Krzysztof Piątek nie ma już wymówek. Jego drużyna przestała grać futbol z neolitu

Nowy trener Herthy postawił na 36-latka i się nie pomylił. Zwycięstwo berlińczykom w meczu z Hoffenheim (3:0) zapewnił doświadczony Vedad Ibisević. Drużyna Polaka wreszcie przestała grać futbol z neolitu, ale Krzysztof Piątek był częścią tego futbolu tylko przez 11 minut.

Jeszcze na kilka godzin przed meczem nawet niektóre niemieckie media sugerowały, że Krzysztof Piątek w meczu Herthy z Hoffenheim wyjdzie w pierwszym składzie. Wydawało się, że nowy trener, który pojawił się w Hercie, może pomóc Polakowi. Bruno Labbadia sam był niegdyś znakomitym napastnikiem. W najwyższej klasie rozgrywkowej strzelił 103 gole. Niemal drugie tyle, na jej zapleczu.

W zdobywaniu bramek miał łatwość. To on pierwszy dostał w Niemczech ksywkę "Pistolero". Polskiego "El Pistolero" Labbadia jednak w wyjazdowym starciu z Hoffenheim za długo sprawdzać nie chciał. Postawił na duet Vedad Ibisević, Matheus Cunha. Raczej się nie pomylił. Ten pierwszy zagrał rewelacyjnie. Tak jakby 35-lat dodawało mu skrzydeł. "Doświadczenie i fenomenalna gra" - mówi o rywalu Polaka Mateusz Święcicki, który komentował mecz w Eleven Sports. Bośniak strzelił zresztą gola. Piękną bramkę zdobył też Cunha. Co to oznacza dla Piątka?

Zobacz wideo Bundesliga wraca do gry. "Pierwsze mecze nie będą wyglądały najlepiej"

"Tekst, że Hertha gra futbol z epoki neolitu jest już nieaktualny"

W ostatnim ligowym meczu Herthy z Fortuną Duesseldorf to Polak wyszedł w podstawowym składzie. Zagrał wtedy z Cunhą. Teraz trzeci trener Krzysztofa Piątka w Berlinie ciągu pięciu miesięcy, uznał, że po wznowieniu ligi postawi na duet brazylijsko - bośniacki. Labbadia w swej trenerskiej karierze do napastników miał szczęście, a i oni sporo mu zawdzięczają. Niemiec znakomicie dogadywał się choćby ze Stefanem Kiessling (w Bayerze Leverkusen) czy Mladenem Petricem w HSV, ale warto też zwrócić uwagę, że podczas trenowania Stuttgartu, Labbadia przez sezon współpracował właśnie z Ibisevicem. Na początku swojej przygody z Herthą zdecydował się postawić właśnie na sprawdzonego, doświadczonego i znanego sobie Bośniaka.

Labbadia zdołał zmienić oblicze gry Herthy, mimo że miał na to bardzo mało czasu. Nie dość, że do jej szatni przyszedł z zewnątrz w kwietniu, to jeszcze berlińczycy zaczęli treningi najpóźniej w Bundeslidze. Labbadia postawił na ofensywny styl gry i swoją przygodę z Berlinem zasłużenie zaczął od trzech punktów.

- Trener zmienił system na czterech obrońców, uznał, że środek pola będzie najważniejszy. Tam postawił na Pera Skjelbreda. Dał grać tym, którzy mieli więcej w nogach. Hertha nareszcie grała piłką. Ten tekst z "Bildu", że berlińczycy grają futbol z epoki neolitu jest już nieaktualny – punktuje Święcicki. - Hertha dośrodkowywała z prawej i lewej strony. Fajnie grała też środkiem pola. Napastnicy będą mieli z takiej gry spory pożytek - dodaje komentator.

"Ibisević pokazał, dlaczego Labbadia obdarzył go zaufaniem"

W planie Labbadii bardzo ważną postacią okazał się 35-letni Ibicević (36. urodziny będzie miał w sierpniu). Kolegom dogrywał jak profesor. Kiedy trzeba było, sam ruszył do przodu w takim tempie jakby miał 20 lat. Gola bliski był już w pierwszej połowie, ale na listę strzelców wpisał się w drugiej. Najpierw po minięciu rywala i lekkim precyzyjnym strzale trafił obok słupka, bo futbolówkę trącił jeszcze bramkarz gospodarzy, ale po kilku minutach Oliver Baumann był już bezradny. Bośniak trafił głową z bliskiej odległości.

"Ibisević pokazał dlaczego Labbadia obdarzył go zaufaniem" - napisał po tym spotkaniu "Kicker", zresztą inne media wychwalając nowego trenera, jednym głosem doceniały też Bośniaka. Labbadia podczas całego spotkania miał natomiast sporo uwag do swego drugiego napastnika. Cunhia popełniał błędy i nie zachwycał, ale szkoleniowiec trzymał go na boisku niemal do samego końca, jakby oczekując na rehabilitację i doczekał się. Brazylijczyk przebiegł z piłką wzdłuż bocznej linii niemal przez połowę boiska, zszedł do środka i zdobył piękną bramkę, strzałem pod poprzeczkę.

- W jednym z meczów sparingowym w Berlinie. Labbadia wkurzył się na Cunie, tak że zdjął go z boiska i powiedział, żeby sobie przemyślał swoją grę. Był zdenerwowany na brak zaangażowania zawodnika. Gdy piłkarz przeprosił, po 10 minutach wszedł na boisko – przypomina Święcicki. Teraz też do pewnej rehabilitacji doszło. W meczu z Hoffenheim Cunha był irytujący, ale Labbadia trochę uparcie trzymał go do końca, a Brazylijczyk w końcówce strzelił pięknego gola. W 79 minucie zarówno Ibicević jak i Cunha opuścili boisko. Wszedł na nie m.in. Piątek. Starał się być aktywny w defensywie, nękał rywali, kilka razy dobrze podał kolegom pod polem karnym, ale sam szansy na gola nie miał. Czy znakomity występ Ibisevicia i piękny gol Cunhi oznacza, że Polak w najbliższym czasie może wchodzić tylko na końcówki spotkań?

"Dla Piątka nie ma już wymówek, na boisku od razu musi dać jakość"

- Do końca sezonu Piątek będzie grał więcej niż Ibisević - uważa Święcicki. - 35-latek na takim poziomie nie może grać przecież każdego meczu - dodaje. Niemieckie media polskiemu napastnikowi nie poświęcają zbyt wiele uwagi.

"Bild" jeszcze przed meczem pisał: "Dla Piątka nie ma już wymówek, on na boisku od razu musi dać jakość". Tyle że by tę jakość pokazać musi dostać więcej niż 11 minut. Na razie jedyną rzeczą z której Piątek może się cieszyć jest to, że jego drużyna odbija się od dna tabeli i gra w sposób przyjemny dla oka. Za tydzień czeka ją derbowy mecz z Unionem.

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .



Więcej o: