Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Idealny sojusznik Krzysztofa Piątka. Hoeness drwił z Klinsmanna: W takim razie jestem Matką Teresą

Juergen Klinsmann, trener Krzysztofa Piątka w Hercie Berlin, zna tylko dwie opcje: wóz albo przewóz. Tam, gdzie przychodzi, gwarantowane są tylko rewolucje, starcia samców alfa i przerost zatrudnienia. A efekt? Czasem piękna bajka, czasem katastrofa. Ale dla napastnika w kryzysie Klinsmann może być sojusznikiem idealnym. We wtorek o 20:45 Schalke-Hertha w Pucharze Niemiec.

Z Juergenem Klinsmannem zawsze było, jest, i już pewnie będzie tak, jak z parą szałowych i bardzo niewygodnych butów. Możesz liczyć na to, że się dzięki nim poczujesz jak milion dolarów. Ale nie możesz liczyć na to, że się rozchodzą, albo że kiedykolwiek będą w przecenie. Od lat Klinsmann Niemców zachwyca, uwiera, zaraża entuzjazmem i doprowadza do szału. Im większa presja, żeby się w czymś ugiął, tym bardziej jest bezkompromisowy. Reprezentację wyprowadził z wizerunkowego kryzysu, zdobył z nią medal mundialu 2006 i bez żadnej przesady można napisać, że odnowił niemiecki futbol, wpuścił do niego młodość, nowoczesność i ładną grę. To było tak cenne, że Niemcy bardziej się cieszyli z trzeciego miejsca w mundialu u siebie, niż z drugiego miejsca cztery lata wcześniej w mundialu w Korei i Japonii.

To Klinsmann wymyślił i przekonał niemiecki związek piłkarski do zrobienia przyspieszonych kursów trenerskich dla wybitnych piłkarzy kadry. On wyrwał niemiecką szkołę trenerską z rąk weteranów, a reprezentację spod władzy działaczy i oddał ją w ręce swojego kolegi z boiska Olivera Bierhoffa, który jest menedżerem kadry do dziś. On wprowadził do wielkiej piłki Joachima Loewa, biorąc go na swojego asystenta, choć znali się tylko z trenerskiego kursu. On miał w sztabie młodego Hansiego Flicka, dziś trenera Bayernu. Miał niesamowite wyczucie do ludzi, którzy zostali w niemieckiej piłce na lata.

Tłum krzyczał do Klinsmanna „Go home!”. Jak do obcego. Bo on nigdy nie był do końca swój

W kadrze udało mu się zrobić to, co sobie wymarzył. Ale Bayern i siebie w 2009 roku ośmieszył. Doprowadził do takiej zapaści, że nawet awans do Ligi Mistrzów przestał być w pewnym momencie oczywistością. I po porażce zrobił to samo, co po sukcesie w 2006: odleciał do Kalifornii, gdzie od lat mieszka ze swoją amerykańską żoną Debbie, gdzie się zaraża pomysłami na unowocześnienie futbolu i poznaje ludzi, z którymi chce potem działać.  Tam zaprzyjaźnił się np. z Billym Beanem, tym od bejsbolowej rewolucji Moneyball, i gdy przyleciał z Kalifornii trenować Niemców, ściągnął ze sobą taki sztab naukowców i specjalistów, jakiego niemiecki futbol jeszcze nie widział.

Gdy jego Bayern przegrał wiosną 2009 1:5 z Wolfsburgiem, a potem 0:4 z Barceloną („Jesteśmy dumnym klubem, dziś ta duma została zdeptana” – mówił wtedy w Barcelonie Karl-Heinz Rummenigge), jeden z kibiców przyszedł na trybuny z wielkim wymalowanym biletem dla Klinsmanna na lot do Kalifornii. A tłum krzyczał „Go home!”. Jak do obcego.  Bo Klinsmann nigdy nie był do końca swój. Choć się urodził w Szwabii, dwie godziny jazdy od Monachium. Klinsmann piłkarz wygrał z reprezentacją Niemiec wszystko co było do wygrania, był kapitanem mistrzów Europy 1996, ale często dawał do zrozumienia, że on chce być tym innym Niemcem, że go siermiężność kojarząca się z tym, co niemieckie, nie dotyczy. Że jeśli symbolem niemieckiej piłki ma być ktoś tak głośny i przaśny jak Lothar Matthaeus, to on się takiego symbolu wstydzi.

Gdy już stał się pierwszoplanową postacią kadry, zrobił wszystko żeby wynoszącego informacje do prasy Matthaeusa odsunąć na bok. A Matthaeus rewanżował się złośliwościami i nazywał Klinsmanna „Flipperem”, bo ponoć tak mu odskakiwała piłka, gdy grali w dziadka. Ale w strzeleniu 274 goli w profesjonalnej karierze mu to nie przeszkodziło.

Zobacz gol Lewandowskiego przeciwko Hercie [WIDEO]

Klinsmann, „najfajniejsze blondwłose zjawisko z Niemiec od czasu Marleny Dietrich”

Klinsmann lepiej się odnajdywał poza Niemcami. Gdy przychodził do Tottenhamu, witano go tam podejrzliwie, jako nurka wymuszającego rzuty karne, a bulwarowa prasa ogrywała na nim antyniemieckie stereotypy.  Gdy odjeżdżał, „The Observer” napisał, że był „najfajniejszym jasnowłosym zjawiskiem z Niemiec od czasu Marleny Dietrich”. Na treningi przyjeżdżał starym volkswagenem garbusem, opowiadał w wywiadach o ekologii. I grał tak, że go wybrali piłkarzem roku w Premier League. Był też piłkarzem roku w Niemczech, został ulubieńcem kibiców Interu Mediolan. Również dlatego, że szybko zaczął mówić po włosku i do dziś o liderach swoich drużyn mówi  per„capitano”, a do Philippa Lahma wołał „Paolo”, od Maldiniego.

Na koniec kariery zdążył jeszcze zagrać w Sampdorii Genua i zachował słabość do wszystkiego co włoskie. Może i to miało znaczenie, gdy w zimowym okienku transferowym decydował, kto ma być polisą Herthy na strzelanie goli. Wybór padł na Krzysztofa Piątka. Przed Polakiem teraz kluczowe tygodnie. Bo z Klinsmannem jest tak, że gdy się do kogoś przekona, to będzie przy nim trwał do końca. A gdy coś na początku nie zagra, to może nie być drugiej szansy. Wszędzie gdzie przychodził, zaczynał od ostrych cięć. Gdy obejmował reprezentację w 2004 roku, robił to dwa tygodnie po wywiadzie, w którym ogłosił, że właściwie w niemieckiej piłce trzeba by wywrócić stolik i zacząć wszystko od nowa. I wywrócił. Pozbył się z kadry trenera bramkarzy, legendarnego Seppa Maiera, i wprowadził na jego miejsce Andreasa Koepke. Odsunął na boczny tok Olivera Kahna, a do bramki wstawił Jensa Lehmanna. Ignorował najlepszego wówczas obrońcę Bundesligi Christiana Woernsa, bo chciał obronę poukładać od nowa. W Hercie jest niedługo, a już zdążył zmienić trenera bramkarzy i pozbawić złudzeń Ondreja Dudę, w tej samej kolejce stoją jeszcze niedawni liderzy drużyny, Salomon Kalou i Vedad Ibisević. Gdy Klinsmann nie widzi dla kogoś miejsca w swoich planach, zaczyna go traktować jak powietrze.

Klinsmann w Bayernie: rekordowo wielki sztab i ani jednego dnia na czele Bundesligi

Od ponad dziesięciu lat, od klęski w Bayernie aż do listopada 2019, gdy na trenera wziął go nowy udziałowiec Herthy Berlin Lars Windhorst, nikt Klinsmanna w Niemczech nie zatrudniał właśnie z tego powodu: że nie da się go ułożyć po swojemu. To ty grasz na warunkach Klinsmanna, a nie Klinsmann na twoich. Nawet jeśli jesteś niemieckim związkiem piłkarskim i na dwa lata przed mundialem u siebie oddajesz reprezentację kraju Klinsmannowi, który nie ma jeszcze żadnego doświadczenia trenerskiego, jak to się zdarzyło w 2004 roku. Nawet jeśli jesteś Bayernem Monachium i Ulim Hoenessem. Możesz najwyżej po fakcie, tłumacząc się z klęski, zrzucić całą winę na Klinsmanna. Tak jak to zrobił Bayern w 2009, gdy dobiegły końca 302 dni tego fatalnie dobranego związku. Podczas tych 302 dni Bayern miał rekordowo wielki sztab, ale ani razu nie był liderem Bundesligi. I zwolnił Klinsmanna przed końcem sezonu, sprowadzając w roli ratownika Juppa Heynckesa.

Hoeness jeszcze przez lata drwił z Klinsmanna, jego kosztownej rewolucji w klubie, jego unowocześniania dla samego unowocześniania. – Wydaliśmy dziesiątki tysięcy euro na superkomputery, żeby mógł piłkarzom robić długie prezentacje, jak mają grać. Jupp Heynckes załatwia te sprawy tablicą i pięcioma pisakami za 2,50 euro sztuka – mówił Hoeness. I kpił z tych, którzy Klinsmanna nazywali Barackiem Obamą niemieckiej piłki. – To ja w takim razie jestem Matką Teresą – mówił. Ale jednak to on, szczwany lis, dał sobie wcisnąć te wszystkie nowinki technologiczne, kursy gotowania dla żon piłkarzy i meksykańskiego asystenta Martina Vasqueza, którego wcześniej nikt w Niemczech nie znał.

Klinsmann, trenerska zagadka. Jest tylko wielkim motywatorem, a na zajęciach z taktyki nie uważał?

W 1995 roku Klinsmann piłkarz, wracający do Bundesligi po złotych latach w Tottenhamie, wysłał do Ulego Hoenessa swojego szwajcarskiego prawnika Andre Grossa, żeby mu w kontrakcie wywalczył gwarancję gry w pierwszym składzie Bayernu. Hoeness się wściekł, groził prawnikowi zakazem wstępu do klubu, mówił że nie chce nigdy więcej negocjować z gościem, który „po pięciu minutach proponuje ci przejście na „ty”, ale po dziesięciu szarpie cię za fraki zza stołu”. Bayern nigdy nie potwierdził, że zgodził się na taki zapis. Ale Klinsmann przez dwa sezony w Bayernie nigdy nie zaczynał meczu na ławce, a zdjęty kiedyś z boiska przez Giovanniego Trapattoniego kopnął stojącą przy boisku reklamę baterii, robiąc w niej dziurę (reklama stoi dziś w muzeum Bayernu).

Nie był to szczęśliwy związek, mimo wielu strzelonych przez Klinsmanna goli, cały czas coś zgrzytało między nim a klubem, między nim a Trapattonim, między nim a jego serdecznym wrogiem Lotharem Matthaeusem. Potem, gdy Klinsmann przygotowywał kadrę do mundialu 2006, Hoeness pouczał go publicznie, że powinien wrócić do Niemiec na stałe, a nie „tańcować sobie w Kalifornii, zostawiając nas z codziennym gównem”. Ale w 2007 prawnik Andre Gross zaczął się znów pojawiać przy stole w siedzibie Bayernu, a od lata 2008 Klinsmann został tam trenerem. Ten entuzjazm, który Klinsmann  tchnął w niemiecki futbol reprezentacyjny, okazał się pokusą nie do odparcia. Ale w Bayernie nie wystarczył. W reprezentacji USA, którą Klinsmann prowadził po odejściu z Bayernu, to początkowo działało, ale też się  po pewnym czasie wypaliło. Klinsmann po tylu latach nadal pozostaje trenerską zagadką. Z etykietką wielkiego motywatora, który nie uważał na zajęciach z taktyki.

Czego Klinsmann oczekuje od Piątka? „Klasowy napastnik musi mieć co najmniej pięćdziesięcioprocentową skuteczność”

Jeśli Bayern miał do Klinsmanna dwa podejścia i na obu się sparzył, to kto może liczyć, że się nie sparzy? Tylko ktoś kto nie chce rywalizować z Klinsmannem o władzę w klubie, ale mu tę władzę oddać, bo sam nie zna się na piłce. Tak jak Lars Windhorst w Hercie. Początkowo miał Klinsmanna zrobić kierownikiem projektu „Wielka Hertha” z fotela w radzie nadzorczej, ale z drużyną było tak źle, że na razie posadził go na ławce trenerskiej. Niby tymczasowo, do końca sezonu, ale jeśli Klinsmann będzie miał wyniki?

Już przebudowuje Herthę na swoją amerykańską modłę. Arne Friedrich, obrońca z jego reprezentacji Niemiec, wieloletni piłkarz Herthy i miłośnik Kalifornii, gdzie ma jeden z domów, został performance managerem Herthy. Czyli łącznikiem między drużyną a sztabem. Swojego asystenta Alexandra Nouriego, z doświadczeniem w pracy w Werderze i Ingolstadt, Klinsmann też poznał w Kalifornii.  A na specjalistę od przygotowania fizycznego wybrał Wernera Leutharda, który pracował w królem fitness futbolu, Felixem Magathem, a niedawno pracował w Eintrachcie Frankfurt i odszedł ze świetnymi referencjami. A przygotowanie fizyczne jest w modelu pracy Klinsmanna tak samo ważne jak entuzjazm i wszystkie podręczniki pozytywnego myślenia.

Nie ma jednak takich podręczników, które przekonałyby do pozytywnego myślenia o ofensywnej sile Herthy w tym sezonie. To jest na dziś najpilniejsze zadanie Klinsmanna, a w centrum tego planu stoi Krzysztof Piątek. Trener sam narzucił motto obecnego sezonu: „punktować, byle jak”. Nastawia drużynę na obronę, z przodu potrzebuje kogoś skutecznego, bo napastnik raczej nie będzie rozpieszczany podaniami.

Krzysztof Piątek "jest jak kawałek czekolady dla zgłodniałych"

„W tym dietetycznym futbolu Klinsmanna, skupionym na obronie, Piątek jest jak kawałek czekolady dla zgłodniałych: poprawia nastrój” – napisała po 0:0 z Schalke w debiucie Piątka komentatorka „Sueddeutsche Zeitung”. Ale dodała, że od takiego kawałka czekolady nikt jeszcze nie przytył. Poprawa nastroju to jedno, ale trzeba też poprawić dorobek bramkowy. – Mówię piłkarzom: napastnik światowej klasy musi mieć 50 procentową skuteczność. Co drugi strzał musi wpaść – mówi Klinsmann. I choć treningów na co dzień nie prowadzi, zostawiając to asystentom, to dla zajęć z napastnikami robi wyjątek. Nie wymaga od nich wielkich wyczynów w rozegraniu piłki. Mają być aktywni, wybiegać w meczu swój kilometraż, być agresywni, gdy rywal ma piłkę. I trafiać. To jest w teorii firmowy zestaw Krzysztofa Piątka. I już zaczęło się odliczanie, by to jak najszybciej zamienić w praktykę.

Więcej o:
Komentarze (5)
Idealny sojusznik Krzysztofa Piątka. Hoeness drwił z Klinsmanna: W takim razie jestem Matką Teresą
Zaloguj się
  • luksusowy_jacht

    Oceniono 3 razy 3

    Jak zwykle ciekawy artykuł Panie Pawle. Dodam jeszcze, że styl Klinsmanna bardzo przypominał Piątka. Taki lis pola karnego. Lewa, prawa noga, główka, tu dobiję tam dołoży nogę. Z dystansu raczej nie strzeli, w drybling też nie pójdzie, ale koniec końców to kilkanaście brameczek nastrzela.

  • kristofoser

    Oceniono 3 razy 1

    1. z Herthy nigdy nie będzie klasowy zespół
    2. Klinsmann nic tam nie wskóra, za rok go tam nie będzie.
    3. już wkrótce Piątek będzie "największym niewypałem transferowym" w historii Herthy (najpóźniej na jesieni tego roku).

  • koenzymq10

    0

    i po klinsmannie...jak przewidywalem, gufno poszlo szybko,ale fetor sie bedzie dluuugo ciagnal. teraz klinsiemu zostana juz tylko naiwne Chiñczyki.

  • bigosmiszcz

    Oceniono 3 razy -3

    Piątek się skończył.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX