Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Krzysztof Piątek zmarnował doskonałą okazję, ale później pomógł Herthcie wygrać

Nabiegał się Krzysztof Piątek, naszarpał z obrońcami, ale bramki w Bundeslidze wciąż nie zdobył. Wypracował za to gola nowemu partnerowi z ataku. Dzięki temu, Hertha wygrała z Paderbornem 2:1.

Oglądamy mecze Krzysztofa Piątka w Herthcie Berlin, by szukać odpowiedzi na najważniejsze pytanie: czy ta nagła zmiana klubu, na pół roku przed Euro wyjdzie mu na dobre? Nie brakowało przecież opinii, że nie najlepiej wybrał klub. Bo skoro żyje z podań kolegów, to drużyna stwarzająca najmniej okazji w Bundeslidze nie będzie dla niego. I w meczach, które dotychczas rozegrał - dwóch ligowych i pucharowym przeciwko Schalke - teza ta znajdowała potwierdzenie. Polak był równie odcięty od podań jak w Milanie. Sytuacji dogodnych do strzelenia gola też miał jak na lekarstwo. - Piątka ściągnięto do Berlina, by strzelał gole. Co on ma strzelać jak drużyna nie potrafi wypracować żadnej sytuacji? - komentował Sławomir Chałaśkiewicz, były gracz Widzewa czy Śląska, po poprzednim meczu Herthy (przegranym z Mainz 1:3).

Ale w sobotę pojechał z drużyną do Paderborn - na stadion ostatniej drużyny w tabeli, na spotkanie z drugą najgorszą defensywą w lidze, tracącą niemal równo dwa gole na mecz. W autobusie nie było już dotychczasowego trenera - Juergena Klinsmanna, był za to Matheus Cunha, 20-letni Brazylijczyk, który dopiero co pomógł reprezentacji do lat 23 awansować na igrzyska olimpijskie w Tokio. Dla Herthy miała to być idealna okazja na przełamanie. Piątek ostrzył sobie zęby na pierwszego gola w Bundeslidze. Okoliczności sprzyjały: Hertha już w 10. minucie wyszła na prowadzenie po golu środkowego obrońcy - Dedrycka Boyaty.

"Piątek przed nikim nie zamierza się kłaniać. Trafił w dobre miejsce"

Zobacz wideo

Piątek - Cunha, duet dający nadzieję

Cunha debiutował w Herthcie, a obok sobie miał Piątka, dla którego był to dopiero czwarty mecz. Mimo jakiegokolwiek braku zgrania czy przećwiczonych schematów, ich współpraca wyglądała całkiem nieźle - szukali się na boisku, wzajemnie zgarniali po sobie piłki wywalczone w starciach z agresywnymi obrońcami. W pierwszej połowie Piątek asystował przy golu Cunhi, ale powtórki pokazały, że Polak przyjmował piłkę ręką. Kilka minut później było odwrotnie - to Brazylijczyk podawał, ale nie na tyle dokładnie, by Piątek oddał strzał. Jeśli jednak pod bramką Pederbornu robiło się niebezpiecznie, to za sprawą tej dwójki. Daje to nadzieję, że jeśli dołożą nieco precyzji, a do tego naturalnie dojdzie jeszcze lepsze porozumienie, to Brazylijczyk może być dla Piątka nowym Christianem Kouame, z którym tak dobrze współpracowało mu się w Genoi.

Na grę Herthy wciąż jednak patrzy się przykro. Stworzone okazje można policzyć na palcach jednej ręki, w przeciwieństwie do całej masy niecelnych dośrodkowań. Przez większość meczu z najsłabszym zespołem w Bundeslidze do tego sprowadzał się pomysł gości z Berlina: do długiej piłki na napastników albo wkopnięcia w pole karne. Piątek przepychał się z obrońcami, gonił te podania, ale korzyści z tego nie było. A gdy już jedno z kilkunastu dośrodkowań było dobre, Polak zawiódł. Miał idealną szasnę - stoperzy na chwilę o nim zapomnieli, a on ustawiony na wprost bramki musiał tylko dobrze dołożyć głowę do mocno dośrodkowanej piłki. Nie trafił w bramkę. Piłka przeleciała kilka centymetrów obok słupka.

Krzysztof Piątek miał udział przy zdobyciu zwycięskiej bramki

Na początku meczu Piątek rzadko otrzymywał piłkę. Kolejne minuty upływały, a on cofał się głębiej, by pomóc w rozegraniu. Pomysł był dobry, ale gdy Hertha nieco przyspieszała, zaczynała grać z pierwszej piłki, w oczy rzucała się nie najlepsza technika Polaka. Tu piłka odskoczyła, tam przeszła obok nogi partnera. Tak było w Milanie, tak jest też w Herthcie.

Na początku drugiej połowy Paderborn wyrównał: Dennis Srbeny uderzył z linii końcowej, niemal z zerowego konta, a Rune Jarstein, bramkarz Herthy niefortunnie wbił piłkę do własnej bramki. Błąd i utrata prowadzenia zmobilizowała jego kolegów: wreszcie ruszyli odważniej, kilka razy uderzyli z dystansu, znakomitą szansę zmarnował Cunha. Aż wreszcie w 67. minucie Piątek dopadł do odbitej przez bramkarza piłki, by dobić strzał z dystansu, ale i z jego uderzeniem Leopold Zingerle sobie poradził. Jeszcze raz odbił piłkę przed siebie, a Piątek wykorzystał zamieszanie w polu karnym i nieco przypadkowo zgrał ją do Cunhi. 20-latek uderzył po brazylijsku - piątą, jak w futsalu, który uwielbia. Jamilu Colins, stojący na linii bramkowej obrońca gospodarzy jeszcze trącił piłkę i dlatego uznano, że trafienie było samobójcze.

Hertha zdołała wygrać 2:1, ale progres w jej grze jest minimalny. Piątkowi w duecie z Cunhą gra się lepiej - widać to już po pierwszym meczu - ale obaj mają jeszcze sporo do nadrobienia. Na końcu zawsze czegoś im brakowało: celniejszego podania, lepszego ustawienia albo zrozumienia. Momentami biegali w to samo miejsce, podawali sobie pod nogi zamiast na dobieg. To jednak kwestia zgrania. Chęci widać. Kolejny mecz zagrają 22 lutego. Rywalem będzie FC Koeln.