Superpuchar Niemiec. Bayern-Eintracht 5:0. Robert Lewandowski razy trzy i z ogniem w oczach

Trzy gole i trzy awantury z rywalami - Robert Lewandowski wszedł w nowy sezon razem z drzwiami. Superpuchar Niemiec z Eintrachtem był bardzo burzliwy. A teraz bardzo by się przydał Polakowi sezon spokoju.

Nie puścili go. Nie strajkował. Nie wygląda na to, żeby był w drużynie na uboczu. Nie żądał przed wyjściem na trening rozmowy z szefami Bayernu, żeby go bardziej wspierali. Nie zaczął sezonu na ławce rezerwowych.

Plotki, spekulacje, balony próbne – tyle już tego było w ostatnim czasie w sprawach Roberta Lewandowskiego, z każdej strony, że aż miło, że w końcu zaczynają w Niemczech grać. I że wrócił po urlopie Lewandowski głodny goli i walki. Również walki wręcz, choć tej było w niedzielę trochę za dużo.

W Superpucharze Niemiec z Eintrachtem trzeba było Polaka aż trzy razy powstrzymywać przed rzuceniem się na rywala. I zawsze w pobliżu był obrońca David Abraham, który jak cały Eintracht w tym meczu, z bronieniem sobie zupełnie nie radził, ale w prowokowaniu Lewandowskiego był niezmordowany. Kopał, wywracał, uderzał łokciem i miał niewytłumaczalne szczęście, że nie zobaczył tego wieczoru czerwonej kartki. A Polak, że za próby zrewanżowania się Abrahamowi i dochodzenia sprawiedliwości u arbitra nie dostał żółtej.

>> Bayern Monachium rozbił Eintracht Frankfurt. Trzy gole Roberta Lewandowskiego!

Świętowanie z ręką przy uchu i lodem przy brodzie

Zwycięstwo Lewandowski świętował przykładając lód do twarzy, opuchniętej po ciosie łokciem od Abrahama. Robert Kovac zdjął wówczas – w 72. minucie – Lewandowskiego z boiska, bo mecz był rozstrzygnięty, a Polak już mocno rozwścieczony i szkoda było ryzykować kolejną awanturę.

Lewandowski schodził z boiska z obitą szczęką, a Abraham z obitą dumą. Polak pokazywał mu na pożegnanie na palcach: cztery ci strzeliliśmy. Z czego Lewandowski pierwsze trzy. A potem Bayern już bez niego dołożył jeszcze piątego gola.

Pierwsze dwa gole Lewandowski zdobył głową po dośrodkowaniach Joshuy Kimmicha i Arjena Robbena, trzeciego po kontrataku. Znaczące było to, co się działo przed tymi golami i to jak je Polak świętował. Dwie bramki – druga i trzecia - padły tuż po awanturach z Abrahamem (w jednym przypadku: z gościnnym udziałem Marco Fabiana, który klepnął Polaka po twarzy), jak idealnie wymierzona zemsta. Przy świętowaniu goli Polak najpierw przykładał dłoń do ucha, tak jak kiedyś w meczu reprezentacji z Czarnogórą na Narodowym, w czasach gdy na niego kibice kadry gwizdali. A po bramce na 3:0 dał znak kolegom, żeby go na chwilę zostawili samego, stanął przed trybunami i pokazywał rękami: czas na wiwaty. To był jego dziewiąty  hattrick w barwach Bayernu.

>> Manchester City pokonał Arsenal w hicie. Fabiański wpuścił cztery gole, Bednarek nie wstał z ławki

Klub nie zgadza się na odejście? To dla Lewandowskiego nie pierwszyzna

To tylko Superpuchar, przeciw słabemu Eintrachtowi. Ale był ważny jako sygnał, co dalej z Lewandowskim w Bayernie. Czy znajdzie motywację, skupienie, te brakujące dwa, trzy procent które rozstrzygają o wielkości i o których ostatnio przypomniał w kontekście Lewandowskiego (i jego prób odejścia z Bayernu) jego były dyrektor sportowy z Bayernu Matthias Sammer. Mówił, że bez oczyszczenia głowy z różnych dylematów trudno będzie Lewandowskiemu wykorzystać w pełni swoje możliwości. Dla Polaka to, że klub nie pozwala mu na odejście, to nic nowego w karierze. Lech miał ofertę z Borussii już w 2009 ale zgodził się na sprzedaż dopiero rok później. Borussia nie zgodziła się na odejście do Bayernu w 2013. Były ciche dni, pretensje, ale na boisku – walka i gole. Ale wtedy to był Lewandowski na dorobku, i mający świadomość, że wystarczy mu przeczekać jeszcze rok i odejdzie. Teraz tej świadomości nie ma. Kontrakt wygasa w 2021, licznik bije, gdy za dwa tygodnie Bayern zacznie sezon Bundesligi meczem z Hoffenheim, Lewandowski będzie już trzydziestolatkiem. Jest jeszcze świeżo po nieudanym mundialu, po którym część polskich kibiców zwróciła się przeciw niemu. Ma za sobą bardzo niespokojny rok. Pewnie najbardziej niespokojny w dorosłej piłce. Próby odejścia z klubu, które wrogo nastawiły do niego część kibiców Bayernu. Głośny wywiad w „Der Spiegel”, w którym opowiadał nie tylko o problemach Bayernu i Bundesligi, ale też własnych, z motywacją na mniej ważne mecze. Do tego problemy ze zdrowiem, które przez ponad 10 lat go omijały, a od jesieni 2017 nie dawały o sobie zapomnieć: a to przeciążenie mięśnia uda, a to powracające problemy z rzepką, którą trzeba oszczędzać w miarę możliwości. „Bild” pisał też niedawno o  kłopotach ze ścięgnem Achillesa w ostatniej rundzie rewanżowej. A tego trzeba dodać karuzelę trenerów, jakiej jeszcze Lewandowski w wielkim futbolu nie poznał: w Bayernie ma już – licząc z epizodem Willy’ego Sagnola – czwartego trenera w ciągu roku. W kadrze niedługo też zacznie nowy etap. I sezon bez burz byłby miłą odmianą.

>> Teodorczyk nie zagra już w Anderlechcie? Polak nie pojechał na mecz

„Mia san torlos”: Bayern jako drużyna najbardziej poobijana w mundialu. I wielka niewiadoma

Z tych wszystkich powodów niedzielny wieczór z Superpucharem był nieco bardziej znaczący niż wcześniejsze takie wieczory z Superpucharem - a zebrało się ich już łącznie osiem z udziałem Lewandowskiego.  Wieczór znaczący nie tylko dla niego, ale całego Bayernu, drużyny pełnej mundialowych rozczarowań, „Mia san torlos” – żartował „Tagesspiegel z hasła Bayernu „Mia san mia”. „Mia san torlos” – jesteśmy bez bramek. Cały zaciąg z Bayernu w reprezentacji Niemiec – bez bramki w mundialu i pożegnany po rundzie grupowej. Robert Lewandowski – bez bramki i pożegnany szybko. James Rodriguez i Thiago Alcantara – bez bramki. Arturo Vidal w ogóle bez awansu do mundialu, Kingsley Coman bez powołania. Został tylko rodzynek Corentin Tolisso, wprawdzie też bez gola, ale z tytułem mistrza świata, choć tylko w roli rezerwowego. Taka poobijana latem grupa wróciła po urlopach, by zacząć sezon pod wodzą młodego trenera Niko Kovaca, który jeszcze nigdy żadnego klubu nie prowadził w europejskich pucharach. Zaczną ten sezon po pokazowo skromnym oknie transferowym. Będą wielkim faworytem w lidze i wielką niewiadomą w Lidze Mistrzów. Czy są wystarczająco mocni, po takim meczu wyrokować nie sposób. Ale głodni nadal są, a to już dużo.

Więcej o: