Bayern nie zmienia stanowiska: czy z Kucharskim czy z Zahavim, Lewandowski nie jest na sprzedaż

Robert Lewandowski usłyszał od szefów Bayernu stanowcze "nie" w sprawie odejścia gdziekolwiek po obecnym sezonie - wynika z informacji Sport.pl. Do rozmowy miało dojść w ostatnich kilkunastu dniach

- Prezesi zaprosili Roberta na rozmowę i przekazali mu: nic się nie zmienia, nie będzie zgody na jego transfer. Ewentualne wygranie Ligi Mistrzów przez Bayern też na ich stanowisko nie wpłynie. Jeśli już, to zdziałać by coś mogła jakaś kosmiczna oferta, pewnie około 150 milionów euro. Ale Bayern nie zakłada, że taka oferta się pojawi. Wie, że Robert jest dość młody, żeby nastrzelać jeszcze dla nas dużo goli. Ale nie dość młody, żeby ktoś wyłożył za niego aż tyle pieniędzy. A za 80 czy nawet 100 milionów euro trudno byłoby kupić godnego następcę Roberta – mówi Sport.pl jedna z osób dobrze zorientowanych w realiach bawarskiego klubu.

Umowa z Zahavim jak deklaracja: chcę odejść

Do wspomnianej rozmowy polskiego napastnika z szefami Bayernu miało dojść w marcu. Pod koniec lutego Robert Lewandowski po blisko 10 latach zakończył współpracę z negocjującym do tej pory jego transfery Cezarym Kucharskim. Lewandowski związał się z Pinim Zahavim, jednym z najbardziej wpływowych menedżerów na świecie. Zahavi brał udział w rekordowym transferze Neymara do Paris Saint Germain, ma nadal dobre relacje z Romanem Abramowiczem, któremu pomagał budować wielką Chelsea i jest uważany ze najlepszego dyplomatę wśród wielkich pośredników piłkarskich. On miałby w najbliższym oknie transferowym znaleźć takie rozwiązanie, które przełamałoby opór władz Bayernu. Robert nie rezygnuje też na razie z pomocy Maika Barthela, Niemca współpracującego dotychczas z Kucharskim. Zmiana menedżera była dla szefów Bayernu wyraźnym sygnałem: ich najlepszy napastnik chciałby zmienić klub już w najbliższym czasie. Sam Robert zmiany doradców nie chce komentować.

Jupp Heynckes: gdybym ja był piłkarzem Bayernu, tobym się nie rozglądał za innymi

Christian Falk, dziennikarz „SportBild” mający bardzo dobre kontakty w klubie, pisał po tej decyzji Lewandowskiego, że początkowe milczenie przedstawicieli Bayernu w reakcji na ten ruch było bardzo wymowne. W klubie zrozumieli sygnał, jakim było zatrudnienie Zahaviego. Ale po tym milczeniu Bayern też zaczął wysyłać czytelne sygnały. Nie tylko w rozmowach w gabinetach szefów, ale też w wywiadach. – Dla Roberta byłoby najlepiej, gdyby się skoncentrował na Bayernie. Gdybym ja był piłkarzem Bayernu, nie rozglądałbym się za innymi – mówił trener Jupp Heynckes. W rozmowie ze „SportBild” tłumaczył: - Robert kończy w lecie 30 lat, ma kontrakt do 2021. W futbolu wszystko jest przejściowe, robi się czasem nieprzemyślane rzeczy – mówił. Dodał też, że w Bayernie na pewno nie mogłoby się zdarzyć to, co w Borussii Dortmund z Ousmane’em Dembelem czy Pierre’em Emerickiem Aubameyangiem, którzy odejście z klubu wymusili demonstracyjnie lekceważąc obowiązki. Szefowie Bayernu wiedzą, że Polak się do tego nie ucieknie, bo to nie jest w jego stylu. Ale mimo wszystko są zaniepokojeni, bo wiedzą że im mniej szczęśliwy będzie Lewandowski w Monachium, tym mniejszy sens ma upieranie się, by został do końca kontraktu.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.