Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Honorowy prezes Eintrachtu stracił tytuł. Służył w SS, jego historia była splamiona

Eintracht Frankfurt pozbawił tytułu swojego honorowego prezesa po tym jak wyszło, że służył w SS i Waffen SS. Obecny prezes, Peter Fischer jest w tych sprawach radykalny - dwa lata temu obiecał zakazać członkostwa w klubie każdemu kibicowi, który poprze skrajnie prawicową Alternatywę dla Niemiec. Swoje legendy ma też prześwietlić Niemiecki Związek Piłki Nożnej.

- Ktokolwiek wybiera AfD, partię, w której występują rasistowskie i dyskryminacyjne tendencje, nie może być członkiem Eintrachtu Frankfurt. Kiedy ktoś dołącza do stowarzyszenia, zgadza się szanować nasze zasady i żyć zgodnie z naszymi wartościami: bez dyskryminacji, bez rasizmu i bez antysemityzmu - mówił Fischer w styczniu 2018 roku podczas zebrania członków klubu. W wywiadach apelował do innych niemieckich klubów o podobną postawę wobec Alternatywy dla Niemiec. Odpowiedzieli prezesi HSV, Werderu Brema, VFL Bochum i też zaczęli wykluczać ze stowarzyszeń kibiców popierających tę partię.

Skandaliczne zachowanie piłkarza w Bundeslidze. Zaatakował trenera rywali

Zobacz wideo

Na początku tego roku Fischer zaskoczył po raz kolejny. Ogłosił, że odbiera tytuł honorowego prezesa Eintrachtu zmarłemu 32 lata temu Rudolfowi Gramlichowi, za którego kadencji klub wywalczył jedyne mistrzostwo Niemiec w historii. Jego prywatna historia była jednak splamiona. Dziennik Bild jako pierwszy w 2018 roku napisał, że Gramlich należał do powstałego w Krakowie 8. pułku Totenkopfregiment SS, a za wspieranie NSDAP dostał firmę po żydowskich kupcach zamordowanych przez nazistów. Oskarżenia dziennika wobec legendy klubu były poważne, więc Fischer zlecił niezależnemu instytutowi zajmującemu się wyjaśnianiem takich spraw, sprawdzenie jej i zgromadzenie dowodów. Trwało to ponad rok, ale oskarżenia Bilda się potwierdziły. - Nie szczędziliśmy pieniędzy ani wysiłku, żeby mieć pewność. Zleciliśmy zbadanie tej sprawy Fritz Bauer Institute i dziś nie mamy żadnych wątpliwości. Jest to część procesu radzenia sobie z własną przeszłością - powiedział Fischer. - Honorowy prezydent musi być moralnym i etycznym wzorem do naśladowania niezależnie od osiągnięć sportowych - dodał.

Futbol ze swastyką

Gramlich był piłkarzem. Dobrym - ponad dwieście razy zagrał dla Eintrachtu, 22 razy reprezentował Trzecią Rzeszę. Uczestniczył w mistrzostwach świata w 1934 i zorganizowanych przez Hitlera igrzyskach olimpijskich w 1936. Po tej imprezie zakończył reprezentacyjną karierę, a trzy lata później definitywnie przestał grać. Od razu został prezesem Eintrachtu. Pomógł mu status legendy i liczne znajomości, również w NSDAP. - Z wielką aprobatą przyjął gwałtowne objęcie władzy przez narodowych socjalistów - mówił Fischer podczas zgromadzenia. W 1939 roku, Gramlich wstąpił do pułku Waffen SS i otrzymał numer członkowski 312300.

Po zakończeniu wojny był podejrzewany przez amerykańskie władze o udział w zbrodniach wojennych. Jako członek SS i Waffen SS został automatycznie internowany i zamknięty w areszcie. Ale w 1947 roku ze względu na brak dowodów i w oparciu o zeznania innych członków SS zakwalifikowanego go jako mniej obciążonego winą. Gramlich został zwolniony z aresztu po tym jak zdecydował się uiścić opłatę pojednawczą - 5 tys. marek. - Teraz wiemy, że kierował klubem tak, jak chciał tego reżim. Wiemy o jego członkostwie w SS i NSDAP, dwóch organizacjach przestępczych i wiemy o jego działaniach na okupowanych terenach - wyliczał Fischer. Z raportu przygotowanego przez Instytut Fritza Bauera wynika, że Gramlich "zintegrował się z systemem nazistowskim na różne sposoby, czerpał z niego korzyści i uczestniczył w jego praktykach”.

Zaraz po zwolnieniu zatuszował nieliczne dowody i rozpoczął zawrotną karierę działacza: w 1949 roku został przewodniczącym komisji ds. gier w Eintrachcie Frankfurt, a już rok później awansował na wiceprezesa klubu. W kolejnych wyborach to on przejął władzę i prezesem był przez piętnaście lat. To były najlepsze lata w historii Eintrachtu. W 1959 roku jego piłkarze wywalczyli jedyne w historii mistrzostwo Niemiec, rok później awansowali do finału Pucharu Mistrzów z Realem Madryt, a w 1967 roku zdobyli Puchar Intertoto. Gramlich poszedł dalej - do Niemieckiego Związku Piłki Nożnej, gdzie przez sześć lat kierował komitetem Bundesligi. Wtedy Eintracht mianował go honorowym kapitanem i honorowym prezesem klubu. A gdy odchodził na emeryturę, DFB przyznał mu Srebrną i Złotą Odznakę Honorową i również mianował honorowym członkiem. Podobnie jak Eintracht ma mu te tytuły w najbliższym czasie odebrać. A przy okazji sprawdzić też przeszłość Felixa Linnemanna, prezesa związku w latach 1925-1945. "Mówi się, że jako szef kontroli policji kryminalnej w Hanowerze brał udział w selekcji Romów, którzy mieli zostać wywiezieni do obozów zagłady. Przez jego decyzję mogło tam trafić i zginąć kilkaset osób" - pisze Bild.

Z nazistami współpracował też jeden z najwybitniejszych trenerów w historii niemieckiej piłki. Sepp Herberger wstąpił do NSDAP kilka miesięcy po dojściu do władzy Adolfa Hitlera. Pomogło mu to awansować na selekcjonera. I chociaż nie obnosił się ze swoimi poglądami, to ze względu na udział w propagandowym filmie "Wielka gra", w którym używa nazistowskiego pozdrowienia, już na zawsze będzie symbolem działania nazistowskiej propagandy w świecie futbolu. DFB od wielu lat spotykało się z zarzutami, że honoruje byłych nazistów. Związek zlecił nawet uczonym z uniwersytetu w Moguncji zbadanie tego tematu. Efektem było powstanie książki "Futbol ze swastyką", w którym przeanalizowano, że większość osób pracujących wówczas dla związku nie popierała nazistów z przekonania. Raczej szukali w tym interesu,

Peter Fischer przykładem

- Rozwiązanie sprawy Gramlicha przyszło w bardzo ważnym momencie - analizują niemieckie media. "Rasiści i antysemici coraz odważniej rozpowszechniają swoje ohydne ideologie wśród innych kibiców" - pisze Deutsche Welle. "W historii Gramlicha była druga szansa, którą Eintracht znakomicie wykorzystał" - dodaje Bild. Niemieckie media liczą, że być może Fischerowi uda się rozpocząć falę rozliczania się klubów z przeszłością. Dobrym sygnałem jest to, że w ślad za nim poszedł już niemiecki związek, więc presja na kolejnych prezesach klubów, by prześwietlili pomnikowe postaci z tamtych lat, będzie coraz większa. Media pilnują tej sprawy, licząc na podobny zryw jak przy okazji organizowanego w Niemczech mundialu. Wtedy kluby z Bundesligi publikowały książki o powiązaniach z nazizmem. Borussia Dortmund w 2005 roku wydała "BVB w erze nazistowskiej". Rok później to samo zrobiło Schalke: "Między niebieskim a białym jest szary". Była też publikacja Eintrachtu: "Byliśmy Juddebube" i Herthy: "Hertha pod swastyką". Poza tym, każdego roku DFB honoruje inicjatywy skierowane przeciwko antysemityzmowi i rasizmowi. Swoje nagrody przyznaje też Niemiecka Akademia Kultury Piłkarskiej i fundacja "Nigdy więcej!", a 27 stycznia obchodzony jest Dzień Pamięci o sportowcach, którzy zostali pozbawieni praw obywatelskich, wysiedleni lub zamordowani przez narodowych socjalistów. - Wciąż jednak można robić więcej - pisze Deutsche Welle.

I Fischer, prezes Eintrachtu, robi. Ostatnio wziął udział w konferencji zatytułowanej "Odpowiedzialność społeczna: czy sportowi grozi utrata wartości?". Mówił: "Myślę, że nie do końca chodzi o utratę wartości, a o ich wyraźne formułowanie. Myślę, że w sporcie wciąż jest wiele pięknych wartości, idei, ale muszą być lepiej eksponowane". Apelował do prezesów innych klubów: "Potrzeba nam więcej wyraźnych głosów przeciwko niedopuszczalnym zachowaniom na trybunach czy w internecie. Możemy to robić na konferencjach prasowych. Przecież mamy je co chwilę. Nie potrzeba do tego szalonych środków, góry pieniędzy. Na początek wystarczy wyjść i o tym wszystkim mówić". - Nie potrafię odpowiedzieć, dlaczego jeszcze tego nie robimy. Czasami jestem zirytowany - przyznał.

Stwierdził też, że prezes Schalke, Clemens Toennies powinien podać się do dymisji. To dlatego, że latem podczas konferencji klimatycznej, jako rozwiązanie kryzysu podał wybudowanie dwudziestu elektrowni w Afryce, by "Afrykanie przestali wycinać drzewa i produkować dzieci, kiedy jest ciemno". Nawet kibice jego klubu podczas następnego meczu symbolicznie pokazali mu czerwone kartki. Żadne konsekwencje nie zostały jednak wyciągnięte. - To co powiedział, było niewypowiedzialne. Sądzę, że nie jest rasistą i nigdy więcej się to nie zdarzy, ale spodziewałem się, że jako odnoszący sukcesy biznesmen i inteligentny szef, będzie gotowy ponieść konsekwencje i po prostu ustąpi ze stanowiska - komentował Fischer. Przy okazji  apelował do Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, by odszedł od wprowadzonej zasady, która nie pozwala sportowcom na polityczne wyrażanie siebie.