Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Lucien Favre i Borussia Dortmund zachwycają. Jeden z najbardziej nieobliczalnych trenerów

- Lucien Favre ma wrażliwą duszę. Gdy cokolwiek pójdzie źle, nie umie ukryć rozpaczy i melancholii - pisała o Szwajcarze "Suddeutsche Zeitung". Borussia Dortmund Favre'a zachwyca, ale nie sposób uciec od pytania, które prześladuje tego szkoleniowca od dawna: co się stanie, gdy coś zacznie się psuć?

To trener, który trenuje. Rozwija umiejętności piłkarzy. Niby oczywiste, ale czasem to jest w cieniu rozmów o transferach i strategiach. U Luciena Favre'a nie jest. Trening jest szkołą, a on nauczycielem. - Największe możliwości rozwoju leżą w wyszkoleniu technicznym. Zbyt wiele klubów nie pracuje nad tym elementem. Nie każdy piłkarz umie kontrolować piłkę w pełnym biegu, by potem dokładnie dograć długą piłkę. Jeśli opanujesz te umiejętności, przeciwnik będzie przytłoczony. Nowoczesny piłkarz powinien być obunożny, to tu tkwią największe rezerwy - stwierdził w rozmowie z magazynem "Socrates" Favre.

Liga Europy. Tomasz Kędziora strzelił gola Rennes! Fantastyczne trafienie z dystansu [WIDEO]

Polska piłka ma dług wdzięczności

Dlatego też od początku swojej kariery skupiał się na rozwijaniu młodych piłkarzy. W FC Zurych przez jego drużynę przewinęli się Blerim Dżemaili, Steve von Bergen czy Gokhan Inler. Zdobył dwa mistrzostwa Szwajcarii ze składem o średniej wieku 21,5. Opaskę kapitana dał 19-letniemu wówczas Dżemailemu. Wiele zawdzięcza mu również reprezentacja Niemiec. To on prowadząc Borussię Moenchengladbach nie bał się postawić na 18-letniego Marca-Andre ter Stegena, dziś jednego z najlepszych bramkarzy na świecie. To pod jego okiem Marco Reus wyrósł na gwiazdę, potem do tego grona dołączyli Granit Xhaka, Christoph Kramer czy Mahmoud Dahoud. Polska piłka też ma u niego dług wdzięczności. W Hercie Berlin dostrzegł, że Łukasz Piszczek może nie będzie wybitnym napastnikiem, ale za to ma wielką przyszłość jako prawy obrońca.

Robert Lewandowski i Krzysztof Piątek łączeni z Realem Madryt

Borussia "Barcelona" Moenchengladbach

Trzykrotnie zostawał trenerem roku w Bundeslidze. W Hercie wyrównał najlepszy wynik klubu od 1999 roku - zajął czwarte miejsce, do trzeciego zabrakło punktu. To, co zrobił z Borussią Moenchengladbach, zasługuje na jeszcze większe uznanie. "Źrebaki" na 12 kolejek przed końcem miały siedem punktów straty do bezpiecznej strefy. Wtedy do gry wszedł Favre i utrzymał zespół po barażach. Rok później świętowali czwarte miejsce - a potem ósme, szóste i trzecie. Mimo że tracili piłkarzy pokroju Marco Reusa czy Dante.

- Założenie, że zespół musi stawać się lepszy każdego sezonu, jest według mnie fundamentalnie błędne - mówił Favre w rozmowie ze "Spieglem" odnosząc się do tego, że słabsze zespoły tracą swoje gwiazdy. Jego Gladbach mierzyło się z podobnymi problemami, ale nazywano je "Borussia Barcelona" ze względu na efektowny styl gry. Dodatkowo Favre tak jak Pep Guardiola analizuje mecze cały czas i zwraca uwagę na najmniejsze detale. Radzi swoim piłkarzom, by patrzyli choćby na ułożenie nogi przeciwnika. Sam skupia się jedynie na tym, co może kontrolować. Dzięki temu nie traci czasu i nerwów na sędziów albo narzekanie na brak transferów.

Zapytany o to, ile godzin dziennie pracuje, stwierdził, że nie wie - bo praca jest jego życiem i gdyby zaczął liczyć czas, to by oznaczało, że jest nią znudzony. Jego idolem jest Johan Cruyff, w 1993 roku spędził dwa tygodnie w prowadzonej przez niego Barcelonie i podpatrywał jego drużynę. - Na treningu zawsze jest bardzo skrupulatny, co potem widać w trakcie meczu. Jest wśród czołowych trenerów, rozwija swoje zespoły - ocenił Szwajcara Uli Hoeness, prezes Bayernu Monachium.

Legia Warszawa. Dariusz Mioduski podjął decyzję o dofinansowaniu klubu z własnych środków

Oszukuje system

Daniel Kahneman, laureat nagrody Nobla z ekonomii i psycholog, zebrał 188 błędów poznawczych. Wiele z nich zdarza się również w futbolu. Najczęstszy to ocenianie pracy wyłącznie na podstawie wyników. Często istnieje rozdźwięk między występem, a wynikiem. Dobrym sposobem na zmierzenie jakości występu jest statystyka "expected goals" (xG). Bierze ona pod uwagę nie tylko liczbę strzałów, ale również ich jakość. Istnieje większe prawdopodobieństwo zdobycia bramki po uderzeniu z trzech metrów do pustej bramki niż po strzale z 30 metrów.

Długoterminowo - np. w skali sezonu - to znakomity miernik gry zespołu. Można przegrać trzy spotkania z rzędu, ale jeśli regularnie tworzysz więcej lepszych okazji niż twój rywal, to nie ma powodu do paniki - pech minie, a dobre wyniki przyjdą.

Najlepszym przykładem jest Borussia Dortmund z ostatniego sezonu Juergena Kloppa (2014/15). Zimę spędziła na miejscu spadkowym z minusowym bilansem goli i 15 punktami na koncie. Wszyscy wiedzieli, że coś jest nie tak, bo BVB nie grało jak spadkowicz - w wielu elementach gry przypominała drużynę z poprzednich lat. Brakowało "tylko" wyników. Analitycy wyliczyli, że tak naprawdę Borussia "zasługiwała" na 30 punktów i grała na takim samym poziomie co drugi VFL Wolfsburg i trzeci Bayer Leverkusen. Zmarnowane sytuacje bramkowe i szczęście rywali doprowadziły do jednej z największych zapaści ostatnich lat. Borussia ostatecznie wróciła na odpowiednie tory - grając bardzo podobnie zachwycała w rundzie rewanżowej i awansowała do pucharów.

W ostatnich latach w systemie xG znalazły się tylko dwie powtarzające się anomalie. To Borussia Moenchengladbach i Nice, dwa ostatnie kluby Szwajcara. Oba jako jedyne regularnie ośmieszały ten system. Strzelały więcej goli niż powinny i traciły mniej niż powinny. Gdy Favre sensacyjnie wskoczył z Niceą na podium Ligue 1 okazało się, że jego ekipa według systemu xG mogła skończyć nawet na 15. miejscu. Nicea strzeliła 12 goli więcej niż powinna i straciła aż o 25 mniej. Podobnie było w Gladbach.

Analitycy piłkarscy przez lata zastanawiali się, jaki jest fenomen drużyn Favre'a. Poświęcono im wiele artykułów i analiz. Główne wnioski są spójne. Gladbach i Nice broniły bardzo nisko, nie naciskały na rywali, dopóki nie znaleźli się w okolicach pola karnego. Jeśli przeciwnik oddawał już strzał na bramkę, robił to pod ogromną presją. Jednocześnie - wbrew logice - po odbiorze piłki te ekipy nie przechodziły do kontrataków. Zamiast tego spokojnie rozgrywały piłkę - Gladbach w sezonie 2013/14 wymieniło najwięcej podań na własnej tercji boiska, co jest anomalią wśród czołowych drużyn - czekając na błędy rywala i otwierające się przestrzenie.

Analitycy w ten sposób znaleźli pewną lukę w modelu xG. Nie brał on pod uwagę presji wywieranej na strzelcu, to, ilu zawodników do niego doskakuje. System nie mógł poradzić sobie jedynie z ekipami Favre'a.

Reprezentacja Polski. Zbigniew Boniek nie godzi się na pomysł Jerzego Brzęczka

"Uczę drużyny wszystkich elementów, by potem móc użyć odpowiedniego"

Szwajcar obrał własną drogę. - Nie mogę uwierzyć w to, jak łatwo wywrzeć wpływ na ludzi. Niektórzy powtarzali, że "jeśli najlepsze drużyny stawiają na kontrataki, to my też powinniśmy tak grać". Gdy rok później mistrzostwo zdobędzie drużyna stawiająca na posiadanie piłki, nagle wszyscy będą starać się skopiować ten styl gry. Ja tak nie działam - tłumaczył Lucien Favre w rozmowie ze "Spieglem". - Pep Guardiola zwraca uwagę na posiadanie piłki, tak jak i ja. Ale posiadanie piłki dla samego jej posiadania nie interesuje mnie. By strzelić gola, potrzeba dużo ruchu bez piłki. Uczę drużynę wszystkich elementów, by potem użyć odpowiedniego w odpowiednim momencie.
Favre był na szczycie listy życzeń Borussii Dortmund już rok temu, ale Nice nie chciało oddać swojego trenera. Latem BVB zapłaciło za Szwajcara 3 mln euro. Kibice nie oczekiwali dokładnie takiego trenera. Chcieli kogoś takiego jak Juergen Klopp, charyzmatycznego szkoleniowca, gwarantującego "heavy metalową" piłkę. Dużo bardziej wycofanego Thomasa Tuchela nie wspominają z rozrzewnieniem mimo znakomitych wyników. Favre również nie jest "swój", nie chce być niczyim przyjacielem. Skupia się jedynie na pracy.

Krzysztof Piątek zagra w Niemczech? Borussia Dortmund dołączyła do grona zainteresowanych klubów

Powiew świeżego powietrza znowu przychodzi ze Szwajcarii

BVB straciło poprzedni rok z dwoma Peterami na ławce: Boszem i Stoegerem. Favre przyszedł po to, by klub wreszcie wrócił na ścieżkę rozwoju; w ostatnich czterech latach tylko raz został wicemistrzem Niemiec. "Rozwój" to słowo klucz. Nie chodzi tylko o klub, ale również o piłkarzy. 19-letni Dan-Axel Zagadou, 22-letni Abdou Diallo, 19-letni Achraf Hakimi, 20-letni Christian Pulisić, 20-letni Jacob Bruun Larsen - oni zaczęli zwycięski mecz z Atletico Madryt (4:0) w podstawowym składzie. Z ławki rezerwowych wsparli ich 22-letni Mahmoud Dahoud i 18-letni Jadon Sancho. W tym sezonie zachwycają zwłaszcza Bruun Larsen (trzy gole i dwie asysty w siedmiu meczach) oraz sprowadzony z Manchesteru City Sancho - w ciągu 12 spotkań przebywał na boisku 508 minut, co wystarczyło mu do zdobycia trzech bramek i zaliczenia ośmiu asyst. Pulisić jest znany kibicom już od dłuższego czasu, dlatego jego wyczyny nie robią już tak wielkiego wrażenia.

Favre wprowadza do BVB powiew świeżego powietrza i nadzieję na lepsze jutro. Szwajcarzy mają już w tym doświadczenie. Sukcesy niemieckiej piłki w ostatnich latach często miały wątek Szwajcarski. Bundesligę dobrobyt uśpił w latach 90., zamknęła się wtedy na nowe pomysły, nowe nazwiska. To co nowe, często pojawiało się u trenerów z pogranicza niemiecko-szwajcarskiego, lub trenerów którzy pracowali w Szwajcarii. Gdy Niemcy cały czas grali z libero, ich rodak Wolfgang Frank, powracając ze Szwajcarii, wprowadził na salony ustawienie 4-4-2, pressing i krycie przestrzeni, a nie poszczególnych piłkarzy. Zainspirował go wielki AC Milan Arrigo Sacchiego, a jego pracę podpatrywali tacy szkoleniowcy jak Joachim Loew czy Juergen Klopp. Klopp nazwał go wręcz swoim najważniejszym nauczycielem. Ottmar Hitzfeld również zaczynał karierę trenerską w Szwajcarii. Z Borussią Dortmund i Bayernem Monachium wygrał Ligę Mistrzów; bez niego Niemcy już tylko raz sięgnęli po to trofeum w ostatnich siedemnastu latach.

Przemiana reprezentacji Niemiec w ostatnich kilkunastu latach też dokonała się ze szwajcarskim udziałem. W kadrze Juergena Klinsmanna, a potem Joachima Loewa, szefem banku informacji, ale też konsultantem selekcjonerów był Szwajcar Urs Siegenthaler.  Tim Borowski, piłkarz kadry z 2006 roku, która tchnęła nowe życie w niemiecki futbol, podsumował ich tak - Klinsmann to człowiek od atmosfery, mistrz słowa. Loew to taktyczny ekspert, a Siegenthaler to "znakomity koleś", popularny wśród piłkarzy bo drobiazgowo wynajduje słabości rywala. Loew zaczynał trenerską karierę w Szwajcarii w latach 90. Ale nie dałby rady osiągać sukcesów bez Siegenthalera, który kształcił się w Niemczech. I Szwajcar niepostrzeżenie wyrósł na jedną z najważniejszych postaci niemieckiej kadry, to on przekonał Loewa, że Niemcy na mundialu 2014 powinni grać bardziej pragmatycznie. Zaowocowało to złotem po 24 latach przerwy. 

Poszerzanie horyzontów

Lucien Favre w wywiadzie ze "Spieglem" przyznał, że bacznie śledzi takie ligi jak francuska, niemiecka, angielska, portugalska, szwajcarska czy włoska. Ale nie ogranicza się tylko do Europy, czasem zagląda na inne kontynenty. - By piłka nigdy się nie znudziła, każdego dnia zadaję sobie najważniejsze pytanie: co mogę poprawić? Trzeba stale poszerzać swoje horyzonty. Zawsze można odkryć coś nowego. Zawsze jestem głodny i ciekawy nowej wiedzy. Kiedyś skończę karierę, ale nie zerwę z piłką. Bez piłki życie byłoby zbyt ciężkie, moja miłość do niej jest zbyt wielka - zdradził Favre.

 To jeden z najsympatyczniejszych i najbardziej nieobliczalnych trenerów - powiedział o nim dziennikarz Christoph Biermann. Nieobliczalnych nie tylko dla systemu xG. I to czasem bywa problemem.

Wrażliwa dusza i melancholia

- Favre ma wrażliwą duszę. Gdy cokolwiek pójdzie źle, nie umie ukryć rozpaczy, wzmagającej się melancholii. Przestaje wierzyć w siebie, co przenosi się na zespół. Ten gra bez wiary w to, że może pokonać rywala. Bez tej wiary nie da się odnieść sukcesu w sporcie - pisało "Suddeutsche Zeitung", gdy odszedł z Borussii Moenchengladbach. Myślał o tym kilka razy, ale działacze jakoś odwodzili go od tej myśli. We wrześniu 2016 roku nie dali rady. "Źrebaki" przegrały pierwszych pięć spotkań ligowych i jedno w Lidze Mistrzów. Favre'a nadal uwielbiano w Gladbach, ale Szwajcar czuł, że nie jest właściwym trenerem. Że jego czas się skończył. Władze klubu godzinami przekonywały go do tego, by nie składał dymisji. Ostatecznie dowiedziały się o jego odejściu z mediów. Szwajcar miał dość wysłuchiwania błagalnych próśb i wysłał informację o swojej dymisji do agencji DPA.

Borussia Dortmund w tej chwili lata w przestworzach. Jest liderem Bundesligi i ma cztery punkty przewagi nad Bayernem, w dodatku strzelając po średnio trzy gole na mecz. W Lidze Mistrzów jest bezbłędna: dziewięć punktów, osiem goli strzelonych, zero straconych. Atletico Madryt doznało najwyższej porażki za Diego Simeone (0:4), choć Favre i tak nie był zachwycony. Bo jego zespół stracił zbyt wiele piłek, a przy prowadzeniu 1:0 rywale trafili w słupek i poprzeczkę. Zawsze znajdzie się powód, by znów zanurzyć się w pracę. 

Więcej o: