Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Boyata pocałował Grujicia, a to nie koniec. Piłkarze wywołali burzę w Niemczech

Wznowienie Bundesligi było okazją do radości z pierwszych goli po dwumiesięcznej przerwie. Niektórzy cieszyli się tak, że za swoje zachowanie mogą być upomnieni. Piłkarze Herthy Berlin i Borussii Moenchengladbach nie zachowali zalecanych zasad bezpieczeństwa i higieny. Po zdobytych bramkach były pocałunki, przytulanie, palec w buzi i piątki.

“Cała misja jest trochę jak lot w kosmos z załogą pełną przedszkolaków” - pisał o wznowieniu Bundesligi Paweł Wilkowicz. Kilkudziesięciostronicowy podręcznik opisujący zasady i procedury powrotu do gry niemieckiej ligi jest szczegółowy i konkretny. Dostosowanie się do wszystkich opisanych tam zasad bywa jednak trudne. Najpierw piłkarz Herthy Salomon Kalou nagrał filmik pokazujący, jak luźno on i jego koledzy podchodzą do zasad higieny uchwalonych przez DFL. Zawodnik na nagraniu witał się ze wszystkimi w klubie, zaglądał do różnych gabinetów, o maseczkach czy rękawiczkach nie było tam mowy, a zasada zachowania półtorametrowego odstępu nie istniała.

Gracz został ukarany, ale to nie był koniec wpadek. Trener Augsburga Heiko Herrlich w hotelu, w którym od świata była odizolowana jego drużyna, zorientował się, że skończyła mu się pasta do zębów. Jako najlepsze rozwiązanie wybrał wizytę w markecie. Opowiedział o tym zresztą na konferencji. Po czasie Herrlich zorientował się, że złamał zasady kwarantanny i nie będzie mógł prowadzić swej drużyny w meczu z Wolfsburgiem (Augsburg przegrał ten mecz 1:2). W pierwszej kolejce okazało się, że zasady bezpieczeństwa i higieny nie są łatwe dla rozemocjonowanych zawodników. Szczególnie gdy strzelą gola.

Palec w buzi, przytulanie i całowanie

Jak rozległe procedury bezpieczeństwa przyjęła Bundesliga, było widać na wszystkich stadionach, na których w sobotę toczyła się rywalizacja. Piłkarze wchodzili na plac gry w półtorametrowych odstępach. Najpierw jedna drużyna, a dopiero potem druga. Nie było stania i rozmawiania w tunelu. Wszystkim zawiadywał sędzia. Na ławce rezerwowych - a dokładniej na trybunach, które pełnią tę rolę - zawodnicy siedzieli w maseczkach. Wszystko po to, by zachować większy odstęp. Reporterzy przeprowadzali wywiady z trenerami stojąc sześć metrów od nich. Mikrofon podtykano im za pomocą kilkumetrowego wysięgnika.

Piłkarzy już dawno proszono też, by podczas samego meczu powstrzymali się od plucia i przytulania po golu. O ile wejście na boisko przebiegło tak, jak zaplanowano, to celebracja goli na niektórych obiektach była zbiorowa.

Najbardziej ekspresyjni byli chyba zawodnicy Herthy Berlin, którzy wygrali z Hoffenheim 3:0. Po pierwszym samobójczym golu gospodarzy, z prowadzenia cieszyło się w objęciach siedmiu zawodników z Berlina. 

Zobacz wideo Kapitalny rajd i gol piłkarza Herthy! "Typowy Brazylijczyk"

W dodatku fotografowie na stadionie uchwycili, jak Dedryk Boyata całuje swego kolegę Marko Grujica. Po drugim golu Vedada Ibisevicia, Bośniak w akcie radości rozpędził się i skoczył na kolana. Podający mu Maximillian Mittdelstadt podbiegł do niego i mocno przytulił. To samo zrobił chwilę potem m.in. Matheus Cunha.

Po trzecim golu, który zdobył już Cunha, radość drużyny też była wspólna, a brazylijski strzelec wziął kciuk do buzi, imitując ssanie smoczka. Kilka sekund później przybijał piątki z kolegami. Niemieckie media dość szybko zwróciły uwagę na te wydarzenia. BZ Berlin News przypomniał, że prośba o powstrzymanie się od wspólnego świętowania goli (przytulania, podawania sobie rąk itd.) jest ważna, bo "dokładnie opracowana koncepcja, pozwoliła dać rządowi zezwolenie na powrót do gry z duchem restrykcji w czasach koronawirusowej pandemii" - napisał portal.

Całowanie piłkarzy wychwyciły też angielskie media. "The Sun" zastanawia się jaki konsekwencje może mieć Marcus Thuram, który pocałował w policzek swego kolegę z Borussii Monchengladbach po golu srzelonym Frankfurtowi (Borussia wygrała 3:1).

Czy piłkarzy czekają konsekwencje?

Czy zawodników za całowanie i przytulanie kolegów podczas meczu w czasie pandemii mogą spotkać kary? Sam regulamin piłkarskich rozgrywek takich nie przewiduje. Niemieccy sędziowie wyraźnie stwierdzili, że za plucie na murawę też nie będą dawać kartek. Piłkarze nie zastosowali się do próśb władz spółki zapisanych w protokole powrotu.

Przytulanie i całowanie nie jest zabronione, a jedynie niezalecane. Nad tym zapisem w Niemczech zresztą dyskutowano. Być może niektórzy będą chcieli zmienić ten punkt: zaostrzyć albo wyrzucić. Prawdopodobnie o tym zaleceniu piłkarzom jeszcze raz przypomną władze spółki, a potem klubowi prezesi i trenerzy. Kluby oczywiście mogą wpływać na zawodnika, który łamie zasady współpracy z pracodawcą, ale w tym przypadku, szczególnie po pierwszej kolejce w nowych realiach, wydaje się, że skończy się na ostrzeżeniach.

Większe problemy mogą w teorii czekać kluby i zawodników ze strony urzędników. Po tym jak Kalou nagrał wspomniany już film, sytuacją w Hercie zainteresował się m.in. Departamentu Senatu Berlina, który zlecił zbadanie sprawy jednemu z urzędów zdrowia (sanepidowi).

- To zachowanie ewidentnie naruszało warunki zezwolenia, które udzieliliśmy klubowi na trenowanie w grupkach - oznajmił Martin Pallgen, rzecznik departamentu w rozmowie z "Kickerem". Zawodnika ostatecznie ukarał klub, ale wydział zdrowia obiecał Hercie niezapowiedziane kontrole, sprawdzające zasady klubowej izolacji.

Co na to niemiecki urząd zdrowia?

Wspólna celebracja radości może mieć zatem konsekwencje właśnie ze strony niemieckiego urzędu zdrowia. Szczególnie w sytuacji, w której jeden z piłkarzy będzie miał pozytywny wynik testu na koronawirusa. Wtedy urząd wszczyna postępowanie, w którym ustala z kim zainfekowany się w ostatnim czasie kontaktował, jakie były stopnie tego kontaktu. To urząd rozsądza sprawę i wydaje dalsze zalecenia. Może uznać, że ten kontakt był niewielki lub zagrożenia nie było i tak jak w przypadku Koloni nakazać izolację tylko jednego zainfekowanego gracza FC Koeln, ale może zrobić, tak jak urząd w Dreźnie. W Dynamie przy kolejnych testach pozytywnych wynik miało w sumie trzech piłkarzy. Tamtejszy urząd odesłał na izolację całą drużynę, nie wnikając w to, kto z kim i gdzie rozmawiał.

Potencjalnie zakażony Boyata całujący Grujicia przed ekranami telewizyjnymi, na pewno nie zwiększy szans tego drugiego na uniknięcie izolacji. Urzędowi zdrowia może być też trudno odpuścić izolację zawodników, którym piątki przybił Cunha, tuż po tym, jak wyjął sobie palec z buzi. Mecze Bundesligi, na które zgodzili się niemieccy politycy, są mocno śledzone i analizowane pod kątem ustalonych zaleceń. Zapewne zachowanie po golach będzie jednym z elementów tych analiz.

Przeczytaj też:

Więcej o: