Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

"Piszczek jest legendą, a Lewandowski nie". Ogromne ciśnienie przed hitem Bundesligi

- Łukasz Piszczek jest symbolem Borussii. Takich piłkarzy się w Niemczech bardzo ceni, z takimi kibice się identyfikują. A Robert Lewandowski? Mnóstwo dobrego zrobił dla Bayernu na boisku, ale nie ma wątpliwości, że jego próby odejścia musiały być dla kibiców przykre - mówi Andrzej Juskowiak. Z byłym zawodnikiem niemieckich klubów rozmawiamy przed hitem 28. kolejki Bundesligi. Relacja na żywo z meczu Borussia - Bayern na Sport.pl we wtorek od godz. 18.30.

Po 27 kolejkach Bundesligi czołówka wygląda tak:

  1. Bayern 61 pkt
  2. Dortmund 57
  3. Lipsk 54
  4. Leverkusen 53
  5. Gladbach 52

Ewentualne zwycięstwo lidera nad wiceliderem sprawi, że na sześć kolejek przed końcem rozgrywek Bayern będzie miał już siedem punktów przewagi nad następnym zespołem. Ale Borussia jest w formie. Po wznowieniu Bundesligi pokonała u siebie Schalke 4:0 i na wyjeździe Wolfsburg 2:0. Bayern wygrał w Berlinie z Unionem 2:0 i w Monachium z Eintrachtem 5:2.

Zobacz wideo Bundesliga. Bayern Monachium - Eintracht 5:2. Robert Lewandowski na 3:0 [ELEVEN SPORTS]

Łukasz Jachimiak: Łukasz Piszczek czy Robert Lewandowski?

Andrzej Juskowiak: Jeśli pyta pan o ich pojedynki, to pewnie kilka razy się zdarzy tak, że Łukasz będzie próbował Robertowi przeszkodzić. Zna bardzo dobrze sposób poruszania się Roberta po polu karnym, więc pewne rzeczy może przewidzieć i się ustawić. Ale przy naprawdę dobrym dośrodkowaniu może być bezradny. W Bayernie są ludzie potrafiący wrzucić idealnie, czyli tak, że piłka jest mocna, dokładna, omijająca nawet nie jednego, a dwóch obrońców. Bywa niemożliwe, żeby przejąć takie podanie.

Lewandowski w 19 meczach z Borussią strzelił jej już 18 goli. Myśli Pan, że w Dortmundzie jest pilniejsze pytanie niż o to jak zatrzymać Roberta?

- Na pewno lepszym rozwiązaniem będzie próba zatrzymania tych, którzy podają do Roberta aniżeli próba zatrzymywania Roberta już w polu karnym. Wtedy jest za późno, to się wiąże albo z rzutem karnym, albo ze stratą gola. Zatrzymanie Lewandowskiego, gdy ma piłkę w polu karnym, jest mało prawdopodobne. Jeśli Borussia chce, żeby Robert nie zdobył bramki, to musi być zawsze blisko dogrywających zawodników Bayernu i musi im przeszkadzać. Robert nie jest takim graczem, który potrafi z głębi pola minąć dwóch-trzech przeciwników i strzelić gola. No dobrze, on to umie, może to zrobić w każdej chwili, ale nie robi tego regularnie. Dortmund musi zagrać bardzo intensywnie. Jest w stanie. Wygląda na to, że Borussia jest w swojej optymalnej dyspozycji. Nie dosyć, że potrafi składnie rozgrywać, to też nie traci bramek. Cała drużyna dobrze pracuje w defensywie, zwłaszcza w środkowej strefie boiska. Tam musi być bardzo mocna praca wykonana, żeby Bayern nie mógł złapać swojego rytmu.

I nie złapie? Wygląda teraz trochę gorzej niż Borussia?

- Oba zespoły wyglądają dobrze. Obu przydały się dwie kolejki na przetarcie po dwóch miesiącach przerwy przez pandemię. Spodziewam się, że klasyk będzie stał na bardzo dobrym poziomie. Borussia i Bayern mają za sobą coś na kształt dobrych sparingów, oba zespoły są gotowe na starcie gigantów. Od jednych i drugich bije stabilność. Czuć jakość i siłę, bo kiedy się rozpędzą, to przeciwnik pada na deski. Przeciw nim rywale praktycznie nic nie potrafili zrobić. I Borussia, i Bayern wszystko miały dotąd pod kontrolą, trzeba się bardzo wysilić, żeby teraz w Dortmundzie i w Monachium znaleźć słabe strony. Okazuje się, że nawet mimo koronawirusa udało się przygotować dobrą formę.

Może w takim razie łatwiej będzie wskazać tych, którzy mogą przesądzić o wyniku, którzy mają najwięcej jakości, doświadczenia w takich meczach? W Bayernie obok Lewandowskiego to pewnie zwłaszcza Thoms Mueller, który znowu odżył?

- Na pewno też Alphonso Davies, który na lewej obronie potrafi bardzo dużo zdziałać. Również Serge Gnabry. Nie grał ostatnio od początku, ale to kluczowy piłkarz, który potrafi napędzić zespół i jak zespół ma słabszy dzień, to on sam umie zrobić różnicę na korzyść Bayernu. Jest szybki, widać, że ma niesamowitą wydolność, myślę, że to może być jego mecz. Nawet jeśli nie zagra od początku, tylko wejdzie z ławki. A Mueller? Odżył już nie wiadomo który raz. Jego liczba asyst w tym sezonie jest niesamowita [ma ich już 17. I siedem goli]. Widać, że za plecami Roberta czuje się idealnie. A Robert ma z tego profity. Mueller jest bardzo konkretny, zawsze może się okazać kluczowym zawodnikiem. Ale uważam, że w meczu z Borussią najważniejsze będą skrzydła Bayernu. Coman i Perisic albo Coman i Gnabry - to będą bardzo ważne elementy całej układanki. Jeśli tam Bayern zrobi sobie przewagę, to Robert będzie miał sytuacje po dośrodkowaniach. Stabilność na bardzo wysokim poziomie może być przewagą Bayernu.

Ale Borussia też wygląda nieźle po obu stronach, prawda?

- Oczywiście. Hakimi może zrobić różnicę, a Guerreiro bardzo dobrze zamyka akcje. Ostatnio znów znalazł się dobrym miejscu, żeby wykończyć. Z nim to jest tak, że w polu karnym może być nawet 15 zawodników, wszycy biegają, starają się przewidzieć, gdzie trafi piłka, a warto patrzeć, gdzie biegnie Guerreiro, bo piłka trafia do niego. Nawet jak się od kogoś odbije, to i tak on ją w końcu ma, dostaje ją idealnie. Nawet czasami mam wrażenie, że on już biegnie z lekkim uśmieszkiem, bo wie, że piłka i tak do niego dojdzie. I później z dużym spokojem pakuje ją do bramki. No ale przede wszystkim Dortmund jest monolitem, cały zespół bardzo fajnie się przesuwa, nie zostawia miejsca dla przeciwnika.

A co z Erlingiem Haalandem? Wejście do Bundesligi miał takie, że wielu widziało w nim już napastnika lepszego niż Lewandowski. Ale po siedmiu golach w trzech meczach już tak nie szaleje i teraz ma bilans 10 występów i 10 bramek. No i pierwszy wielki test, bo z Bayernem jeszcze nigdy nie grał.

- Norweg ma nieprawdopodobne możliwości. Takie mocne wejście to wcale nie był przypadek. Widać swobodę i pewność w jego sposobie poruszania się po boisku. Im więcej ma miejsca, tym jest groźniejszy, lubi przestrzeń, lubi sam z piłką przebiec kilkadziesiąt metrów. Ale w ostatnim meczu pokazał ludzką twarz, gdy miał idealną okazję, ale zamiast zdobyć gola z kilku metrów, nie trafił w piłkę. To jest jeszcze bardzo młody piłkarz, więc może mieć słabsze mecze. Jednak jego wejście do Dortmundu wywarło mocny, pozytywny wpływ na resztę drużyny. Widać, że koledzy chcą mu pomagać, żeby jak najwięcej strzelał. Widać, że jest bardzo dobrze postrzegany w zespole. Takich pracujących zawodników się lubi. Tylko on musi pokazać, że wszystkie zachwyty po jego wejściu do Bundesligi naprawdę odzwierciedlają jego wartość. Mecz z Bayernem to na pewno ten moment. Bo można nastrzelać bramek słabszym zespołom, ale w Borussii i w Bayernie ceni się najbardziej tych, którzy potrafią strzelać w najtrudniejszych meczach. Na pewno we wtorek wszyscy będą dużo od Haalanda wymagali. Wszyscy będą czekali czy zrobi coś niezwykłego. On jest pod presją.

Jest jakiś element, w którym Haaland jest lepszy od Lewandowskiego?

- W czym on może być lepszy? Ma lepszą lewą nogę?

Ze znakiem zapytania?

- Nie, lewą nogę ma naprawdę bardzo dobrze ułożoną, strzał ma bardzo mocny, niesygnalizowany. A Robert nie jest lewonożny. Czyli to takie trochę na siłę porównywanie. Ale może jeszcze Haaland jest ciut szybszy. I w polu karnym Robert ma ruchy bardzo sprecyzowane, nie robi nic niepotrzebnego, a Haaland jest bardzo spontaniczny. To z jednej strony bardzo dobre, ale jest też taki minus, że jemu trudniej jest dograć niż Robertowi. Piłkarze Bayernu już doskonale znają sposób poruszania się Roberta, wiedzą, w które miejsce wrzucić, gdzie Lewandowski ma największe szanse, żeby dojść do piłki i zdobyć gola. W Borussii zawodnicy aż tak dobrze Haalanda nie znają, bo i krócej z nim grają, i on sobie jeszcze nie wypracował takich schematów. No i w pierwszych meczach wystarczyło po prostu kopnąć piłkę w pole karne i Haaland tam był. Chłopak ma luz, jest swobodny, dobrze się go ogląda.

A czym Lewandowski wyraźnie przewyższa Haalanda?

- Doświadczeniem, regularnością. A jeśli chodzi o umiejętności czysto piłkarskie, to Robert jest bardziej wszechstronny, gole zdobywa i prawą nogą, i lewą, i głową. Z tego co pamiętam, Lewandowski zdobył 18 goli prawą nogą, trzy lewą i sześć głową. A Haaland ma osiem lewą i dwa prawą. To rozłożenie u Roberta wygląda lepiej.

Myśli Pan, że takie porównania robią właśnie najważniejsi ludzie Realu Madryt? "Don Balon" odgrzewa transferową sagę pod tytułem "Robert Lewandowski w Realu". Teraz Hiszpanie piszą tak: pierwszym wyborem jest Haaland, a jeśli się nie uda, to Lewandowski. Tylko czy na pewno Realowi łatwiej byłoby w końcu dopiąć swego i wykupić z Bayernu dziś już prawie 32-letniego Polaka, czy jednak skusić Borussię dużymi pieniędzmi za jej 20-latka?

- Na pewno Haaland to lepsza inwestycja w przyszłość. On mógłby się stać taką opcją na lata, jaką był Benzema czy Ronaldo. Ale gdyby Real chciał stabilności i jakości na teraz, to od razu daje ją Lewandowski. On jest gwarancją. A Haaland jeszcze nie jest. Tu jest jakiś procent niepewności czy nie wpadnie w dołek, a jak wpadnie, to czy będzie umiał z niego błyskawicznie wyjść. Robert umie wytrzymywać życie z taką presją, że po dwóch meczach bez gola cały świat się zastanawia co się z nim dzieje. Ale Haaland stylem gry pewnie bardzo dobrze by do Realu pasował. Jest szybki, przy swoich warunkach fizycznych potrafi się dobrze utrzymać przy piłce, obrócić. Akcji nie spowalnia, stara się rozgrywać na jeden kontakt. Gra w Dortmundzie jest bardzo dobrym przetarciem do podobnej gry w Realu. W Borussii jest wymagane, żeby każdy się krótko utrzymywał przy piłce, żeby wszystko robił w kierunku bramki przeciwnika. To naprawdę dobry etap przed grą w Madrycie.

Wciąż powracające plotki o Lewandowskim w Realu wywołują już chyba bardziej uśmiech niż myśl, że to się może stać, prawda?

- W piłce nigdy nic nie wiadomo. Oczywiście Robert w pewnym momencie bardzo chciał odejść, ale został w Bayernie na dłużej. I dobrze, bo to jest klub zawsze przygotowany do gry na o najwyższe cele i w Bundeslidze, i w Europie. Tam się o trofea gra co roku i to trzeba doceniać. Zwłaszcza gdy w takim klubie jest się docenianym.

To wróćmy do początkowego pytania: Piszczek czy Lewandowski. Tylko teraz w kontekście znaczenia jednego dla Borussii a drugiego dla Bayernu. Związany z BVB od 10 lat Łukasz właśnie znów przedłużył kontrakt, ostatnio gra jako kapitan. Natomiast o Robercie Thomas Mueller niedawno powiedział, że to jeszcze nie jest legenda Bayernu.

- I ja bym się z tym zgodził. Łukasz Piszczek zapracował sobie na duży szacunek, na pozycję, którą ma, na bycie kapitanem. On i świetnie od lat gra, i dba o całą otoczkę - o podejście do klubu, do kibiców, do miejsca, w którym jest, do wykonywanej pracy. Łączy bardzo wiele ważnych aspektów. Robi to przez lata, dlatego doszedł do takiego statusu, że Dortmund przeprowadza wiele transferów, a Łukasz zawsze sobie znajduje miejsce. Takich piłkarzy się w Niemczech bardzo ceni. Takich kibice lubią, z takimi się identyfikują. On się zawsze dobrze wypowiada na temat klubu, dba o relacje z fanami, jest symbolem Borussii. A Robert najpierw chciał odejść z Dortmundu do Bayernu, później z Bayernu do Realu. Takie rzeczy kibice pamiętają. Mueller na boisku nie wygląda jak piłkarz finezyjny, ale jest megaskuteczny. I z tą jego wypowiedzią jest podobnie. O Manuelu Neuerze, który jest w Bayernie od dawna [od 2011 roku] i który znów przedłużył kontrakt, można śmiało powiedzieć, że to legenda klubu. A Lewandowski mnóstwo dobrego zrobił na boisku, ma wielkie zasługi dla Bayernu, ale patrząc na jego próby odejścia, nie ma wątpliwości, że dla kibiców to musiało być przykre. Fani Bayernu są przekonani, że ich klub jest najlepszy na świecie, że tam każdy piłkarz powinien chcieć być i o żadnym innym zespole nie myśleć. Może więc trochę więcej dyplomacji by się przydało i wtedy postrzeganie Roberta byłoby jeszcze lepsze. Bo ono wcale nie jest złe. Jest szanowany, ceniony, jednak na pewno kibice wiedzą, że całym sercem on w Monachium nie jest. Ale dalej gra, strzela i wcale nie musi być od razu przez wszystkich noszony na rękach, żeby się zapisał w historii klubu złotymi zgłoskami.

Karl-Heinz Rummenigge, Hansi Flick i Lothar Matthaeus właśnie stwierdzili, że Lewandowski może być jak Gerd Mueller w sezonie 1971/1972 i skończyć sezon Bundesligi z 40 golami. Nie chcę niczego Robertowi ujmować, ale trudno mi uwierzyć, że w siedmiu kolejkach, jakie zostały, zdobędzie aż 13 bramek. Pan w to wierzy?

- Już były dwie kolejki i zwłaszcza w drugiej z nich, w meczu z Eintrachtem, była szansa, żeby pogubionemu zespołowi strzelić dwie-trzy bramki, a nie jedną. Na pewno jest to ciekawy temat, można o tym dużo pisać, można jeszcze większe niż zwykle zainteresowanie skierować na Roberta, który jest gwiazdą. Może te dyskusje przed meczem z Borussią są mocniejsze, bo ludzie związani z Bayernem szukają dodatkowego bodźca dla Roberta. Jego dobry występ i gole mogą przecież bardzo przybliżyć Bayern do mistrzostwa. Z drugiej strony: kiedy jak nie teraz on ma ten rekord pobić? Ma wspaniały dorobek i chociaż liczba 40 goli jest może nie przerażająca, ale bardzo mocna i bardzo trudna do osiągnięcia, to przyjdą mecze, w których wyniki będą wysokie i jakiemuś słabszemu rywalowi będzie można strzelić kilka bramek. Tylko że kolejek zostało mało, więc Robert musiałby któremuś rywalowi szybko strzelić cztery-pięć goli.

Najlepiej by było, gdyby ustrzelił powiedzmy hat-trick z Borussią. Raz, że na sześć kolejek przed końcem miałby już 30 goli, a dwa, że bardzo by go uskrzydlił taki występ w najważniejszym meczu.

- To prawda. Te 40 goli to nie jest dla Roberta coś niemożliwego. Na pewno. Ale też na pewno jest to bardzo trudne.

To ile Lewandowski strzeli we wtorek i jakim wynikiem skończy się Der Klassiker?

- Myślę, że coś Robert strzeli, a wynik? Każdy jest realny. Czuję, że może być 2:2. Obie drużyny dobrze grają do przodu, obie będą chciały to rozstrzygnąć. A takie 2:2 przedłuży też mistrzowskie nadzieje jednych i drugich. Ale wcale się przy tym 2:2 nie upieram. Mam tylko przeczucie, że to będzie bardzo dobry mecz.