Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Nowy sezon w Sport.pl. Bundesliga. Favre receptą Borussii Dortmund. Piszczek z konkurentem z Realu

Na inaugurację sezonu niemal odpadli z Pucharu Niemiec. Lucien Favre, człowiek od zadań specjalnych, zapewnia jednak, że czas działa na ich korzyść. Borussia Dortmund latem nieco się zmieniła. Pozyskała brązowego medalistę mistrzostw świata, jedną z nadziei francuskiego futbolu i perspektywicznego gracza Realu Madryt, który może być konkurencją dla Łukasza Piszczka.

Wejście w sezon Borussia Dortmund miała nieprzyjemne. Nie chodzi o mecze towarzyskie, które z mocnymi rywalami przebiegały ze zmiennym szczęściem. Po serii zwycięstw z Austrią Wiedeń, Manchesterem City i Liverpoolem przyszły porażki z Napoli czy Benfiką (mecz przegrany po konkursie rzutów karnych) i remis ze Stade Rennes.

Najważniejsze było jednak spotkanie 1. rundy Pucharu Niemiec, w której o mały włos BVB odpadła z drugoligowcem. Greuther Furth u siebie, do 95 minuty prowadziło 1:0. Goście wyrównali dzięki trafieniu sprowadzonego z Tianjin Quanjian Axela Witsela. W dogrywce, mimo dobrych okazji gospodarzy, to faworyci zdobyli zwycięską bramkę. Znów w ostatniej minucie gry.

Media pisały o szczęściu ekipy z Bundesligi, zaskakująco trudnej przeprawie, a trener Lucien Favre musiał tłumaczyć na konferencji przyczyny takiego stanu rzeczy. Swoje problemy sygnalizował zresztą przed meczem. Zaakcentował właściwie jedną sprawę. Krótki czas na przygotowania i zgranie drużyny.

– Po sześciu tygodniach przygotowań nie można w sposób dobry wypracować mechanizmów między zawodnikami. Szczególnie, że spora ich grupa dołączyła  do nas później, bo grała na  mistrzostwa świata. Potrzeba nam czasu – tłumaczył. Przypomniał też, ze Greuther Furth ligowy sezon rozpoczął na początku sierpnia.

Zmiany w drużynie

Być może czas rzeczywiście będzie działał na korzyść Dortmundu. W drużynie doszło do sporych przetasowań. Przede wszystkim odeszło kilku piłkarzy. W pewien sposób ważnych dla klubu. Z drugiej jednak strony piłkarzy, którzy w jakimś stopniu zawiedli. Z trudem zajęli w ostatnim sezonie 4. miejsce w lidze. BVB dość szczęśliwie zagwarantowała sobie zatem udział w Champions League.

Ekipa z Signal Iduna Park straciła podstawowego stopera. Do Arsenalu przeniósł się Sokratis Papastathopoulos. Grek opuścił Dortmund po 5 latach i około 200 meczach w żółtej koszulce zliczając wszelkie rozgrywki. Ostatnio był też jej wicekapitanem. Po dwóch latach z BVB rozstał się też napastnik Andre Schurrle (dwuletnie wypożyczenie do Fulham). Dortmund okazał się dla niego pechowy, głównie przez kontuzje. Jego licznik bramkowy w ponad 50 meczach zatrzymał się na ośmiu trafieniach. Jeszcze większym pechowcem był kolejny mistrz świata z 2014 roku, który też właśnie przeszedł na wyspy. Erik Durm przez problemy zdrowotne w zeszłym sezonie nie zaliczył ani jednego meczu. BVB opuścił też po trzech latach Gonzalo Castro , który na początku ostatniego sezonu miał pewne miejsce na środku pomocy. Podczas swojej gry na Signal Iduna Park był uważany za solidnego, a swoje występy często akcentował asystami. W 110 meczach wbił też rywalom 12 goli. Na liście odchodzących znalazł się też Andrij Jarmolenko, na którym BVB finansowo straciła.  Ukrainiec sportowo zawiódł.

Obiecujący lub doświadczeni

Trudno jednak zarzucać BVB, że strat personalnych nie uzupełniła we właściwy sposób. Przynajmniej w teorii. Za Sokratisa ściągnięto Abdu Diallo. Wydane w tym celu 28 mln euro, oznaczało ich najdroższy letni transfer. Kapitan młodzieżowej reprezentant Francji, jedna z nadziei tamtejszego futbolu, zwracał od pewnego czasu uwagę kilku mocnych, europejskich klubów. 22-letni obecnie gracz, który kilka razy wystąpił nawet z Kamilem Glikiem w barwach Monako, mocniej wybił się w FSV Mainz. Borussia rywalizowała o niego z Lyonem. Walkę wygrała.

- To nowoczesny środkowy obrońca, silny i inteligentny. Może grać w środku, ale i na boku. Ma wielki potencjał – chwalił nabytek Michael Zorc, dyrektor sportowy BVB.

Na miejsce Castro za 20 mln euro przyszedł Thomas Delaney, znany niemieckim fanom dzięki dobremu sezonowi w Werderze. To duński walczak, dlatego w Dortmundzie liczą, że na środku pomocy ma wskrzesić w ekipie ducha walki. Tego momentami brakowało w poprzednim sezonie. Oprócz kwestii mentalnej, Delaney ma swoje atuty. Już kilka razy pokazał, że na boisku dużo widzi i potrafi sprytnie czy daleko podać kolegom. Każdy z ostatnich sezonów kończył też z kilkoma golami na koncie. Kibice polskiej reprezentacji mogą pamiętać go z wygranego 4:0 meczu z biało-czerwonymi, gdzie wpisał się na listę strzelców. Fakt, że to piłkarz lewonożny, daje trenerowi sporo możliwości w ustawianiu go na boisku. Zarówno Diallo jak i Castro grali od pierwszych minut wspomnianego meczu DFB Pokal.

Grał w nim też doświadczony Axel Witsel, chociaż Belg wszedł akurat pod koniec 1. połowy. Nieco ożywił grę, a przede wszystkim bramką uchronił swój nowy klub od blamażu. Pomocnik, napędzany brązowym medalem mistrzostw świata, ma być ważnym punktem BVB. Jest głodny gry na najwyższym poziomie, a po kilkunastu miesiącach spędzonych w Chinach wyraźnie chciał do Europy wracać. Niegdyś mógł grać w Juventusie, teraz ma szansę błysnąć w BVB. Nie umniejszając Benfice czy Zenitowi, najmocniejszym klubie, w którym przyszło mu grać.

Z ciekawych pozyskanych latem graczy warto też zwrócić uwagę na  bezgotówkowe przyjście Marwina Hitza, czy wypożyczenie z Realu Madryt 19-letniego Achrafa Hakimiego. Marokańczyk z hiszpańskim paszportem może być przyszłym konkurentem dla Łukasza Piszczka.

Polak skupiony na klubie

Rezygnacja Łukasza Piszczka z gry w reprezentacji będzie oznaczała dla niego dwie rzeczy. Więcej odpoczynku i skupienie się na pracy w klubie. To przecież nadal jeden z mocniej wykorzystywanych piłkarzy BVB. Chociaż poprzedni sezon miał nieco lżejszy niż przedostatni to i tak przekroczył liczbę 30 występów w niemieckiej drużynie. Gdyby nie naderwanie więzadła w kolanie ta liczba byłaby z pewnością zdecydowanie wyższa.

8 rok poświęceń dla Borussii zaowocował opaską wicekapitana. Piszczek znów powinien mieć pewne miejsce na prawej stronie obrony. Sezon zaczął zresztą dobrze, bo w towarzyskim meczu z Rennes strzelił głową efektownego gola. Wspominany już Hakimi z pewnością będzie miał się od kogo uczyć. Oczywiście opcja, że w którymś momencie Favre będzie chciał go wypróbować w poważniejszym meczu wydaje się prawdopodobna. Szwajcar lubuje się w szybkich i kreatywnych bocznych obrońcach. Polak zresztą wie to znakomicie. To pod wodzą tego szkoleniowca, jeszcze za czasów Herthy, z napastnika stał się defensorem.

Favre zawsze wypowiadał się o Piszczku z uznaniem. Ponowne spotkanie obu panów może wyjść im obu na korzyść.

Favre receptą BVB

Szwajcar jest oczywiście na innym etapie swojej kariery. Kariery, z której może być zadowolonym. Po pracy w Berlinie przez 4 lata prowadził Borussię Moenchengladbach. W pierwszym sezonie przejmował klub, gdy ten był o krok od spadku. Zrobił znakomitą robotę i utrzymał drużynę w Bundeslidze. Kolejny sezon przyniósł walkę Moenchengladbach o pozycję lidera. 4 miejsce też było cennym wyczynem. Kolejne sezony również przynosiły jego ekipie niezłe wyniki.

Podobnie było zresztą w Nicei. We Francji twierdzono, że Favre potrafił zdziałać więcej niż zakładała logika. Zajął z OGC trzecie miejsce w Ligue 1 i awansował do Ligi Mistrzów

To oczywiście też plan, który postawiono mu Dortmundzie. Z tym, że wykonanie i styl mają być dużo lepsze niż ostatnio. Na walkę o czwartą lokatę w tabeli nikt radosnym okiem patrzeć w Dortmundzie nie będzie. Mierzenie w wicemistrzowski tytuł wydaje się naturalne. Chyba, że Favre znów zaskoczy i zrobi to, co wszystkim w Niemczech wydaje się mało realne. Być może takie marzenia towarzyszyły działaczom BVB przy jego zatrudnianiu.