Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Piłkarski Usain Bolt! W meczu z BVB biegł 35,3 km/h. A potrafi jeszcze szybciej!

Jak na najlepszy wynalazek przystało, Alphonso Davies został odkryty przez przypadek. Miał być w tym sezonie rezerwowym skrzydłowym, ale akurat kontuzje wyeliminowały wszystkich lewych obrońców. Do pierwszego składu Bayernu wszedł więc bez kolejki. Teraz na lewej obronie trudno wyobrazić sobie kogoś innego.
Zobacz wideo

Już przed meczem z Borussii Dortmund z Bayernem Monachium, wyobraźnię kibiców rozpalały pojedynki Achrafa Hakimiego z Alphonso Daviesem. Obaj są niezwykle szybcy, dynamiczni i bardzo wytrzymali. Nie zawiedli - ich wyścigi były tak efektowne, że po meczu niektóre akcje przypominano równie często jak pięknego gola Joshuy Kimmicha, który dał Bayernowi trzy punkty. 

W 32. minucie Davies ruszył w pogoń za Erlingiem Haalandem, który wychodził do sytuacji sam na sam z bramkarzem, i osiągnął prędkość 35,3 km/h. To wynik, dzięki któremu niemal znalazł się w czołowej dziesiątce najszybszych piłkarzy w historii niemieckiej ligi. Poinformował o tym Alex Chaffer pracujący dla Bundesligi i przypomniał najszybszych zawodników. Na pierwszym miejscu jest Hakimi (36,20 km/h), a znajdujący się ex aequo na 9. miejscu Artjom Rudniew (znany polskim kibicom z gry w Lechu Poznań) i Jan Rosenthal, którzy osiągnęli prędkość 35,39 km/h. Co najważniejsze - Davies zdołał dogonić napastnika Borussii i odebrać mu piłkę.

Kanadyjczyk, najpewniej niedługo do tego rankingu wskoczy. Wiemy bowiem, że może biegać jeszcze szybciej. Jon Poli, trener przygotowania fizycznego Vancouver Whitecaps, poprzedniego klubu Daviesa, poinformował, że podczas wewnętrznych testów kilka lat temu osiągnął prędkość 37,82 km/h.

Piłkarska wersja Bolta

- Szybkość jest jego ekstremalną bronią. Cechą, która wyróżnia go na tle reszty - mówi Holger Seitz, szef działu młodzieżowego Bayernu. Natomiast magazyn "Goal.com" nazywa go "piłkarską wersją Usaina Bolta". - Każdy zawodnik Bayernu potrzebuje czegoś wyjątkowego. Przeciętność nie wystarcza. Davies jest stworzony do futbolu na najwyższym poziomie, bo jest szybki, pewny siebie, ale i świadomy niedoskonałości. Błyskawicznie dorósł. Urodził się w obozie dla uchodźców, bo jego rodzina musiała uciekać przed wojną w Liberii. Jest młody, ale przeszedł wiele, przez co twardo stąpa po ziemi - opisywał Seitz w "Heimatsport". - On jest jak Struś Pędziwiatr. Robi "meep, meep, meep" i już go nie ma - śmiał się w pomeczowej rozmowie "BT Sport" Thomas Mueller . 

We wtorek miał kilka spektakularnych akcji w defensywie, gdy mimo kilku metrów udawało mu się doganiać przeciwników i odbierać im piłkę. A gdy sam ruszał do przodu, mało kto potrafił za nim nadążyć. I tak właściwie można pisać po każdym meczu Daviesa, który mimo że ma dopiero 19 lat, jest niezwykle powtarzalny. Szybkością nadrabia wciąż występujące u niego błędy w ustawieniu. Ale i pod tym względem robi postępy. Uwagę zwraca też jego wszechstronność. Bo o ile za mecz przeciwko BVB jest chwalony głównie za postawę w obronie, tak poprzednie spotkanie z Eintrachtem Frankfurt było jego popisowym w ataku: najpierw asystował przy golu Thomasa Muellera, a później sam trafił do siatki. 

Najlepszy wynalazek

Bayern do jego znakomitych występów dorabia teorię, że wszystko to zaplanował. Że gdy zimą 2019 roku kupował go za 10 milionów euro z Vancouver Whitecaps już dostrzegał w nim talent pierwszej wody. - Wiedzieliśmy, że to jeden z największych talentów młodego pokolenia - przekonuje dyrektor sportowy Hasan Salihamidzic. Ale niezależnie od tego, jak dobrze na swojej robocie znają się skauci Bayernu, to co wyprawia Davies, musiało przejść ich oczekiwania. Tak naprawdę wciąż jeszcze nie wiadomo czy jest podkręconą wersją Davida Alaby, czy nowym Arjenem Robbenem. Czy ma grać na skrzydle, jak na początku, czy jednak docelowo pozostać już lewym obrońcą. Wbrew narracji Salihamidzicia, jego wprowadzenie do pierwszego składu nie było zaplanowane, a wyszło przez przypadek. Davies wszedł do drużyny bez stania w kolejce. W październiku w trakcie jednego tygodnia posypała się cała obrona Bayernu. Na długo wypadli kontuzjowani Lucas Hernandez i Niklas Suele, a Alaba ze względu na problemy z żebrami też opuścił w tym czasie kilka meczów. Davies był opcją awaryjną. Ze skrzydła został przesunięty na lewą obronę, bo miał już niewielkie doświadczenie na tej pozycji z czasów gry w Kanadzie. 

- Wiedziałem, że Davies może być lewym obrońcą - zapewnia trener Hansi Flick. - Dzięki swojej szybkości i sile potrafi odzyskiwać pozycję i świetnie przechodzi z obrony do ataku - mówił na konferencji po meczu z Freiburgiem, gdy cały świat zachwycał się jego asystą przy trafieniu Lewandowskiego. A właściwie tym, że zanim podał mu piłkę, przebiegł z nią 73 metry w równo 10 sekund. Ale jednak Flick razem z Nico Kovacem, gdy na początku wpuszczali Davisa na boisko, ustawiali go na skrzydle - trzy razy na prawym, sześć razy na lewym. Dopiero problemy kadrowe zmusiły ich do eksperymentu. I jak to z najlepszymi wynalazkami w historii bywało, Davies-lewy obrońca, został odkryty nieco przez przypadek. - Całe życie myślałem tylko: atak, atak, atak. Nagle zacząłem myśleć: broń, broń, broń. Ale jeśli tylko wiem, że za mną ktoś zostaje, od razu ruszam do przodu - opisuje Kanadyjczyk, a oficjalny portal Bundesligi podsumowuje: "możesz zabrać Davisa z ataku, ale nie zabierzesz ataku z Davisa". 

Alphonso Davies wykorzystał każdą szasnę. Na boisku i poza nim

Po kilku miesiącach w Niemczech udzielił pierwszego wywiadu i gdy wszyscy spodziewali się, że będzie mówił po angielsku, on zaimponował całkiem dobrym niemieckim. Przed pierwszym meczem z Borussią Dortmund eksperci przewidywali, że zostanie wkręcony w ziemię przez Jadona Sancho. Tymczasem Davies zagrał jeden z najlepszych meczów i to on tak ośmieszył Anglika, że Lucien Favre, trener BVB, zdjął go z boiska jeszcze w pierwszej połowie. A gdy ci sami eksperci powtarzali, że młodemu piłkarzowi muszą zdarzać się wahania formy i za chwilę na ten jeden znakomity mecz przypadną dwa gorsze, Davies wciąż na nie czeka. Od kilkudziesięciu spotkań, więc przed rewanżem z Borussią nikt już takich wątpliwości nie miał. Davies zapracował na zaufanie.

Zresztą, przed sezonem sporo rzeczy nam się o Bayernie wydawało. Na przykład, że jednym z jego największych atutów będą boki obrony - z Joshuą Kimmichem z prawej strony i Lucasem Hernandezem albo Davidem Alabą z lewej. Wyszło jednak na to, że z prawej gra Benjamin Pavard, a z lewej Davies. Wydawało się też, że największym wzmocnieniem będzie Philippe Coutinho. Kreatywny, nastawiony na atak, wspierany przez Lewandowskiego i odwdzięczający się asystami. W Monachium miał znaleźć zrozumienie, odbudować się po fatalnym okresie w Barcelonie i zastąpić Thomasa Muellera. We wtorek Brazylijczyka nie było nawet w kadrze meczowej, a Mueller po odejściu Nico Kovaca wrócił do najlepszej formy. 

Wracając do Daviesa - o ile na boisku przypomina bestię, o tyle poza nim jest skromny i ujmujący. Wciąż zachwyca się tym, że może wejść do szatni pełnej gwiazd i uścisnąć rękę Lewandowskiemu, Thiago czy Alabie. - Wciąż mówię sobie "wow". Dorastałem, obserwując ich w akcji, więc jest to dla mnie niesamowite - mówił kanadyjskim portalom. Opowiedział też o pierwszym spotkaniu z Robbenem. - To było zaraz po przyjeździe do Monachium. Wszedłem do klubu, a on był pierwszą znaną osobą, którą zobaczyłem. Stanąłem jak wryty. Gapiłem się na niego kilka sekund i nie bardzo wiedziałem, co mam powiedzieć. To on zaczął, ośmielił mnie. Później jeszcze długo śmiał się z mojej reakcji - wspominał Davies. A gdy po transferze do Bayernu, Mats Hummels przywitał się z nim na Instagramie, dwa razy sprawdzał czy to jego prawdziwe konto.

Dziennikarze pytali go też o podstawowe różnice między grą w Vancouver a Monachium. - Chyba śnieg - stwierdził z rozbrajającym uśmiechem. - W Kanadzie traciłem przez niego sporo czasu, bo nie mogłem grać na zewnątrz przez większość roku. W Bayernie mogę grać przez cały czas. To spełnienie marzeń. Świetnie się tym wszystkim bawię - mówił dla oficjalnej strony Bundesligi. 

I to kolejna cecha charakterystyczna dla Daviesa - nieschodzący z twarzy uśmiech. Bawi się na boisku i w mediach społecznościowych. Trenerzy, którzy z nim pracowali podkreślają, że jest skromny i wdzięczny za każdą pomoc. Oficjalna strona Bayernu pokazała zdjęcia z obozu dla uchodźców, w którym przez pierwsze pięć lat żył Alphonso Davies. Jego domem była maleńka chatka ze zbitych desek, kawałka blachy i firan. Niewiele z tamtego miejsca pamięta, ale ma świadomość, gdzie zaczynał. W wielu wywiadach dziękuje rodzicom za determinację, która pozwoliła im uciec do lepszego życia w Kanadzie i dać szansę swoim dzieciom. Alphonso zdecydowanie ją wykorzystał. Bardzo szybko. Jak zawsze.