Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Kompromitacja sześciokrotnego mistrza Niemiec! Przeklęty klub. "Szok? Nie w tym przypadku"

Spadek z 1. Bundesligi miał być dla Hamburgera SV rocznym oczyszczeniem. Rocznym, bo nikt nie wyobrażał sobie, że sześciokrotny mistrz Niemiec na jej zapleczu spędzi więcej czasu. Po niedzielnej kompromitacji w meczu przeciwko SV Sandhausen wiadomo już, że HSV w 2. Bundeslidze zagra trzeci rok z rzędu.

To dramat, który rozegrał się w kilku aktach, ale szczególnie bolesne dla HSV są dwa ostatnie. Przedostatni rozegrał się przed tygodniem, gdy klub z Hamburga stracił szanse na bezpośredni awans do 1. Bundesligi. Wszystko przez wyjazdową porażkę 1:2 z Heidenheim. Drużyna Dietera Heckinga przegrała, mimo że na 10 minut przed końcem meczu prowadziła 1:0. O wyniku zdecydowała jednak bramka samobójcza i gol Konstantina Kerschbaumera z 95. minuty.

Zobacz wideo Borussia Dortmund - Hoffenheim 0:4. Skrót meczu [ELEVEN SPORTS]

Ostatni akt miał miejsce w niedzielę. HSV mógł jeszcze uratować udział w barażu, w którym czekał Werder Brema. Wystarczyło, by drużyna Heckinga, podejmując u siebie 12. w tabeli SV Sandhausen, zdobyła więcej punktów od Heidenheim, które na wyjeździe grało z mistrzem 2. Bundesligi - Arminią Bielefeld. Chociaż Arminia zachowała się fair i pewnie wygrała, to HSV szansy nie wykorzystał, kompromitując się i przegrywając aż 1:5.

Szok? Nie w przypadku HSV. "W Hamburgu bez sensacji" - niewzruszonym głosem w trakcie meczu Arminii z Heidenheim zażartował ekspert i komentator telewizji Eleven Sports, Tomasz Urban.

HSV, czyli klub przeklęty

Sytuacja z niedzieli nikogo nie dziwi, bo w ostatnich latach HSV do podobnych kompromitacji przyzwyczaił, dorabiając się łatki klubu przeklętego. - W ostatniej dekadzie naznaczeni są niebywałym pechem. Jedni mówią, że wszystko, co najgorsze zaczęło się pod koniec sezonu 2008/09, kiedy HSV w ciągu miesiąca przegrał trzy z czterech meczów z Werderem, przez co stracił szansę na mistrzostwo kraju oraz odpadł z Pucharu Niemiec i Pucharu UEFA. Inni uważają, że przełomowy moment miał miejsce rok później, gdy HSV przegrał w półfinale Ligi Europy z Fulham. Tak czy inaczej, od tamtego czasu w klubie jest już tylko gorzej - mówi nam Urban.

Hamburg to drugie co do wielkości miasto Niemiec, a HSV miał być jego wizytówką. Mocarstwowe plany i miliony euro pompowane w klub nie idą jednak w parze z wynikami. W 2014 i 2015 roku HSV ratował się przed spadkiem z 1. Bundesligi po barażach. Tyle szczęścia nie miał przed dwoma laty, gdy po blisko 55 latach gry na najwyższym poziomie, spadł z niego po raz pierwszy w historii. "My jesteśmy hamburczykami, wy nie. Wynocha!" - krzyczeli kibice HSV podczas ostatniego meczu z Borussią Moenchengladbach, który przerywali kilkukrotnie pirotechnicznymi pokazami.

HSV grał w 1. Bundeslidze od momentu jej założenia. Nikomu innemu ta sztuka się nie udała. W tym czasie klub sześciokrotnie sięgnął po mistrzostwo Niemiec, a w 1983 roku zdobył nawet Puchar Europy. Dziś to już jednak tylko mgliste wspomnienie. Po spadku słynny zegar na stadionie w Hamburgu, który pokazywał czas spędzony przez HSV w Bundeslidze, został przestawiony na odmierzanie czasu od momentu założenia klubu. Widniejący na nim napis "w Bundeslidze od..." został zmieniony na "tradycja od...".

- W Hamburgu tylko wspaniali kibice i fantastyczny stadion stoją na odpowiednim poziomie. Poza nimi tylko nazwa przypomina, że to wielki klub. W HSV zawsze myślą, że już gorzej być nie może. A potem udowadniają, że jednak może - powiedział o klubie były reprezentant Niemiec, Lothar Matthaus.

Mistrzowie psucia końcówek sezonu

Roczny pobyt w 2. Bundeslidze miał być dla HSV czyśćcem. Roczny, bo nikt nie wyobrażał sobie, by klub z Hamburga spędził w niej więcej czasu. Wiadomo już jednak, że kolejny sezon będzie już trzecim, który HSV spędzi poza najwyższym poziomem. 

Pierwszą szansę na awans HSV zaprzepaściło już przed rokiem. W połowie marca drużyna zajmowała drugie miejsce w tabeli z siedmioma punktami przewagi nad czwartym St. Pauli. Od tego czasu HSV nie wygrał jednak żadnego z ośmiu meczów, spadł na czwartą pozycję i pozostał w 2. Bundeslidze na kolejny sezon.

Końcówka obecnego była bliźniaczo podobna. Do niedzieli tylko dwa razy, po pierwszej i przedostatniej kolejce, HSV znajdował się w tabeli poza pierwszą trójką. Przed przerwaniem rozgrywek zespół Heckinga zajmował trzecią pozycję z punktem straty do drugiego Stuttgartu i trzema punktami przewagi nad Heidenheim. Po restarcie ligi HSV wygrał jednak raptem dwa z ośmiu meczów, przegrywając kluczowe mecze ze Stuttgartem i Heidenheim.

Ważne jest też to, w jaki sposób HSV te punkty tracił. O Heidenheim już było. Ze Stuttgartem zespół Heckinga przegrał 2:3, chociaż prowadził 2:0. Z przeciętnymi Greutherem Fuerth i VfL Osnabrueck remisował, tracąc kluczowe gole w doliczonym czasie gry. Łącznie w obecnym sezonie HSV stracił aż 20 punktów w meczach, w których obejmował prowadzenie!

- Już dawno powinniśmy cieszyć się z awansu. To wszystko jest trudne do strawienia. Bogowie futbolu nie stoją po naszej stronie - powiedział Hecking.

- Problemem drużyny w tym sezonie był przede wszystkim brak stabilizacji w obronie. Para stoperów, czyli Rick van Drongelen i Timo Letschert myliła się zdecydowanie zbyt często. Ten pierwszy popełnił aż 19 błędów, które bezpośrednio prowadziły do utraty bramki! To największa liczba ze wszystkich piłkarzy w lidze. Do tego należy dodać brak stabilnej formy u najważniejszych zawodników. Najlepszym przykładem będzie Sonny Kittel, który, mimo że był najlepszym strzelcem w drużynie z 11 golami i 7 asystami w lidze, to nie mógł być pewny miejsca w składzie - doprecyzowuje Urban.

Mieli potencjał, by stawić czoła Bayernowi

Dlaczego zatem duży i bogaty klub kolejny rok z rzędu się kompromituje? - HSV to klub z wielkimi ambicjami i możliwościami oraz fantastycznymi kibicami, ale jednocześnie z fatalnym zarządzaniem. Co chwilę trwają tam wojny o władzę. Nawet ostatnio zmienił się tam prezes. Bernda Hoffmanna zastąpił były piłkarz HSV - Marcell Jansen - mówi Urban.

- O HSV można napisać książkę, bo w ostatnich latach namnożyło się tam mnóstwo problemów. Jednym z nich było wstrzymanie finansowania klubu przez Klausa-Michela Kuehne, który dawał na niego wiele pieniędzy (zainwestował około 60 milionów euro - red.), jednak były one wydawane w sposób absurdalny. HSV dokonał wielu nietrafionych transferów, wydając wielkie kwoty nie tylko na piłkarzy, ale też na ich kontrakty. Najlepszym przykładem będzie tu Pierre-Michel Lasogga, który w Hamburgu spędził pięć lat, a tylko jeden sezon był w jego wykonaniu dobry. Mimo to miał on gwiazdorski kontrakt, który klub musiał spłacać przez lata.

- W 2. Bundeslidze HSV dysponował budżetem płacowym w wysokości około 45 milionów euro. Dla porównania Arminia Bielefeld deklaruje, że w 1. Bundeslidze będzie wydawała na pensje około 25 milionów euro. To pokazuje, na jakim poziomie obraca się HSV. Kilka lat temu, jeszcze przed sukcesami Borussii Dortmund, Uli Hoeness powiedział, że to właśnie HSV przy odpowiednim zarządzaniu mógłby stać się największym rywalem dla Bayernu. Jaka jest rzeczywistość, wszyscy widzimy - kończy Urban.

Czytaj też:

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .