantować natychmiastowe efekty. Udało się - Bayer w trzynastu kolejkach tego sezonu strzelił ze stojącej piłki aż dziewięć goli. Bayern też nabrał się na krótkie rozegranie rzutu rożnego. To po nim Patrik Schick uderzył z powietrza i zawiesił na tym meczu ozdobę: piłka była tak mocno trafiona, że mało nie zerwała siatki w bramce Neuera.

Reakcja jak w prawdziwym finale

Świętowanie tego zwycięstwa przez piłkarzy Bayernu pokazuje, jak ważne było. Lewandowski trafił na 2:1, a cała ławka rezerwowych w ekstazie wbiegła na boisko, jakby za chwilę rzeczywiście mieli odebrać puchar. Hansi Flick nerwowo spojrzał na zegarek. Piłkarze zaraz po ostatnim gwizdku ustawili się w kółku i po krótkiej, emocjonalnej przemowie Neuera zaczęli tańczyć, śmiać się i ściskać tego, który uratował święta. W tym czasie ich rywale ze spuszonymi głowami schodzili do szatni. Na pewno mieli Bayern skrupulatnie przeanalizowany. Musieli więc wiedzieć, że gdy w meczu z nim zaczynasz bronić remisu, już przegrywasz.