Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

"Mam zarabiać 20 funtów, gdy górnicy dostają mniej?". Utrzymanie systemu zakończyło się klęską

Niemieckie media ogłosiły: salary cap - czyli obowiązujące w amerykańskich ligach sportowych ograniczenie zarobków zawodników, będzie można wprowadzić w europejskich klubach piłkarskich. Nikt jakoś nie przypomniał, że podobnych mechanizm na Starym Kontynencie obowiązywał przez ponad 60 lat, a walka o jego utrzymanie zakończyła się klęską.

Ograniczenie zarobków pracowników jednej branży jest stare jak rewolucja przemysłowa. I długie dziesięciolecia było legalne. Fabrykanci umawiali się między sobą, ile będą płacić w swoich fabrykach, by konkurencja o pracowników nie zmniejszała ich zysków. Dopiero strajki i żądania związków zawodowych podobne praktyki uczyniły nielegalnymi.

Maksymalna pensja dla piłkarza

W piłce nożnej tego typu gentlemen's agreement - ustna umowa dżentelmenów, a za takich się mieli właściciele klubów, została zawarta już w momencie dopuszczenia zawodowstwa na Wyspach Brytyjskich. Zawodnicy klubów Football League nie mogli zarabiać więcej niż 4 funty tygodniowo, czyli dwa razy więcej niż wynosiła pensja wykwalifikowanego robotnika. W 1901 r. pensja maksymalna została wpisana do ligowych regulacji i pozostała tam przez następnych 60 lat.

I zarobki piłkarzy rosły wolniej niż pensje innych Brytyjczyków. Między 1921 r. a 1945 r. maksymalna pensja zawodnika wynosiła 8 funtów tygodniowo w czasie sezonu (37 tygodni) i 6 funtów w przerwie między rozgrywkami (15 tygodni). Dla porównania Raimundo Orsi Argentyńczyk włoskiego pochodzenia, który w 1928 r. przeszedł z argentyńskiego Independiente do Juventusu Turyn, zarabiał w nowym klubie 8 tys. lirów miesięcznie, czyli około 20 funtów tygodniowo.

Piłkarze się zbuntowali

W 1960 r. angielscy piłkarze się w końcu zbuntowali. Maksymalna tygodniówka wynosiła wtedy 20 funtów i była tylko o 25 procent wyższa niż średnia płaca w przemyśle. Podczas walnego zgromadzenia związku zawodowego piłkarzy podjęto jednomyślną decyzję o strajku.

Gordon Taylor, wówczas młody zawodnik, a do niedawna szef związku, wspominał, jak podczas spotkania przemówił Tommy Banks z Boltonu:

Ktoś powiedział, że to nie fair żądać 20 funtów tygodniowo, gdy górnicy dostają mniej. Na to Tommy, który też kiedyś pracował w kopalni, odparł: Podziwiam górników, ale to nie znaczy, że każdy z nich może w sobotę po południu poradzić sobie z upilnowaniem Stanleya Matthewsa.

Mathews był wtedy żyjącą legendą angielskiego futbolu.

Strajk zaplanowany był na 21 stycznia 1961 r. Nie doszedł do skutku. Trzy dni wcześniej zawarto porozumienie, które zniosło pensję maksymalną na Wyspach. W tym samym roku kapitan reprezentacji Anglii Johnny Haynes z Fulham Londyn został pierwszym piłkarzem z tygodniówką 100 funtów. Siedem lat później rekord wynosił 1000 funtów. Tyle zarabiał słynny George Best w Manchesterze United. Jego pensja była 38 razy większa niż średnia tygodniówka szarego Brytyjczyka.

Lewa kasa w klubach Bundesligi

Ograniczenie zarobków obowiązywało też w Bundeslidze. Z chwilą powołania do życia niemieckiej ekstraklasy w 1963 r. ustalono, że piłkarze nie mogą zarabiać więcej niż 1200 marek podstawowej pensji miesięcznie i maksymalnie 250 marek premii. Oczywiście, przepis był martwy. Barwnie opisuje praktyki tzw. płacenia pod stołem Ronald Reng w książce "Bundesliga. Niezwykła opowieść o niemieckim futbolu". Lewa kasa była praktycznie w każdym klubie, ale ukarana została tylko Hertha Berlin, która za nieksięgowane premie dla piłkarzy została zdegradowana do drugiej ligi.

Ten przypadek przyczynił się jednak do tego, że w Niemczech zrezygnowano wkrótce z pensji maksymalnej dla piłkarzy.

Jak widać z tych dwóch przykładów, ograniczenie zarobków piłkarzy w Europie było już przerabiane i się nie przyjęło. I trudno spodziewać się, żeby teraz miało być inaczej. Nawet jeśli okaże się, że - jak twierdzą ekspertyzy zamówione przez Thomas Oppermann, niemieckiego polityka i działacze piłkarskiego - podobne rozwiązanie jest zgodne z prawem unijnym.

Warto przy tym zaznaczyć, że i Niemcy, i Anglicy zaprowadzili swoje ograniczenia zarobków, gdy nie obowiązywało jeszcze prawo Bosmana. Piłkarze nie mogli swobodnie przechodzić z klubu do klubu i z kraju do kraju. Nawet gdy wypełnili kontrakt, nowy klub musiał zapłacić sumę odstępnego poprzedniemu.

Operacja niemożliwa do przeprowadzenia

Dziś, gdyby Niemcy ograniczyli u siebie zarobki piłkarzy, sprawiliby ogromną radość rywalom z innych czołowych lig. Dużo trudniej byłoby im rywalizować o najlepszych zawodników, bo niewielu mogłoby zapewnić kontrakty na takim samym poziomie jak za granicą. To natychmiast odbiłoby się na wynikach niemieckich klubów w pucharach. To z kolei pociągnęłoby za sobą gorsze wyniki finansowe i jeszcze niższe zarobki piłkarzy.

Salary cap miałoby więc sens tylko na poziomie europejskim. Tylko jak je wtedy ustalić, skoro piłkarze w Anglii zarabiają setki razy więcej niż piłkarze w Polsce czy Albanii? Czy kluby występujące w europejskich pucharach powinny mieć wyższe pułapy wynagrodzeń, skoro reprezentują swój kraj? A jeśli tak, czy to nie zacementuje ligowej hierarchii?

Jak wyważyć różne systemy podatkowe? Liczyć zarobki brutto czy netto? Czy nie dojdzie czasem do tworzenia "rajów podatkowych" dla piłkarzy, aby polepszyć szanse swoich drużyn w europejskich pucharach?

Jak ustalić ryzyko kursowe? Przecież może się okazać, że np. w wyniku umocnienia funta piłkarze klubów angielskich zaczęli sezon, mieszcząc się w limicie, a skończyli, przekraczając go. Co w takiej sytuacji? Klub ma łamać kontrakty i ciąć wynagrodzenia? Owszem, można kazać płacić piłkarzom w euro, ale to z kolei może doprowadzić do bankructwa kluby z krajów o słabszej walucie. Przecież w 2018 r. turecka lira np. z dnia na dzień straciła 20 procent wartość.

Czy kluby i zawodnicy zgodzą się na upublicznienie swoich finansów? Salary cap zakłada bowiem pełną transparentność. Co więcej, zawodnicy musieliby się zgodzić, żeby inspektorzy od salary cap mieli wgląd na ich kont, by sprawdzać, czy nie dostają jakiś "lewych" pieniędzy. Kto miałby takich inspektorów wybierać i zatrudniać? Jak śledzić przepływy finansowe w rajach podatkowych, skoro mają z tym problem organy fiskalne największych krajów Europy?

A najważniejsze, czy kibice są gotowi na strajki i lokauty piłkarzy? Przecież koszykarze, futboliści i hokeiści za oceanem walczą z salary cap. Gdy uznają, że dostają za mało, to strajkują. Co kilka lat właściciele klubów negocjują z zawodnikami tzw. umowę zbiorową. Gdy nie dojdą do porozumienia, ogłaszają lokaut. NHL straciło w ten sposób cały sezon 2004/05, a w NBA dwa razy po pół sezonu.

Przeczytaj także: