Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Nowy Ballack, Zidane i Oezil podbija świat! "Jest połączeniem ich wszystkich"

Kaia Havertza trudno zamknąć w sztywnych ramach, bo nie ma jednej pozycji, jednej cechy wiodącej czy znaku rozpoznawczego. Pomagają porównania do Mesuta Oezila, Michaela Ballacka czy Zinedine'a Zidane'a. Eksperci mówią: jest połączeniem ich wszystkich. Prezesi najlepszych klubów już szykują 100 milionów euro. Finał Pucharu Niemiec przeciwko Bayernowi będzie prawdopodobnie jego ostatnim meczem dla Leverkusen.
Zobacz wideo

Zawsze drudzy, wreszcie chcą być pierwsi. Bayerowi Leverkusen został tylko jeden mecz - finał Pucharu Niemiec. Rywalem - Bayern Monachium. Nadzieją - młody Kai Havertz. Pożegnania z pucharem w ręce zawsze są najpiękniejsze, a on nie ukrywa, że chce już odejść. W ostatnich latach zespół nie rósł wraz z nim, więc rozstanie wydaje się naturalne. - W naszej historii było wielu dobrych zawodników, ale Kai jest najlepszy ze wszystkich - powiedział przed tym finałem Rudi Voeller. A więc lepszy od Michaela Ballacka, Ze Roberto, Toniego Kroosa, Arturo Vidala, Bernda Schneidera i Bernda Schustera. Teza odważna, ale w sobotę może dojść konkretny argument na jej obronę - otóż, jeśli w sobotę Havertz poprowadzi Bayer do tytułu, będzie miał coś, czego żadna z tych gwiazd w barwach Leverkusen nie miała.

Na finiszu Bundesligi męczyły go drobne kontuzje, ale teraz jest już zdrowy. I w dobrej formie - w 2020 roku strzelił 14 goli i 7 razy asystował. Wystarczyło na piąte miejsce w lidze i awans do finału Pucharu Niemiec. Dotychczas Bayer zawsze wywracał się na ostatniej prostej - czy to w lidze w czasach świetności (drugie miejsce w 1997, 1999, 2000, 2002 i 2011 r.), czy w finale Ligi Mistrzów z Ballackiem i Ze Roberto w składzie, czy w pucharze Niemiec w 2002 i 2009 roku. Ostatnie trofeum to właśnie Puchar Niemiec wywalczony w 1993 roku. I chociaż wtedy Kaia Havertza nie było nawet na świecie, dziś jest największą nadzieją na powtórzenie tego sukcesu. - Musimy na niego uważać. Jest fantastycznym piłkarzem, znam go, odkąd grał w reprezentacji U17, już wtedy pokazywał co potrafi. Potrafi znakomicie wprowadzać piłkę w najmniejsze luki. Dobrze odnajduje się na małej przestrzeni - charakteryzował go na konferencji prasowej Hansi Flick, trener Bayernu Monachium.  

Największy niemiecki talent został odkryty przez Polaka

Gdy Bayer Leverkusen zagrał pierwszy od lat mecz w Lidze Mistrzów z Atletico Madryt, kopał do przodu jedną piłkę za drugą. A tam - między wysokimi stoperami Jose Gimenezem i Stefanem Saviciem - o piłkę walczył patykowaty Kai Havertz. Miał siedemnaście lat i większość tych pojedynków główkowych wygrywał. Kibice myśleli, że oto nadchodzi nowy Michael Ballack. A później piłka spadła na ziemię, a on zaczął ją rozgrywać. Wtedy wydawało się, że będzie lepszą wersją Mesuta Oezila. Precyzja i wizja ta sama, ale szybkość biegu na wyższym poziomie. Mecz się skończył, a Marcel Daum, asystent trenera Bayeru powiedział, że tak naprawdę Havertz jest podobny do Zinedine’a Zidane’a. - Naprawdę go przypomina. To widać w jego ruchach, jest w tym wyjątkowo elegancki, zawsze zachowuje spokój i świetnie podaje. Przez to, że oglądamy go każdego dnia, wiele osób nie widzi, że jest naprawdę szybki. To duży bonus - przekonywał w "talkSPORT". Havertz wciąż wymyka się spod porównań. Każde w końcu przestaje być wystarczające. 

Sławomir Czarnecki był trenerem w akademii Bayeru Leverkusen i podczas jednego z turniejów chłopców do 13 lat, zobaczył młodziutkiego 11-letniego Kaia. Robił, co chciał z przeciwnikami większymi o głowę. Najmniejszy i najchudszy na boisku, a jednak najbardziej rzucający się w oczy. Czarnecki od razu chwycił za telefon, by porozmawiać z Michaelem Reschke, koordynatorem całej akademii Bayeru. - Musisz nam pomóc! Musimy go zdobyć. To chłopiec, który na pewno będzie grał w Bundeslidze - mówił. Walczyła o niego jeszcze Borussia Moenchengladbach i FC Koeln. Bayer był najszybszy i najbardziej przekonujący: podczas oglądania obiektów Leverkusen na obiad zaprosił go sam Rudi Voeller, mistrz i wicemistrz świata jako piłkarz, a także zdobywca srebrnego medalu w roli trenera. Opowiadał o klubie, pokazywał zaplecze, roztaczał wizję rozwoju. Słowem: urzekł Havertza już podczas pierwszego spotkania. Bayer sprowadził go z Alemannii Aachen, oddał pod opiekę swojemu stadionowemu spikerowi i jego żonie, a po sześciu latach pierwszy raz wystawił w meczu Bundesligi.

Havertz ustanawiał kolejne rekordy: był najmłodszym debiutantem w historii Bayeru, najmłodszym piłkarzem w historii, który dobił do 50 występów w Bundeslidze, najmłodszym zawodnikiem, który strzelił 30 goli w Bundeslidze, najlepszym piłkarzem sezonu 18/19 według zawodników Bundesligi, najmłodszym kapitanem Bayeru Leverkusen. Cechy przywódcze miał zawsze. Ledwie skończył siedemnaście lat, a trener Roger Schmidt wytypował go do strzelania rzutu karnego w serii jedenastek mającej zdecydować o awansie do trzeciej rundy Pucharu Niemiec. Starszym zawodnikom drżały nogi, a on bez mrugnięcia okiem podszedł jako drugi. Przechytrzył bramkarza, ale pozostali zawiedli i Bayer odpadł. Następnego dnia rano Havertz był już w szkole i pisał sprawdzian z matematyki. Dziennikarze spytali, jak mu poszło. - Mniej więcej tak, jak wczorajszy mecz - żartował.

To zresztą kolejna cecha, na którą zwracają uwagę w Niemczech - Kai twardo stąpa po ziemi, nie odlatuje, ma do swoich sukcesów spory dystans. Wieczory zamiast w dyskotece spędza przy pianinie. Babcia nauczyła go grać Chopina, dziadek zabierał na ogórek i uczył kopać. - Dlaczego piłkarz miałby być traktowany inaczej niż reszta? Jesteśmy normalnymi facetami, niczym wyjątkowym nie różnimy się od innych ludzi. Poza tym, dlaczego miałoby mi szumieć w głowie? Przecież niczego jeszcze nie wygrałem. W piłce chodzi o zdobywanie tytułów, a ja w seniorskiej karierze nie mam jeszcze żadnego - mówił "Kickerowi". W ryzach trzymali go tata-policjant i mama-prawniczka. Zadbali o jego wykształcenie, kazali koniecznie zdać maturę, nawet jeśli musiał przez to opuścić mecz Ligi Mistrzów. W piłce egzamin dojrzałości też zdaje śpiewająco. Jak na środkowego pomocnika liczby ma świetne. Jak na napastnika - całkiem dobre. 

To zresztą kolejny problem w jego ocenie. Nie bardzo wiadomo na jakiej gra pozycji i która będzie jego docelową na resztę kariery. W większości meczów dostawał od trenera Petera Bosza swobodę w poruszaniu się. Przypisany był do środka pola, ale w rzeczywistości biegał po całej szerokości boiska za plecami napastnika. Z kolei po wznowieniu sezonu Bundesligi był już środkowym napastnikiem, bo taka była potrzeba chwili. Grał znakomicie, w czterech meczach strzelił pięć goli. Niemcy zaczęli mówić, że jest "Alleskoenner", czyli potrafi zrobić wszystko. - Radzi sobie na każdej pozycji, jaką tylko wymyśli mu trener. Całkowicie rozumiem zachwyty Niemców nad nim. To jest przecież ich talent, więc kim mają się zachwycać, jak nie nim? My się zachwycamy Robertem, a oni mogą Kaiem. Nie dziwię się, że na niego chuchają i dmuchają - mówi Sport.pl Jacek Krzynówek, były reprezentant Polski i zawodnik Leverkusen. 

Kai Havertz zostanie w Niemczech? Bayern ma największe szanse, żeby go sprowadzić

W Niemczech tyle jest nad nim zachwytów, co obaw, że w kolejnym sezonie już go na bundesligowych boiskach nie będzie, bo wszyscy są zgodni, że Bayer zrobił się dla niego za ciasny. Jego potencjał już się w Leverkusen nie mieści. Wprawdzie Voeller, dyrektor sportowy, postawił sobie za punkt honoru namówienie Havertza na jeszcze jeden sezon, przekonuje go też trener Peter Bosz, ale władze już ustaliły za niego cenę - 100 milionów euro. Angielskie media piszą też, że Bayer ugnie się nawet jeśli dostanie 20 milionów mniej. Ale skoro zainteresowanych jest tak wiele bogatych klubów, to niech o niego walczą i podbijają cenę. Havertza niemal codziennie łączy się z innym klubem. Z samej Anglii z: Manchesterem United, Liverpoolem, Manchesterem City, a ostatnio - najgłośniej - z Chelsea.

Szansą na pozostanie w Niemczech był transfer do Bayernu, ale po sprowadzeniu Leroya Sane zabraknie pieniędzy na kolejny wielki zakup, o czym zapewniał w rozmowie z "sport1.de" Karl-Heinz Rummenigge. W Monachium znają Havertza od dawna. Mogli go kupić, gdy był jeszcze juniorem, ale cena około 30 milionów euro podyktowana przez Bayer, wydała się za wysoka. "The Independent" podał kilka tygodni temu, że Kaiowi przejście do Bayernu i pozostanie w Niemczech podoba się najbardziej. Bayern to wie i czuje, że ma przewagę nad zagranicznymi klubami. Kombinuje, żeby zostawić Havertza na jeszcze jeden sezon w Leverkusen i kupić go w przyszłym roku za mniejsze pieniądze. Wtedy Bayer będzie musiał negocjować, bo do końca kontraktu Haverta pozostanie tylko rok. A przecież nikt w klubie nawet nie bierze pod uwagę, że największy talent od lat mógłby - wzorem Roberta Lewandowskiego - przejść do Bayernu za darmo po wygaśnięciu umowy.

Poza tym, na razie pozycję za napastnikiem zajmuje najlepszy od lat Thomas Mueller. Trudno byłoby go odstawić nawet kosztem Havertza. Z tego punktu widzenia transfer za rok wydaje się idealny. Ale z drugiej strony, Bayern pamięta, że gdy w podobny sposób odkładał sprowadzenie Leroya Sane z Schalke i Kevina de Bruyne z Wolfsburga, to w końcu zgarnęły ich inne kluby. A w przypadku Havertza w grę wchodzą jeszcze większe pieniądze. I mowa o jeszcze większym talencie. Starta byłaby niepożałowana. 

- Sam się zastanawiam. Jestem gotowy zrobić odważny krok, bo lubię wyzwania. Widzę siebie grającego za granicą, ale pamiętam też jak świetnym klubem jest Bayer Leverkusen i jak dobrze się w nim czuje. Jestem ambitny i wiem, że w końcu będę musiał zrobić kolejny krok w mojej karierze - mówił Havertz w rozmowie z "Bildem" już przeszło rok temu. 

Niezdecydowanie Bayernu chce wykorzystać Chelsea, która montuje na przyszły sezon bardzo mocną drużynę. Ma już Hakima Ziyecha i Timo Wernera, następni w kolejce są ponoć Ben Chillwell i właśnie Havertz. Negocjacje mają rozpocząć się po sobotnim finale.

Więcej o: