Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Co za sezon Lewandowskiego - wszędzie gdzie grał, był najskuteczniejszy

Robert Lewandowski dwa razy się w tym meczu pomylił, ale i dwa razy pokonał bramkarza Bayeru Leverkusen. Najpierw siłą, później techniką. Bayern Monachium wygrał w finale Pucharu Niemiec z Bayerem Leverkusen 4:2, a Polak został królem strzelców Pucharu Niemiec.
Zobacz wideo

Bayer Leverkusen tak często bywał drugi, że w Niemczech w końcu zaczęli nazywać go "Vizekusen". Przez lata nic się nie zmieniało - jego piłkarze ostatnie trofeum zdobyli w 1993 roku, a od tego czasu pięć razy zajmowali drugie miejsce w Bundeslidze i dwa razy przegrywali w finale Pucharu Niemiec. W sobotę już po 25. minutach musieli przestać się łudzić, że tym razem będzie inaczej. Bayern wygrywał wtedy 2:0 i nie dawał im żadnych nadziei na odrobienie strat. Po przerwie nieco się to zmieniło, Bayer zaczął dochodzić do głosu, ale ani przez moment zwycięstwo monachijczyków nie było zagrożone. Dziwny sezon kończy się więc w sposób najnormalniejszy z możliwych - podwójną koroną i golami Roberta Lewandowskiego.

Robert Lewandowski - niezawodny, rekordowy, stabilny

Polak często kończy sezon na stadionie olimpijskim w Berlinie. Tym razem nie był ani tak niewiarygodnie szczęśliwy, jak w 2012 roku, gdy jeszcze w barwach Borussii Dortmund wbił Bayernowi trzy gole i został bohaterem finału, ani tak smutny, jak w 2018 po niespodziewanej porażce z Eintrachtem Frankfurt. Było po prostu normalnie - jak przez cały sezon. Strzelał przecież gole i za Niko Kovaca, i za Hansiego Flicka, w Bundeslidze i w pucharach, przed i po pandemii, w pierwszym i ostatnim ligowym meczu, niezależnie czy kolegom szło, czy byli kompletnie pogubieni i bez formy. A i tak bywało - w listopadzie Bayern przegrywał nawet 1:5 z Eintrachtem, ale on w tym meczu strzelił jednego z najładniejszych goli w tym sezonie. To najlepiej pokazuje jak bardzo zmienił się w tym czasie Bayern i jak nie zmienił się Lewandowski. Przez cały sezon pozostawał niezawodny. Strzelał po akcjach drużynowych i solowych popisach. Pokazywał, że potrafi już wszystko. I w finale też tak było: pierwszy gol to siła, drugi - technika.

Ale na początku błyszczeli inni - Lewandowski był wprawdzie faulowany tuż przed polem karnym i po chwili stał przy piłce, by kopnąć zza muru, nawet ruszył w jej kierunku, ale tylko po to, by zmylić stojącego w bramce Lukasa Hradecky’ego. Uderzył lewonożny David Alaba i trafił idealnie. Osiem minut później, w akcji na 2:0, Polak w ogóle nie wziął udziału: Josua Kimmich prostopadle podał do Serge’a Gnabryego, a on - w sytuacji sam na sam z bramkarzem - uderzył precyzyjnie przy słupku.

Dwie pomyłki i dwie bramki

Po przerwie Lewandowski zmarnował pierwszą dobrą okazję. Piłkę wystawił mu Kingsley Coman. Wszystko się zgadzało: Polak nabiegał na piłkę, był przed polem karnym, Francuz zagrał w tempo, na linii strzału stał tylko jeden obrońca, Hradecky nie był odpowiednio ustawiony. Lewandowski nie przyjmował piłki, od razu uderzył lewą nogą, ale dość znacząco się pomylił. Co gorsza - zaraz po tej akcji, Bayer ruszył z kontrą. Kilkadziesiąt metrów z piłką przebiegł Moussa Diaby, dograł w pole karne podobnie jak Coman, czekający na piłkę Kevin Volland miał jeszcze lepszą okazję niż Lewandowski, bo do bramki było jeszcze bliżej, a wokół niego nikogo. Chybił jednak we wstydliwy sposób - machnął nogą, ale nie trafił w piłkę. Przeszła tuż obok jego stopy. 

I po chwili znów wszystko się zmieniło: Manuel Neuer wybił piłkę bardzo daleko. Lewandowski ustawiony między dwoma obrońcami początkowo nawet za nią nie ruszył. Zadarł głowę i patrzył jak leci ponad trybunami. Dopiero po sekundzie uwierzył, że z tego wybicia może wyjść całkiem niezłe podanie. Pytanie, czy przypuszczał, że za moment kopnie tak, że będzie z tego asysta. Trudno było w to uwierzyć, ale Polakowi wystarczyły dwa dotknięcia piłki - przyjął i uderzył z powietrza. Z prawie trzydziestu metrów. Strzał był tak mocny, że chociaż leciał w środek bramki, to Hradecky nie odważył się łapać piłki. Odbił ją jednak tak niefortunnie, że przeszła mu między nogami i wtoczyła się za linię bramkową. Lewandowski miał gola, pewny tytuł króla strzelców Pucharu Niemiec i 50. bramkę w tym sezonie. Tylu goli nie strzelił jeszcze nigdy.

A to nie był koniec. Na kolejnego gola wcale nie musiał czekać pół godziny - do 89. minuty, bo już wcześniej znakomicie dograł mu piłkę wprowadzony w drugiej połowie Ivan Perisić. Polak zaatakował ją wślizgiem, ale miał pecha - przeszła tuż obok słupka. Pod koniec meczu Chorwat podał mu raz jeszcze. Znów wbiegł w pole karne, ale tym razem tłok przed nim był całkiem spory. Z bramki wychodził już Hradecky, więc Lewandowski delikatnie podciął piłkę tuż nad nim. Trafił po raz 51. Kończy więc sezon jako król strzelców Bundesligi, król strzelców Pucharu Niemiec i lider strzelców Ligi Mistrzów. Wszędzie gdzie grał, był najskuteczniejszy.

Więcej o: