Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Niesamowita metamorfoza Herthy! Wielka szansa Piątka. "Konflikt to bzdura"

Bruno Labbadia to strażak, który w Herthcie wzniecił płomień nadziei na coś więcej niż utrzymanie w Bundeslidze. Pomaga zespołowi, ale Krzysztof Piątek może czuć niedosyt. Strzela gole, ale stracił miejsce w składzie. Czas gra jednak na jego korzyść.

W Berlinie spotkał się nasz "Pistolero" z pierwszym "Pistolero" Niemców. Bruno Labbadia sam był napastnikiem. Jedynym, który strzelił po sto goli w pierwszej i drugiej Bundeslidze, czym zapracował wśród kibiców na taki właśnie pseudonim. I już jako trener zawsze doskonale rozumiał napastników - na współpracy z nim skorzystali chociażby Stefan Kiessling w Bayerze Leverkusen i Mladen Pertic w HSV. Ale w Herthcie na razie bardziej od Piątka korzysta 35-letni Ibisević. Nie tyle z wybitnego warsztatu Labbadii, co ze starej znajomości. 

Obaj znają się jeszcze z czasów VfB Stuttgart. Ibisević zagrał dla Labbadii 70 meczów i strzelił w nich 40 goli. U żadnego trenera nie był skuteczniejszy. Nie może więc dziwić, że Labbadia na początku pracy na niego postawił. Rozumiał jego koncepcję, a może nawet pamiętał jeszcze część schematów. Jest to o tyle możliwe, że pomysł Labbadii na piłkę jest w Niemczech dobrze znany i od lat się nie zmienia. Labbadia zostawał trenerem w podobnym momencie jak Juergen Klopp, ale ich postrzeganie zawsze było skrajnie różne. Obecny trener Liverpoolu uchodził za powiew świeżości, a Labbadia, choć równie młody, wydawał się ze starej szkoły. Był solidny, rzetelny, sumienny, odpowiedzialny, ale o wizjonerstwo nikt go nawet nie podejrzewał. Stąd zresztą ta łatka strażaka - przychodzi, ratuje zespół przed spadkiem, w kolejnym sezonie zajmuje wysokie miejsce w tabeli, a później właściciele klubu uznają, że doszedł do ściany i potrzeba kogoś lepszego.

Podejście prezesów do Labbadii dobrze widać, gdy porówna się go z Nico Kovacem. W 2018 roku Labbadia przejął Wolfsburg będący tuż nad strefą spadkową. Uratował go w barażach, a już w kolejnym sezonie zajął szóste miejsce z 55 punktami, zabrakło mu trzech, by grać w kwalifikacjach Ligi Mistrzów. Kovac z kolei uratował w play-offach Eintracht Frankfurt, następnie zajął z nim ósme miejsce w lidze z 49 punktami. Na niego skusił się Bayern Monachium. Labbadia został zwolniony przez Joerga Schmadtke, dyrektora sportowego Wolfsburga. Nie wierzył, że jeszcze rozwinie zespół. W Herthcie może wreszcie udowodnić, że nadaje się do czegoś więcej niż tylko ratowania zespołów.

Hertha Berlin przestała grać futbol z ery neolitu

Labbadia dostał pracę w Berlinie, bo po kilku wymysłach na ławce trenerskiej Herthy - sezon zaczął Ante Covic, później drużynę objął Juergen Klinsmann, ale rozstał się z klubem, krytykując wszystkich po kolei, zastąpił go asystent Alexander Nouri - przyszedł czas na specjalistę. Nie było czasu na eksperymenty, skoro zespół miał tylko sześć punktów przewagi nad strefą spadkową. Labbadia potrafi szybko nauczyć zespół swojej piłki. Dołączył do Herthy w kwietniu, treningi wznowił najpóźniej ze wszystkich trenerów, a gdy przyszło już grać, był najlepiej przygotowany. Z pięciu meczów wygrał trzy, jeden zremisował i jeden przegrał. Punkty stracił z najsilniejszymi zespołami: RB Lipsk (2:2) i Borussią Dortmund (0:1). Hoffenheim, Union Berlin, Augsburg pokonywał do zera.

Jak zwykle zaczął od wylania nowych fundamentów: wrócił do gry czterema obrońcami, zagęścił środek pola, wprowadził tam Pera Skjelbreda, szybkiego Dodiego Lukebakio przeniósł ze środka boiska na bok, na drugie skrzydło przestawił Matheusa Cunhę i dał im dużą dowolność ustawiania się. Ich gra przestała być tak toporna i przewidywalna. W pressingu, budowaniu akcji i agresji obrońców widać już rękę Labbadii. Zamiast bać się spadku, Hertha zaczęła marzyć o awansie do Ligi Europy. Zarzut "Bilda", że gra futbol z neolitu też przestał być aktualny. Widać to w liczbach:

  • przed przyjściem Labbadii zdobywała średnio 1,1 pkt na mecz - teraz: 2 pkt
  • strzelała 1,3 gola na mecz - teraz: 2,2
  • traciła 1,9 bramki na mecz - teraz: 0,6
  • oddawała średnio 11 strzałów na mecz - teraz: 13 strzałów
  • wykorzystywała 37 procent szans - teraz: 86 proc.
  • posiadała piłkę średnio przez 44 proc. - 49 proc. 

Z siedmiu stworzonych sytuacji Hertha wykorzystuje teraz sześć, co jest najlepszym wynikiem spośród wszystkich zespołów Bundesligi po wznowieniu rozgrywek. Bardziej skomplikowane wyliczenia pokazują, że zdecydowanie podniosła też intensywność swojej gry i stała się drużyną bardziej bezpośrednią. Przed pandemią pozwalała rywalom wymienić średnio 13,8 podań w każdej akcji, po przyjściu Labbadii już po 9 odbiera piłkę. Jest jednym zespołem z Bundesligi, który po przerwie poprawił się w tym aspekcie. Reszta pozwala swoim rywalom na swobodniejszą grę. Nawet przeciwnicy Bayernu w jednej akcji wymieniają 10 podań. Borussii Dortmund - 13,6. Schalke - aż 15,5.

I chociaż pierwsze małe sukcesy Labbadii rzucają się w oczy, to kibice śledzący Bundesligę nie są nawet trochę zdziwieni. Robi to samo, co w poprzednich klubach. Być może nawet trochę lepiej i bardziej efektownie. - W każdym kolejnym klubie jestem coraz lepszy, bo doświadczenie jest w tej pracy niezwykle ważne. Pracuję w tej lidze od 35 lat jako piłkarz i trener. I dzisiaj jestem lepszy niż kiedykolwiek wcześniej. Mój zespół też rozwija się z każdym meczem - tłumaczył na konferencji prasowej. Optymizmu nie zmąciła nawet pierwsza porażka. - Nasz występ był więcej niż dobry. Cieszę się, że wszystko zaskoczyło tak szybko. Straciliśmy bramkę po naszym błędzie, ale to nie zmienia faktu, że byliśmy dobrze przygotowani do meczu. Nie będziemy zawsze wygrywać, wciąż wylewamy fundamenty - mówił po spotkaniu z BVB. 

Krzysztof Piątek zadowolony z transferu do Herthy Berlin. "Perspektywy są obiecujące"

I w całym opisie tego, co poprawił Bruno Labbadia, brakuje Krzysztofa Piątka, który przeprowadził się do Berlina w styczniu i do tej pory miał już trzech trenerów. Klinsmann go chwalił, wystawiał od pierwszej minuty, ale nie odbudowywał po kiepskiej rundzie w Milanie. U Nouriego też był pierwszym wyborem, ale jedyną bramkę zdobył po rzucie karnym. Labbadia posadził go na ławce rezerwowych i w pięciu meczach ani razu nie wystawił w pierwszym składzie. Ale Piątek wreszcie zaczął strzelać. Z RB Lipsk wykorzystał rzut karny, a bramkarza Augsburga pokonał już z gry. Najpierw zagrał tylko 12 minut, później 16, następnie 20, 27 i 29. Na pewno się stara, sporo biega, atakuje obrońców, ale gdy przychodzi rozegrać piłkę i pomóc w zbudowaniu ataku, nie wszystko jeszcze funkcjonuje, jak należy. 

Możliwe, że Ibisević był trenerowi potrzebny przede wszystkim na początku współpracy, a z czasem jego rola nie będzie już tak istotna. Hertha do końca sezonu zagra jeszcze cztery mecze. Ostatni już 27 czerwca. Piłkarze będą wychodzili na boisko coraz częściej, co szczególnie może odczuć wiekowy Bośniak. Piątek powinien mieć coraz więcej szans na grę. Z jego otoczenia słyszymy, że perspektywy są obiecujące i z przeprowadzki do Berlina jest na razie zadowolony pod każdym względem. 

- W dniu poprzedzającym mecz odbyłem z Krzysztofem długą rozmowę na temat elementów, które wymagają poprawy, ale też tych, które są dobre w jego wykonaniu. Wiele od niego wymagam i będę wymagał jeszcze więcej - poinformował Labbadia po meczu z Augsburgiem. Kilka dni później portal fussbaleck.com podał, że Fiorentina pyta o Piątka, a Hertha może rozważyć sprzedaż, bo polskiemu napastnikowi nie układa się współpraca z trenerem Bruno Labbadią. - To bzdura. Powrót do Włoch to nic innego jak tylko plotki. Nawet nie ma czego komentować. Krzysiek jest zadowolony zarówno z klubu, jak i miasta. Nigdzie się nie wybiera. A konflikt z trenerem to ogromna bzdura. Ich relacje są bardzo dobre - słyszymy z otoczenia reprezentanta Polski.

- Troszczę się o takich zawodników jak Krzysztof Piątek czy Javairo Dilrosun. Szanujemy ich i potrzebujemy. Każdy zawodnik jest dla mnie ważny. Powtarzam im to od początku - zapewnia Labbadia. Piątek musi być cierpliwy. Szanse przyjdą, a wtedy - jak pisze "Bild" - nie będzie miał już wymówek, że zespół gra słabo i trudno się w nim odbudować. Będzie musiał natychmiast pokazać swoją jakość. Czasu nie ma. Za chwilę okno transferowe, a właściciel Herthy już uszykował 150 milionów euro na kolejne wzmocnienia. Nowy napastnik może być jednym z nich.

Więcej o: