Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Zaskakująca sytuacja z udziałem Lewandowskiego. Najlepsze podsumowanie

Jeszcze kilka lat temu dostający piłkę na piąty metr i niekryty Robert Lewandowski nie zawahałby się i polował na gola. Teraz też się nie zawahał i podał do kolegi. Jego Bayern Monachium wygrał z Sevillą dopiero po dogrywce 2:1 (1:1), a Polak kończył mecz z asystą i przeświadczeniem, że bez gola na koncie wkład do zdobycia Superpucharu Europy miał spory.

Jeszcze na początku tygodnia nie było pewne czy Robert Lewandowski w Superpucharze Europy wystąpi. Podczas inauguracji Bundesligi i meczu z Schalke (8:0) został mocno nadepnięty na lewą stopę. Dograł mecz, ale duży ból poczuł, gdy meczowe emocje już opadły. Opuścił przez to jeden trening, ale starcie o czwarte w tym roku trofeum Bayernu, rozpoczął od pierwszej minuty i zagrał pełne dwie godziny. Lewandowski mecz rozpoczął tak jak cała jego drużyna, nieco ospale, ale Bayern, a wraz z nim "Lewy" rozkręcali się z czasem.

Zobacz wideo Najważniejsze zadanie Michniewicza. "Jeśli mu się nie uda, będzie miazga" [SEKCJA PIŁKARSKA #64]

Sporo dobrego w trudnym momencie

Sevilla od pierwszych minut zepchnęła Bayern do defensywy i siedziała na połowie Niemców. Trudno było znaleźć zawodnika, który popchnąłby triumfatorów Ligi Mistrzów do jakiejś groźniejszej akcji, dał znak do wyjścia z impasu. Jedynym popychającym był w tej części meczu David Alaba, który popchnął w polu karnym Ivana Rakiticia i Bawarczycy musieli gonić wynik po stracie gola z karnego.

To był moment, w którym Lewandowski starał się wziąć ciężar gry na siebie. Był jednym z graczy, który dawał swojej drużynie sporo pożytku. W 19. minucie biegł z piłką wzdłuż pola karnego i umiejętnie się zastawiał, nie było zaskoczenia, że szybko został sfaulowany przez nieporadnego Rakitica. W ten sposób Polak załatwił swojej drużynie jedną z bardziej niebezpiecznych okazji w tej części meczu.

Już kilka minut później Lewandowski ze skrzydła znakomicie dogrywał piłkę na środek boiska do Muellera, ale Niemiec strzelił źle. Swoją indywidualną okazję Polak miał po trzydziestu minutach gry, gdy dostał piłkę na dwudziestym metrze. Wpadł w pole karne i próbował przelobować wychodzącego Bono. Uderzył jednak za lekko. Marokańczyk spokojnie złapał piłkę.

Chwilę później Polak zanotował ładną asystę przy golu Leona Goretzki. "Lewy" stał bokiem do bramki, ale idealnie dograł koledze z powietrza. Do sprytnego i inteligentnego podanie wystarczyło już tylko dobrze dostawić nogę. Być może jeszcze kilka lat temu Polak w podobnej sytuacji rozglądałby się za strzałem, ale ostatnio oprócz goli znany jest z tego, że wyraźnie szuka swoich kolegów, a w meczowych statystykach coraz częściej zapisuje się asystami i kluczowymi podaniami.

Zaskakująca sytuacja z udziałem Roberta Lewandowskiego

W 51. minucie przez tą wielką chęć Lewandowskiego do podawania miała miejsce nieco zaskakująca sytuacja. Po szybkiej grze na jeden kontakt Leroy Sane precyzyjnie dośrodkował w pole karne, a stojący i niepilnowany na piątym metrze polski snajper, przyjęciem piłki skierował ją do stojącego obok Muellera. Wyglądało to, jakby mistrzowie Bundesligi we dwójkę grali w dziada tuż przed nosem Bono. Mueller bowiem też nie strzelał, tylko zrewanżował się Polakowi i odegrał w jego stronę. Dopiero wtedy Lewandowski wykończył akcję. Sędzia liniowy nie zareagował, ale VAR przyjrzał się akcji. Okazało się, że Polak podczas przyjęcia był na minimalnym spalonym. Jego altruizm w tej sytuacji i tak na niewiele się zdał.

Lewandowski nie polował na gola, znów zajął się podawaniem i cieszył z czwartego w roku trofeumLewandowski nie polował na gola, znów zajął się podawaniem i cieszył z czwartego w roku trofeum Screen


W 63. Minucie Lewandowski też brał udział w kolejnej bramkowej i nieuznanej akcji. Znów zgrywał piłkę na środek boiska, ale sędzia uznał, że faulował rywala. Te koleżeńskie zapędy Polaka dobrze widać też w statystykach. W całym meczu (wraz z dogrywką) nasz napastnik oddał 1 celny i 2 niecelne strzały na bramkę Sevilli, ale na jego koncie widniała też wspomniana asysta oraz trzy kluczowe podania i trzy celne długie piłki. Portal Sofascore ocenił go na 7.5, co było jedną z lepszych ocen w drużynie. Podobny wynik (7,0) Polak dostał na Whoscred.com, przy średniej drużyny 6,77.

W całym spotkaniu Lewandowski dość często wracał też w strefę obronną swojej drużyny i na bokach pola karnego przerywał groźne akcje Hiszpanów. Widać to na jego heat-mapie. Sporo czasu Polak spędził też blisko środkowej części boiska. W drugiej połowie dogrywki, kiedy Bayern prowadził 2:1 robił to, co potrafi znakomicie. Przytrzymywał piłkę na połowie rywali, dawał wytchnienie obrońcom swej drużyny, zmuszając rywali do faulowania go, a w jednej sytuacji pokusił się też o uderzenie. Polak mógł ustalić wynik w 121 minucie meczu, ale w asyście rywala nie zdołał przelobować bramkarza - sygnalizował za to, że był przez obrońcę popychany.

Meczu "Lewy" golem zatem nie zakończył, ale znów tak jak miesiąc temu, miał powody do sporej radości. Na liście strzelców Bawarczyków widniał Goretzka i Javi Martinez, w obrazkach z Superpucharem Europy, czwartym w tym roku trofeum, uśmiechał się Lewandowski. Szybko podał zresztą puchar koledze.

Przeczytaj także: