Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Borussia Dortmund rozstała się z Thomasem Tuchelem. I nie o futbol tu poszło

Trzy dni po zdobyciu Pucharu Niemiec, pierwszego trofeum Borussii Dortmund od pięciu lat, Thomas Tuchel rozstał się z klubem. Miał jeszcze rok kontraktu, wyniki, opinię świetnego trenera. Ale skłócił się z szefami.

Niemieckie media nazwały to najdłuższym pożegnaniem w historii Bundesligi. Od tygodni władze Borussii dawały do zrozumienia, że więź między nimi i trenerem jest zerwana, do prasy płynęły przecieki o tarciach między Tuchelem a zarządem, Tuchelem a piłkarzami. Nawet gdy Tuchel i dyrektor Borussii Hans Joachim Watzke gratulowali sobie po meczach przed kamerami, opisywano to jako chłodną kurtuazję. Wzajemne animozje miały być już nie do wyjaśnienia. I rzeczywiście, Tuchel i Borussia się rozstają. Sam finał rozegrał się szybko: spotkanie trenera z władzami klubu trwało 20 minut, potem Tuchel napisał na Twitterze, że dziękuje za ostatnie dwa lata i że niestety to już koniec. Trener ma dostać rekompensatę finansową za skrócony kontrakt. Ofert mu nie brakuje, najgłośniej się mówi o zainteresowaniu Bayeru Leverkusen. A najmocniejszym kandydatem na jego miejsce jest trener Nicei Lucien Favre.

Odmienił i odmłodził drużynę. Ale wszyscy zmęczyli się sobą nawzajem

Tuchel odchodzi trzy dni po wygranym 2:1 finale Pucharu Niemiec z Eintrachtem Frankfurt. To pierwszy tytuł w jego karierze i pierwszy dla Borussii od 2012. Tuchel zostawia Borussię z miejscem w Lidze Mistrzów. Z wyścigu o mistrzostwo drużyna odpadła szybko, ale w LM doszła do ćwierćfinału. Przez dwa lata Tuchel odmienił Borussię która pod wodzą Juergena Kloppa w pewnym momencie wyczerpała już zwycięską formułę. Tuchel postawił na więcej posiadania piłki, odmłodził skład. I podczas tej przebudowy przegrał w dwa lata ledwie 10 meczów ligowych. Więc nie o futbol w tej dymisji chodziło, tylko o zmęczenie sobą nawzajem. Piłkarze skarżyli się też na zbyt ciężką rekę Rainera Schreya, asystenta Tuchela odpowiadającego za przygotowanie fizyczne. Ale decydujący był konflikt Tuchel-Watzke. Katalizatorem okazał się zamach na autobus Borussii przed meczem Ligi  Mistrzów z AS Monaco.

Watzke: boisko to nie wszystko. Trzeba jeszcze rozmawiać

To po tym zamachu Watzke otwarcie zaczął mówić, że między nim a Thomasem Tuchelem coś pękło. I że poza tym, co drużyna pokazuje na boisku, ważne jest też, żeby z trenerem dało się rozmawiać i ustalać wspólną strategię. Dyrektor powiedział to w wywiadzie dla dużej grupy medialnej Funke, tuż przed meczem z Hoffenheim, kluczowym dla awansu do Ligi Mistrzów. Prezes klubu Reinhard Rauball wziął stronę dyrektora. Jeden z najważniejszych klubowych działaczy, były szef skautingu Sven Mislintat, skłócił się z Tuchelem już dawno. Piłkarze udzielali się anonimowo w gazetach, ze zwierzeniami, że Tuchel stara się stwarzać pozory bliskości z piłkarzami, ale to tylko gra. Zresztą sugestie, że między piłkarzami a Tuchelem jest chłód pojawiały się już rok temu, pod koniec pierwszego sezonu trenera w klubie, tylko wtedy takie sprawy nie wyciekały do mediów. A Borussia grała tak ładnie, że nie chciało się szukać dziury w całym.

Dobry styl, zła atmosfera

Teraz nadal grała. A jednak atmosfera była najgorsza od lat. Nawet gdy drużyna w ostatnim sezonie pracy Juergena Kloppa była w strefie spadkowej, wszyscy trzymali fason. To dalej była "Echte Liebe", jak w klubowym motto. A w zakończonym sezonie nawet kibice Borussii w dyskusjach na swoich forach pytali, czy ich klub nie zmienił się nagle w FC Hollywood, jak nazywano Bayern w czasach gdy jego gwiazdy kłóciły się publicznie. Jedni brali stronę władz klubu, zmęczonych bardzo zdolnym, bardzo pracowitym, ale też bardzo trudnym w kontaktach trenerem. Inni bronili trenera kosztem Watzkego, któremu zarzucali, że zagrała w nim urażona duma i powiedział publicznie kilka słów za dużo. Pytanie tylko, czy Watzke rzeczywiście mógł te kilka słów za dużo powiedzieć w emocjach, nie przewidując konsekwencji.

Po ataku na autobus Tuchel wziął drużynę w obronę. Ale kosztem Watzkego

Nieporozumienia między trenerem a jego szefami narastały od dawna (wspomniany Mislintat skłócił się z Tuchelem już miesiące temu, przy okazji prób ściągnięcia z Atletico Olivera Torresa, trener w gniewie zakazał Mislintatowi wstępu na treningi drużyny, szefowie wzięli stronę Mislintata, zmienili mu tylko funkcję w klubie na szefa ds. piłki zawodowej), ale być może udałoby się je jeszcze ukryć, gdyby nie atak na autobus Borussii i następujące po nim dni pełne emocji. Thomas Tuchel nie mógł darować UEFA, że kazała jego piłkarzom grać z Monaco już dzień po ataku, stanął publicznie po stronie piłkarzy, którym kazano grać, nie zwracając uwagi na ich przeżycia. Problem w tym, że opowiadając się w ten sposób za przełożeniem meczu na później,Tuchel w jakimś sensie uderzał w swoich szefów, którzy zgodzili się z UEFA, że trzeba grać już dzień później. I to bardzo zabolało Watzkego, bo część kibiców skierowała wówczas swoje żale do niego.

"- Skargi trenera i piłkarzy pana rozdrażniły? - Częściowo tak"

- Wszystko, co działo się po ataku, oceniam też z punktu widzenia naszych wewnętrznych ustaleń w klubie i tego co było możliwe w tej sytuacji - mówił Watzke we wspomnianym wywiadzie, odbijając piłeczkę w stronę Tuchela. Chodziło o to, że trener wiedział, co ma do wyboru: albo zagrać dzień po, albo zgodzić się na walkower lub w ogóle wycofać się w rozgrywek. Wybrał tak jak działacze: grać. A potem się od nich zdystansował.

- Trener i piłkarze bardzo krytykowali to, że kazano im grać dzień po meczu. Rozdrażniło to pana? - spytali dziennikarze Watzkego.

-Częściowo -odpowiedział dyrektor.

- Jest rozdźwięk między panem a trenerem, to widoczne.

- Tak, jest - przyznał Watzke.

Prezes Borussii Reinhard Rauball stanął po stronie Watzkego. - Nie podejmował decyzji o meczu z Monaco sam, ja też byłem w sztabie kryzysowym, poparłem go i popieram do dzisiaj. Każdy zainteresowany, również trener, mógł dzień po ataku wyrazić swoje zdanie w sprawie terminu meczu. Nie usłyszeliśmy wówczas żadnej prośby o zmianę terminu. Watzke od lat pokazuje, że w trudnych sytuacjach nie myśli o sobie, a o Borussii. Zasłużył na zaufanie - powiedział Rauball w "Bildzie". 

Piłkarze tylko anonimowo. I krytycznie o Tuchelu

Tuchel robił uniki, nie komentował informacji o konflikcie, mówił że nie chce na to tracić energii. Tuchel już w Mainz, które doprowadził do europejskich pucharów, słyszał, że bywa zbyt despotyczny. Ale prasę miał jeszcze długo znakomitą. Media widziały w nim niemiecką wersję Pepa Guardioli. Zresztą Guardiola chciał, żeby to właśnie Thomas Tuchel był jego następcą w Bayernie (i Guardioli też czasem zarzucano, że w pogoni za doskonałością gubi czasem więź z niektórymi piłkarzami).

Tuchel jest bardzo przywiązany do swojej wizji futbolu: rozmachu w ataku, częstych zmian ustawienia, zmian składu, młodość. Nie ma w nim przywiązania do czegokolwiek, co nie było związane z poprawą gry drużyny. Nie zważa na nazwiska,zasługi, ani sentymenty. To za jego rządów w Dortmundzie z klubem pożegnali się ulubieńcy publiczności Kuba Błaszczykowski i Kevin Grosskreutz. Pozostał w Dortmundzie, ale stracił miejsce w bramce Roman Weidenfeller. Takie decyzje są świętym prawem trenera. Ale piłkarze zarzucali Tuchelowi, że czasem co innego mówi a co innego robi i że gdy wygrywają, wygrywają razem, ale gdy przegrywają, trenerowi zdarza się zasugerować, że to nie do końca jego porażka. - Świadectwo wystawiamy sobie nie tylko tym, jak gramy z Bayernem czy Lipskiem, ale też tym, co pokazujemy przeciw Darmstad - mówił Tuchel po porażce z Darmstradt. - Byłoby dobrze, gdyby to wreszcie dotarło -dodał. Wszyscy zrozumieli: żeby dotarło do piłkarzy. A po porażce z Eintrachtem Tuchel był jeszcze surowszy: "Taktycznie, technicznie, mentalnie, pod względem koncentracji - nasza gra była jednym wielkim deficytem".

Spotkanie po sezonie, na które strony były umówione od dawna, skończyło się tak, jak można się było spodziewać: każdy idzie w swoją stronę.  "A Bayern Monachium – jak napisał "Focus", gdy spór trener-szefowie przybierał na sile - będzie sobie teraz patrzył jak jego niemiecki rywal numer 1 traci do niego dystans. Z własnego wyboru. I nawet nie trzeba było mu żadnego piłkarza podkupić".

Howard Webb w "Wilkowicz Sam na Sam". Na lotnisku podchodzi do mnie szef policji: "Witamy w Salzburgu, panie Webb. Tutaj nie pozwolimy, żeby Polacy pana zabili"

Więcej o:
Komentarze (3)
Borussia Dortmund rozstała się z Thomasem Tuchelem. I nie o futbol tu poszło
Zaloguj się
  • rumun106

    Oceniono 2 razy 0

    ARTYKUŁ ODGRZEWANY PRZEZ WILKOWICZA....
    CZYTAŁEM TO SAMO....2 DNI TEMU...
    Bayern sam mówił że nie cieszy się z takich sytuacji, bo to osłabią atrakcyjność w Niemczech...
    Po co ta prowakacja Wikowicz !!! zapomniałeś języka niemieckiego !!!!????

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX