Lewandowski jest niezadowolony, ale wszystko w jego nogach: czy to będzie sezon frustracji, czy sezon życia

Nieważne czy Robert Lewandowski chce odejść do Realu, czy zostać w Bayernie z podwyżką, teraz już mówieniem nic nie wskóra. Trzeba strzelać. W sobotę o 15.30 mecz Bayern-Mainz

W sobotę w Monachium zaczyna się Oktoberfest. A Bayern gra pierwszy mecz po gaszeniu pożarów w drużynie. Były spotkania, rozmowy Carlo Ancelottiego z drużyną, była też przemowa kapitana Manuela Neuera, który zebrał kolegów przed czwartkowym treningiem i poprosił: mniej gadania, skupmy się na piłce. Powiedział, że to co się dziś dzieje za kulisami może utrudnić Bayernowi wywalczenie trofeów. I to wiodący piłkarze powinni teraz – zapowiedział - dać przykład i wziąć odpowiedzialność za zespół. – Mamy tu zasady i mam nadzieję, że piłkarze będą je respektować – przypomniał Carlo Ancelotti. Ale pytany o kary odesłał do dyrektora sportowego Hasana Salihamidzicia. A Salihamidzić ostatnio pytany o cokolwiek – kluczy. Więc całkiem niewykluczone, że to Neuer został poproszony przez szefów klubu, by dać mocny sygnał i drużynę zjednoczyć wokół siebie.

Gole, najlepszy lek uspokajający

Mecz z Mainz będzie dobrym sposobem na sprawdzenie, jak to wszystko podziałało. Rywal niby średniej klasy, ale w Monachium w dwóch ostatnich meczach zremisował 2:2 i wygrał 2:1. A Robert Lewandowski nie strzelał wówczas goli (lepiej mu szło z tym rywalem na wyjeździe, z Moguncji wracał ostatnio dwa razy z dwoma golami).

Zamieszanie po wywiadzie w „Der Spiegel” trochę ucichło, frustracje pozostały, ale nie ma dla napastnika lepszego środka uspokajającego niż gole. Zwłaszcza dla napastnika, któremu ostatnio zabrakło tego jednego gola w takich meczach jak z Mainz u siebie, by się w walce o tytuł króla strzelców nie dać wyprzedzić Pierre’owi Emerickowi Aubameyangowi.

Początek sezonu Lewandowskiego: wrażenia gorsze niż liczby

Lewandowski w „Spieglu” mówił, że wyjątkowo trudno mu było o motywację do grania latem, że skupiał się wówczas na treningach, by nie zabrakło mu sił wiosną. A po wiośnie będą jeszcze – oby – pierwsze w karierze Lewandowskiego mistrzostwa świata. Może dlatego początek jesieni tak wygląda. Bez zarzutu, jeśli chodzi o liczby, bo Lewandowski jest wiceliderem strzelców w Bundeslidze, utorował drogę do pokonania Anderlechtu w Lidze Mistrzów. Ale wrażenia są gorsze niż liczby. Nie ma jeszcze w Polaku tej ochoty do gry i wyczucia w polu karnym czasu i przestrzeni, które pokazuje gdy jest w najlepszej formie. Między golami Lewandowski odrywa się od drużyny, gestami daje znać, że czeka na lepsze podania, albo podania w ogóle. Albo na lepsze sędziowanie. Dużo tych frustracji.

Niech Robert przemawia na boisku

Guillem Balague, zazwyczaj dobrze poinformowany w polskich sprawach, napisał właśnie w „Asie”, że główną motywacją dla wywiadu Roberta Lewandowskiego była jednak chęć odejścia za rok do Realu (trudno się było skądinąd spodziewać innej tezy w madryckim dzienniku). Ale wywiad nie był, jak pisze Balague, taktyką negocjacyjną menedżerów, tylko życzeniem piłkarza. Menedżerowie woleliby raczej, żeby Robert teraz przemawiał swoją grą na boisku, a resztę zostawił im. Zwłaszcza że dziś nie mają argumentów, by przekonać Bayern do zgody na transfer. A raczej: nie mają tego najważniejszego argumentu, czyli jakiejś oszałamiającej propozycji z Realu. Balague pisze nawet: stan na dziś jest taki, że Real Lewandowskiego nie chce.

Lewandowski i Real: żeby dwoje chciało naraz. I jeszcze Bayern się zgodził

Nie jest tajemnicą, że Robert chętnie by się widział w Realu. Real od dawna był nim zainteresowany i składał już propozycje. Ale jeszcze się nie zdarzyło, żeby obie strony chciały naraz i okoliczności im sprzyjały. Od blisko czterech lat coś cały czas staje na przeszkodzie: najpierw Lewandowski postanowił dotrzymać słowa danego Bayernowi i odejść tam z Borussii, potem szefowie z Monachium nie chcieli nawet słyszeć o negocjacjach z Realem. Wiosną 2016 roku klub z Madrytu złożył ostatnią do dziś propozycję (pierwsza - z wiosny 2013 - była na rozpoznanie sytuacji, druga - pod koniec 2013 - poważna), po ćwierćfinałowym meczu Ligi Mistrzów w Wolfsburgu. Jose Angel Sanchez, dyrektor generalny Realu i prawa ręka prezesa Florentino Pereza, miał według "Spiegla" zaproponować 25 mln euro rocznego kontraktu plus bonusy oraz prowizje. Łącznie za kontrakt na pięć lat z opcją przedłużenia o jeszcze rok Real miałby zapłacić Lewandowskiemu i jego menedżerom 200 mln euro. A Bayernowi był gotów zaproponować 120 mln euro. Ale Bayern nie chciał tych pieniędzy, woli Lewandowskiego.

Real nie pójdzie na wojnę

Rok temu, gdy nad Realem wisiało widmo zakazu transferowego, a Lewandowski miał już wynegocjowaną podwyżkę, po której stał się najlepiej zarabiającym piłkarzem Bundesligi, wydawało się już, że to koniec tematu Realu. Robert pogodził się z tym, że do Madrytu być może nigdy już nie przejdzie. Teraz, pewnie pod wpływem kolejnego zwycięstwa Realu w Lidze Mistrzów i rozczarowującej wiosny Bayernu („Polak uważa, że Bayern stracił odpowiednią mentalność” – pisze Balague) temat zmiany klubu odżył. Ale nadal aktualne jest to, co Lewandowski wiedział już rok temu: Real nie pójdzie na wojnę o niego. Jeśli Polak chce przejść do Madrytu, musi sam powalczyć o zgodę na odejście z Bayernu.

I może jednak lepiej walczyć o to golami i zwycięstwami (spróbujmy razem wygrać wszystko, a potem mnie puścicie – to byłaby całkiem dobra propozycja) niż słowami. Zwłaszcza że Robert wyraźnie nie przewidział, że reperkusje ostatniego wywiadu będą aż tak mocne.

Coraz mniej wyzwań w Monachium

Na pewno w Bayernie trudno mu będzie jeszcze poczuć, że się rozwija (zwłaszcza jesienią, bo wiosna to inna rozmowa). Od blisko dwóch lat jego pozycja w drużynie jest niekwestionowana. Od pół roku ma prawo mocno czuć, że automatyzmy w ataku Bayernu się rozpadają i on na tym traci. Od blisko roku jest najlepiej opłacanym piłkarzem w Niemczech. Ale widzi co się dzieje na świecie jeśli chodzi o  pensje piłkarzy. W Bayernie o wielką podwyżkę będzie już trudno, bo szatnia w Monachium, o czym mówił w „Spieglu” sam Robert, nie zniesie takich nierówności. Real byłby receptą na wszystkie te bóle.

Mundial, najlepsza droga do transferu

Ale można też spojrzeć na obecną sytuację inaczej: ta mała stabilizacja w Bayernie sprzyja temu, żeby mieć więcej sił wiosną. I zachować ich jak najwięcej na mundial. Bardziej celować z formą. (– Od wielu lat gram mecze co trzy dni, bez dłuższych przerw. To jest ogromne obciążenie, zwłaszcza psychiczne – mówił Lewandowski w „Spieglu”. W Realu na starcie to obciążenie byłoby jeszcze większe , bo doszłaby chęć udowodnienia czegoś w nowym miejscu). Bo wyzwań na 2018 jest tyle, że to jeszcze może być sezon życia. I jeszcze może się okazać, że kolejny sezon w Bayernie był błogosławieństwem, a nie uciążliwością. Ale żeby tak mogło być, kadra musi się zakwalifikować na mundial. Może takie wyzwanie na horyzoncie sprawi, że wróci dawny – niedawny - Robert Lewandowski: zadowolony i zmotywowany.

Na razie w wielkich turniejach ma po jednym golu z Euro 2012 i jednym z Euro 2016, na które przyjechał zmęczony wiosną w Bayernie. Mało goli. Za mało by w roku wielkich turniejów być w czołówce Złotej Piłki.  A gole w mundialach mają też moc sprawczą jeśli chodzi o transfery. Real ostatni raz stracił głowę dla piłkarza i zignorował wszystkie „ale” właśnie cztery lata temu. Gdy na gorąco kupił Jamesa Rodrigueza, a raczej: kupił jego sześć bramek z mundialu.

Więcej o: