0 22:27 sędzia Harm Osmers zakończył mecz otwarcia nowego sezonu Bundesligi, a już kilka minut później z szatni Bayernu wyszedł wyraźnie sfrustrowany Renato Sanches. – Nie spodziewałem się, że usiądę w tym meczu na ławce rezerwowych, ale taka była decyzja trenera – zaczął swoją wypowiedź reprezentant Portugalii. – Nie jestem zły, ale taka sytuacja nie jest dla mnie dobra, bo drugi rok z rzędu dzieje się to samo. Nie pozwolili mi odejść, a pięć minut gry to dla mnie za mało – powiedział. A gdy dziennikarze zapytali go wprost, czy chce odejść z klubu, odpowiedział stanowczo: - Tak.
Na te słowa zareagowali już wszyscy najważniejsi przedstawiciele klubu. Według "Bilda" Niko Kovac był wściekły, a Sanches musiał zapłacić 10 tysięcy euro kary. Karl-Heinz Rummenigge stwierdził za to, że "takie skarżenie się po pierwszym czy drugim meczu nie jest właściwe. Nie sprzedamy go, więc lepiej, żeby się uspokoił".
Jednak dyrektor sportowy Hasan Salihamidzić wypowiedział się w nieco innym tonie, nie wykluczając sprzedaży piłkarza. - Sanches zagrał w trzech meczach na początku sezonu, więc nie rozumiem jego oświadczenia. Będziemy trzymać wszystkie opcje otwarte na rynku transferowym do 2 września i wtedy zobaczymy. Nie chcę mówić nic więcej - stwierdził Salihamidzić. Po chwili dodał, że "jest zadowolony z piłkarzy, jakich sprowadził Bayern".