Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Jerzy Dudek ocenił sytuację Krzysztofa Piątka. "Nie chcecie mnie? To spadam"

- Mam wrażenie, że jego decyzja o zmianie klubu była pewnego rodzaju buntem - napisał w "Przeglądzie Sportowym" Jerzy Dudek, oceniając sytuację Krzysztofa Piątka.

Krzysztof Piątek ostatnio siedzi na ławce rezerwowych Herthy Berlin. Nowy trener Bruno Labbadia woli stawiać na Vedada Ibisevicia, a nie Polaka, który jest najdroższym piłkarzem w historii berlińskiej ekipy. Na łamach "Przeglądu Sportowego" sytuację skomentował Jerzy Dudek, który w karierze byłego zawodnika Milanu widzi podobieństwa do swojej.

Zobacz wideo Co z Krzysztofem Piątkiem? "Trener Herthy się nie pomylił"

- Moment, w którym byłem na absolutnym szczycie [zwycięstwo w Lidze Mistrzów 2005 - dop. red.], okazał się zarazem ostatnią taką chwilą. Takie bywają pokręcone losy piłkarskiej sinusoidy - napisał Dudek, który po wygraniu LM usiadł na ławce, bo zastąpił go nowo sprowadzony do Liverpoolu Pepe Reina.

Jerzy Dudek o decyzji Krzysztofa Piątka: Była pewnego rodzaju buntem

Znakomite występy Piątka w Genoi zaowocowały transferem do Milanu, ale jak twierdzi Dudek "wraz z nim jego kariera mocno zahamowała i niektórzy nawet sugerują, że Krzysiek już przeżył to, co najlepsze. A to bzdura". - Gdy przyszedł wielki transfer i podwyżka, pojawiły się inne oczekiwania, które mogły go przytłoczyć. Nadal masz kredyt zaufania, ale trzeba go zdecydowanie szybciej spłacać. Mam wrażenie, że jego decyzja o zmianie klubu była pewnego rodzaju buntem. Kupiliście Zlatana? Nie chcecie mnie? To spadam - uważa Dudek, który ma dla Piątka jedną radę: "po prostu wziąć się do roboty".

"Po tej obronie Dudka wiedziałem, że to koniec. Jak widzisz taką rzecz, to wiesz, że noc należy do kogoś innego"

W poniedziałek mija 15. rocznica niesamowitego finału Ligi Mistrzów, którego bohaterem był Jerzy Dudek. - To była ręka Boga - śmieje się były bramkarz Liverpoolu, mówiąc o swojej nieprawdopodobnej interwencji z dogrywki, która do dzisiaj prześladuje Andrija Szewczenkę. Więcej przeczytasz w tekście Łukasza Jachimiaka.

Więcej o: