Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

"Piłkarz wielki jak katedra. Ile kosztuje?". Nawet nie ma sensu tego ustalać. W Bayernie im drożej, tym gorzej

Bayern jest jakiś inny: śpi na pieniądzach, a Borussię Dortmund pokonał kilka dni temu składem, który kosztował łącznie niewiele ponad 130 mln euro odstępnego. Ma wizerunek rozsądnego nudziarza, ale najlepiej mu się ostatnio udawały szalone strzały.

Ile kosztuje Kimmich? – zapytała „Marca” po bramce, która rozstrzygnęła wtorkowy mecz z Borussią Dortmund  i sprawiła, że 30. tytuł Bayern ma już na wyciągnięcie ręki. Ile kosztuje Joshua Kimmich, piłkarz który  - to dalej „Marca” – „robi na boisku wszystko i robi to dobrze?” „Piłkarz wielki jak katedra” (to już dziennik „ABC”)? Nie ma sensu ustalać, bo i tak nie jest na sprzedaż. Ale w 2015 kosztował 7 milionów euro (przyszedł z RB Lipsk, ale większość pieniędzy za niego trafiła do VFB Stuttgart, który Kimmicha wychował) i potem co rok mnożył swoją wartość jak genialnie obmyślony start-up.

Bayern kupował reprezentanta Niemiec  kolejnych kategorii wiekowych, ale w Monachium Kimmich wyrósł na wielozadaniowe monstrum: połączenie bocznego obrońcy  z defensywnym pomocnikiem. W pakiecie: wydolność, inteligencja, mentalność przywódcy, którego nawet czasem trzeba stopować w zapędach do rządzenia. A w bonusie dostał jeszcze świadomość społeczną: to właśnie Kimmich razem z Leonem Goretzką zorganizowali najsłynniejszą w Niemczech akcję charytatywną podczas pandemii: WeKickKorona.

Zobacz wideo Bundesliga. "Der Klassiker". Borussia Dortmund - Bayern Monachium 0:1. Skrót meczu [ELEVEN SPORTS]

Bayern jak magik Monchi

Goretzka, który  też rośnie z sezonu na sezon jako piłkarz (Bayernu, reprezentacji) i człowiek (udziela znakomitych wywiadów), przyszedł do Bayernu za darmo w 2018 roku. Za trzecią gwiazdę odmłodzonej reprezentacji Niemiec, Serge’a Gnabry’ego, trzeba było dać Werderowi w 2017 roku 8 mln euro. I uzbroić się w cierpliwość, zanim Gnabry dojrzeje, jego forma wystrzeli, a wartość się zwielokrotni.

A to przecież nie koniec listy złotych strzałów obecnego Bayernu. Jedenastka, która pokonała we wtorek Borussię Dortmund,  to wyliczanka albo transferowych majstersztyków albo przynajmniej - świetnych interesów. Majstersztyków w stylu Monchiego, sewilskiego magika od transferów. W stylu Borussii Dortmund, wychwalanej za łowienie piłkarzy przyszłości. A nie w stylu przypisywanym często Bayernowi: weźmie na cel najlepszego piłkarza konkurencji, obsypie go złotem, zapłaci wysokie odstępne i gotowe. Tacy też byli w składzie na Borussię, ale nie sposób ich nazwać przepłaconymi. W bramce: Manuel Neuer kupiony za 30 mln euro, co brzmi jak oferta z posezonowej wyprzedaży w zestawieniu z poziomem, jaki Neuer osiągnął w Bayernie. W obronie Benjamin Pavard za 35 mln euro, Jerome Boateng podebrany z Manchesteru City gdy jeszcze dało się zapłacić za niego 13,5 mln euro, dalej wychowanek David Alaba. I wreszcie: Alphonso Davies, za którego Bayern zapłacił 10 mln euro ledwie dwa lata temu, a dziś licznik jego wartości pędzi jak Davies za Haalandem w meczu w Dortmundzie. W pomocy: wspomniani Kimmich, Goretzka, Gnabry i Kingsley Coman, najpierw wypożyczony za 7 mln euro, potem wykupiony za 21 mln. Przed nimi wychowanek Thomas Mueller i Robert Lewandowski za zero odstępnego. Łącznie 131,5 mln euro. Gdyby taką jedenastoosobową hybrydę wystawić na listę najdroższych transferów w historii, byłaby dopiero na trzecim miejscu, za Neymarem i Kylianem Mbappe. A gdyby doliczyć bonusy wpisane do umów Philippe Coutinho i Ousmane Dembele, to ta jedenastka Bayernu spadłaby na piąte miejsce, tuż przed Joao Felixa z Atletico Madryt.

W Bayernie im drożej tym gorzej

Ale skoro padło już „Philippe Coutinho”, to pora spojrzeć na drugą stronę tego medalu. Bayern z ostatnich lat, panujący w Niemczech tak, jak to się jeszcze w Bundeslidze nie zdarzało, zmierzający po ósmy tytuł mistrzowski z rzędu (na sześć kolejek przed końcem ma siedem punktów więcej od wicelidera, dziś o 18:30 gra z Fortuną Duesseldorf), jest też pewnym paradoksem. Jego bezprecedensowo długie panowanie w Niemczech to suma i decyzji przemyślanych, i zupełnie wariackich. Złotych transferowych strzałów i kompletnych pudeł. Można nawet powiedzieć, że w ostatnim czasie to wariackie decyzje okazywały się lepsze od tych przemyślanych. A niemal na każdy złoty strzał przypadało jakieś pudło. Wyliczankę trzeba zacząć już od ławki trenerskiej, gdzie kompletnie się nie sprawdził wybrany starannie Carlo Ancelotti i musiał ratować rekord Bayernu ściągany w pośpiechu z emerytury Jupp Heynckes. Wydyskutowana, kompromisowa kandydatura Niko Kovaca też okazała się niedopasowana do Bayernu, a drużyna zaczęła zachwycać, gdy ją przejął asystent Hansi Flick, który przecież miał się zmienić w pierwszego trenera tylko tymczasowo, do czasu znalezienia kogoś mocniejszego.

To samo można powiedzieć o wielu oknach transferowych Bayernu. Pavard za 35 mln gra, a Lucas Hernandez kupiony tego samego lata za 80 mln, bohater rekordu transferowego Bayernu, siedzi na ławce, coraz głośniej się plotkuje, że Bayern chciałby go odsprzedać, i nie wszystko da się wytłumaczyć kontuzją, którą Hernandez złapał jeszcze przed odejściem z Atletico. Z wypożyczonych piłkarzy też bardziej się przydał ściągany jako zapchajdziura Ivan Perisić niż Coutinho, przed którym rozwinięto czerwony dywan. Tak jak wcześniej furory nie zrobił wypożyczany z wielkim hukiem James Rodriguez.

Corentin Tolisso, czyli poprzedni rekord transferowy Bayernu, za 41,5 mln euro z 2017 roku, to też niewypał przy ściągniętym tego samego lata Nicklasie Suele za 20 mln euro. W 2016 Bayern dobrze wydał 35 mln na Matsa Hummelsa i fatalnie 35 mln euro na Renato Sanchesa. W 2014 Bayern witał przychodzącego za darmo Roberta Lewandowskiego, ale też Medhiego Benatię za 28 mln. W 2013 magik Thiago Alcantara przyszedł za 25 mln euro i spłacił się wielokrotnie, ale najwięcej hałasu było o Mario Goetzego za 37 mln. W to, jak wielkimi porażkami okazały się niektóre te transfery, od Goetzego zaczynając, aż trudno uwierzyć. Choć i tak łatwiej niż w to, że jeszcze niedawno główną winą Bayernu w mediach było to, że za bardzo skąpi na transfery.

Więcej o: