Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Bundesliga wróci tylko na jedną kolejkę? "Okropne doświadczenie"

Wznowienie rozgrywek Bundesligi przyniesie najdziwniejszy mecz pomiędzy Borussią Dortmund i Schalke w historii. - Mój przyjaciel powiedział mi, że bez kibiców to już nie będą derby Zagłębia Ruhry. Sytuacja sprawi, że spojrzymy na ten mecz jak na każdy inny - mówi w rozmowie ze Sport.pl, Uli Hesse, dziennikarz 11Freunde.

Bundesliga wraca do gry, co w Niemczech oznacza kolejny krok ku normalności w czasach epidemii koronawirusa. Niemiecka piłka to coś więcej niż sport. - To nigdy nie było tylko 22 gości grających na boisku. A teraz dokładnie tak będzie. Wszystko, co kreowało ją na coś ponad to, zostało zabrane. Będziemy żyć od meczu do meczu - mówi w rozmowie ze Sport.pl Uli Hesse, dziennikarz 11Freunde i autor wydanych w Polsce książek o Bayernie Monachium i Borussii Dortmund. 

Zobacz wideo Bundesliga wraca do gry. "Pierwsze mecze nie będą wyglądały najlepiej"

Jakub Balcerski: Cieszysz się jak dziecko na powrót Bundesligi, czy epidemia i to, jak będzie wyglądała liga po niej, trochę przykryło emocje?

Uli Hesse: Chyba większość osób ma w tej kwestii mieszane uczucia. Oczywiście jestem szczęśliwy, że futbol wraca do życia, to taka mała forma normalności w obecnej sytuacji. Powrót piłki jest jednym z kroków, jakie doprowadzą nas do naszego zwykłego życia sprzed pojawienia się koronawirusa. W marcu mieliśmy parę spotkań przy pustych trybunach, bez kibiców i większość osób nawoływała: skończcie to, to nie ma sensu! Dla wielu lepiej było nie grać w ogóle. Wstrzymano rozgrywki, a teraz wszyscy chcą, żeby to wróciło i mówią: może powinniśmy chociaż spróbować. 

Teraz sytuacja się odwróciła i lepiej oglądać taki futbol niż nic. 

Doszło do tego parę czynników. Jest spore zagrożenie, że niektóre kluby upadną, jeśli nie wznowimy rozgrywek. Bez meczów przy pustych trybunach zabrakłoby im pieniędzy, to główny powód powrotu. Dlatego dużo kibiców myśli: jeśli to jest cena, za jaką mój klub przetrwa ten okres to w porządku, grajmy. 

Liga i piłka nożna w warunkach, które teraz mamy będzie jednak zupełnie inna. 

To w zasadzie jedna z tych dziedzin, o której nic w tym momencie nie wiemy. Nie mamy pojęcia, jak będą wyglądały mecze i przekonamy się, dopiero gdy pierwsze zostaną rozegrane. Ale dla piłkarzy to powinny być raczej zwykłe mecze. Nie będą myśleć o epidemii albo możliwych problemach ze zdrowiem. Prawdopodobnie na kolejne spotkania bardziej będzie wpływał fakt, że nie ma tłumów na trybunach. Do tego piłkarze mieli osiem tygodni bez grania w piłkę. Dopiero wznowili treningi całymi drużynami. To może przypominać trochę powrót do gry po wakacjach, pierwsze mecze ligowe. Ale to gdybanie, bo mogli też się świetnie przygotować. Dyrektor sportowy Eintrachtu Frankfurt, Fredi Bobić mówił, że nie będzie zdziwiony, jeśli będą padać wyniki po 5:5. Według niego wystąpi tu połączenie szczytu formy u najlepszych i słabsza dyspozycja szczególnie obrońców. 

Rozmawiałeś z zawodnikami czy trenerami o tym, jak oni to widzą?

Chyba sami do końca nie wiedzą. To po prostu dziwne dla wszystkich. Wpisuje się w sytuację, którą mamy od kilku tygodni, mimo że stanowi krok do wyjścia z tych problemów. Dla mnie też - pracuję dla magazynu, w którym możemy wyjść, rozmawiać z ludźmi, a potem publikować to ze zdjęciami w kolejnych wydaniach. A teraz? Większość z nas nie była nawet u fryzjera. Wszystko się zmieniło. Zawodnicy mieli jednak dużo czasu, żeby się do tego zaadaptować. Pewnie wszystkim zajmie trochę czasu przyzwyczajenie się do tego, jak inne od dotychczasowych staną się mecze. Nie do końca wiemy, kto jest przestraszony, niepewny, czy po prostu nie chce tego powrotu. Neven Subotić z Unionu Berlin był jednym z niewielu, który otwarcie mówił o tym, że według niego jest trochę za wcześnie na ponowne rozgrywanie meczów. Ale kto czuje się podobnie? Niewielu o tym mówi, a moja wersja jest taka, że większość piłkarzy ucieszy się z powrotu do pracy.

Standardy pracy dla dziennikarzy podczas meczów w Niemczech to dziesięć osób na trybunie prasowej. 

Tak, ale nikt w zasadzie nie myśli tu o powrocie do jeżdżenia po stadionie. Dziennikarze mogą pisać z domów, a człowiek z biura Unionu Berlin mówił mi, że podczas meczu nie będzie tam praktycznie nikogo. Próbuje się ograniczyć liczbę osób na stadionie do absolutnego minimum. 

Więc nie zamierzasz jeździć na mecze?

Ja osobiście nie zamierzam. Ale 11Freunde jest w trochę innej sytuacji niż inne media w Niemczech. Bo nie do końca zajmujemy się tylko tym, co na boisku. Nie musimy zatem być na każdym meczu, bo piszemy bardziej o kulturze gry. Inne magazyny mają większe problemy od nas. "Kicker" w tym trudnym czasie nie do końca miał, o czym pisać. Dla nas ten czas jest trochę łaskawszy niż dla ludzi, którzy muszą opisywać mecze i pewnie po części są zainteresowani powrotem na stadion. 

Przed nami derby Zagłębia Ruhry. Najdziwniejsze w historii?

Ligę wstrzymano dokładnie przed derbami, więc już wtedy to miał być mecz za zamkniętymi drzwiami. Jeden z moich kolegów zapytał się mnie, dlaczego właściwie ekscytuję się nim bardziej niż innymi meczami w tej kolejce. Wskazałem, że dla fanów z Dortmundu i Gelsenkirchen derby to zawsze najważniejsze spotkanie w sezonie. Odpowiedział: ale przecież bez kibiców to już nie derby. Bez nich to mecz jak każdy inny. Będą tam tylko te dwa zespoły, jeden w żółtych, drugi w niebieskich koszulkach. Nic ponad to. Czy to prawda? Przekonam się, oglądając mecz, ale to na pewno będą najdziwniejsze derby, jakie kiedykolwiek się odbyły. Nie wiem, jak bardzo to wpłynie na emocje w tym meczu. C

Czyli kultura gry w Bundeslidze zostanie trochę zamrożona? Znajdzie się w klatce przez epidemię?

Ludzie wciąż oglądają mecze, czytają artykuły, kupują nasz magazyn czy książki o Bundeslidze. Bo to więcej niż tylko gra w piłkę. O to w tym chodzi. To nigdy nie było tylko 22 gości grających na boisku. A teraz dokładnie tak będzie. Wszystko, co kreowało ją na coś ponad to, zostało zabrane. Zniknęło. To oczywiście będzie wyglądało bardzo dziwnie. Ale wyobrazimy sobie to dopiero w trakcie pierwszych meczów. 

A jakie były najdziwniejsze derby, jakie widziałeś do tej pory?

Mogę powiedzieć o najbardziej emocjonujących. To te z maja 2007 roku. Dla kibica Dortmundu to jedno z najpiękniejszych wspomnień. Schalke walczyło o mistrzostwo Niemiec. Ludzie mówili o tym meczu miesiącami, bo odbywał się dzień przed zakończeniem sezonu. Odwieczny rywal mógł urządzić sobie fetę mistrzowską na stadionie w Dortmundzie. To byłby najgorszy scenariusz, o jakim mógłby pomyśleć fan BVB. To był kluczowy mecz dla losów mistrzowskiego tytułu, bo Schalke przegrało 0:2 i nie udało im się go zdobyć. Mecze derbowe zawsze są emocjonujące, ale nie wydaje mi się, żebym kiedykolwiek słyszał kibiców z Dortmundu cieszących się z bramek tak głośno, jak gdy Alexander Frei zdobył pierwszego gola. Coś niesamowitego. Wtedy na stadionie pojawiło się wielu kibiców Dortmundu z całego świata. Była grupa z Polski, nawet z RPA i przede wszystkim ogromnie dużo Niemców. Dla nich wszystkich sezon był już skończony, bo Dortmund nie walczył o nic w tabeli, ale myśleli tylko o tym meczu i byli nim bardzo podekscytowani. Rozmawiałem później z zawodnikami, mówili, że przez to wszystko nie mogli się doczekać pierwszego gwizdka. Czuli, że to były derby - wiedzieli, jak ważne dla kibiców i miasta jest nie dać Schalke zdobyć mistrzostwa w Dortmundzie. Teraz wiemy, że bez tej atmosfery doświadczyć coś podobnego będzie niemożliwe. 

Patrzyłeś już na rozpiskę pozostałych meczów, czy nie ekscytujesz się nimi tak bardzo? Mamy np. mecz w poniedziałek, który zazwyczaj był znienawidzony przez kibiców, a teraz będzie ogromnym wydarzeniem.

Mamy taką śmieszną rzecz na stronie. Chyba nie myśleliśmy, że będziemy musieli zrobić przewodnik po Bundeslidze dla początkujących kibiców. Wyjaśniamy w nim, kto jest kim i kierujemy do tych, którzy wcześniej nie oglądali tyle niemieckiej piłki. Wiem, że oni teraz się nią zainteresują. Jedną z ostatnich większych lig, która przestawała grać, była australijska i sam z nudów obejrzałem parę meczów, które rozgrywali przy pustych trybunach. Teraz w stosunku do Bundesligi postąpi tak wiele ludzi na całym świecie. Niektórzy będą ją oglądać pierwszy raz. 

W tym wszystkim uda nam się poczuć, że wrócił sezon, czy trzeba będzie myśleć właśnie o pojedynczych meczach?

To będzie ogromny eksperyment. Teraz łatwo wyobrazić sobie sytuację, w której po pierwszej kolejce dwóch zawodników danego zespołu będzie miało pozytywny wynik na obecność przeciwciał koronawirusa. Tym samym dwie drużyny idą na kwarantannę i jeden albo nawet dwa-trzy mecze następnej kolejki mogą zostać odwołane. To może pomóc ludziom zrozumieć, że wszystko może się skończyć nawet już po tym weekendzie. Może będziemy mieli tylko jedną rundkę meczów i to tyle. Kiedy ludzie pytają o taką sytuację szefa ligi, Christiana Seiferta, odpowiada "nie wiem". My też nic nie wiemy. Patrzymy na to wszystko mecz po meczu. I teraz to będzie bardzo prawdziwe: będziemy śledzić każde spotkanie od pierwszej do ostatniej minuty i tak po kolei. Z kwestią przyszłości musimy zaczekać na wyniki testów po meczach. Może być tak, że trzeba będzie wszystko przemyśleć. A może nie. 

W twoich przewidywaniach uda się to pociągnąć do końca?

To zależy od tego, ile przypadków będziemy mieli. Jeśli zarazi się, załóżmy zawodnik Borussii Dortmund, wtedy odpadają dwa zespoły, bo także Schalke, z którym grało BVB. Nie będzie ich meczów w kolejny weekend. Ale to pewnie można jeszcze przeżyć. Pytanie: co w sytuacji, gdy klubów będzie znacznie więcej? Wtedy nie będzie można kontynuować i upadnie cały domek z kart. Liga poparła badaniami tezę, że podczas meczu jest niewielkie ryzyko zakażenia wirusem pomiędzy zawodnikami. A przecież futbol uważa się za bardzo kontaktowy sport. To brzmi jak coś szalonego, ale jest poparte faktami i konkretnymi statystykami. Chodzi o krótki czas. Dochodzimy do punktu, gdzie trudniejszy od rozegrania meczu będzie trening w klubie. Jednak jest jeszcze za wcześnie, żeby to oceniać. Podczas tej rozmowy opinie wielu osób mogły się zmienić kilkukrotnie, a my za mało o tym wiemy. 

A wiemy odpowiednio dużo, żeby wrócić do gry? Jesteśmy na to wszyscy gotowi?

W Niemczech opinia publiczna jest bardzo podzielona. Są przeciwnicy tej decyzji i ci, którzy ją popierają. Jest wiele grup fanowskich, które nie zgadzają się z powrotem do gry. Piszą listy do klubów, mają wiele powodów, żeby nie zgadzać się z tym, co proponuje liga. Nienawidzą pustych trybun. Dla nich to będzie okropne doświadczenie. 

W weekend nie ma cię dla nikogo?

Na pewno będę oglądał mecze. W sobotę wieczorem mamy rodzinną wideokonferencję z synem i wtedy porozmawiamy o meczach i swoich doświadczeniach z synem. Obaj mamy karnety na mecze w Dortmundzie, ale ja żyję w Berlinie, a on tam. Nie widzieliśmy się przez 8-9 tygodni i planujemy długą rozmowę z futbolem w tle. 

Przeczytaj także: