Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liga Mistrzów. RB Lipsk może nie zostać dopuszczone do rozgrywek

RB Lipsk zapewniło sobie wicemistrzostwo Niemiec, ale to wcale nie oznacza, że beniaminek Bundesligi na pewno zagra w Lidze Mistrzów. Ostateczną decyzję w tej sprawie podejmie w czerwcu UEFA.

Skąd to zamieszanie? W miniony weekend Red Bull Salzburg pokonał Rapid Wiedeń 1-0 i zapewnił sobie czwarty tytuł mistrza Austrii z rzędu. Dzięki temu zagra w eliminacjach Ligi Mistrzów. Za klubami z Salzburga i Lipska stoi Red Bull (który posiada również zespoły w USA, Brazylii oraz Ghanie).

Przepisy UEFA zabraniają jednak udziału w europejskich pucharach zespołom z tym samym właścicielem lub z silnymi powiązaniami. Wszystko po to, by zachować integralność rozgrywek, gdyby miały się spotkać na jakimś etapie Ligi Mistrzów czy Ligi Europy. Władze Red Bulla nigdy nie ukrywały, że klub z Lipska jest ważniejszy niż ten z Salzburga, co w teorii mogłoby wypaczyć wynik rozgrywek. - Fakt, że dwa takie zespoły mogłyby grać w jednych rozgrywkach, teoretycznie nawet przeciwko sobie, jest dwuznaczny nie tylko pod względem prawnym, ale to byłaby również katastrofa sportowo-polityczna - powiedział prawnik Thomas Dehesselles w rozmowie z niemiecką stacją WDR.

Przeciek z UEFA

Już w lutym austriacka gazeta "Salzburger Nachrichten" informowała o tym, że UEFA wysłała pierwsze sygnały: tylko jeden z klubów Red Bulla może wystąpić w Lidze Mistrzów. UEFA oficjalnie nie komentuje tej sytuacji. RB Salzburg nie ma się czego bać, bo kryteria przyjęcia zespołu do pucharów w takim przypadku wygląda następująco: najpierw liczy się to, kto ma zagrać w ważniejszych rozgrywkach (w obu przypadkach to Liga Mistrzów), następnie to, kto zajął wyższe miejsce w swojej lidze (Salzburg został mistrzem, Lipsk jest drugi, co przesądza o sprawie), a w trzeciej kolejności decyduje lepszy współczynnik UEFA danej ligi.

Multum powiązań

Władze RB Lipsk są pewne, że klub zostanie dopuszczony do LM. Ale wielu powiązaniom nie da się zaprzeczyć: począwszy od nazwy (w przypadku klubu z Lipska RB oznacza "RasenBallsport", czyli... "trawiasty sport piłkarski"; przepisy Bundesligi zabraniają umieszczania sponsora w nazwie), po stadiony (oba nazywają się Red Bull Arena), a nawet koszulki. Mają prawie identyczne loga (oba z dwoma bykami, symbolem Red Bulla), co doprowadziło do kuriozalnej sytuacji na początku tego sezonu. Andreas Ulmer z RB Salzburg wyszedł na drugą połowę meczu eliminacji Ligi Mistrzów w koszulce RB Lipsk! Ich podobieństwo jest tak duże, że początkowo nikt nie wyłapał tej pomyłki. W wywiadzie pomeczowym piłkarz postanowił zasłonić herb klubu.

Transfer bez kwoty odstępnego

Jeszcze do początku tego sezonu Ralf Rangnick był dyrektorem sportowym obu klubów, ale od tej pory skupił się wyłącznie na Lipsku. Do tego wszystkiego dochodzą transfery. Aż dziewięciu piłkarzy RB Lipsk przyszło z Salzburga. Gdy Bernardo niespodziewanie przeszedł do Lipska, kluby nie uzgodniły nawet sumy transferowej; Rangnick stwierdził, że "zajmą się tą formalnością później". Dla niektórych to jasny dowód na to, że nie ma żadnej mowy o niezależnym działaniu obu klubów.

Innym razem Lipsk i Salzburg "wykiwały" Rapid Wiedeń. W kontrakcie Marcela Sabitzera istniała klauzula odejścia (2 mln euro) ważna jedynie dla zagranicznych klubów. Napastnika kupił więc niemiecki zespół, po czym od razu wypożyczył do Salzburga.

Przygotowania do kontroli UEFA

- Odrobiliśmy naszą pracę domową i jesteśmy zorganizowani zgodnie z przepisami. Oba kluby są zupełnie niezależne, gdy chodzi o podejmowanie decyzji - wytłumaczył w rozmowie z "Kickerem" Oliver Mintzlaff, dyrektor wykonawczy RB Lipsk. Niedawno zrezygnował z funkcji przewodniczącego "Red Bull Global Soccer", działu firmy zajmującego się piłką nożną. Wszystko po to, by uciąć kolejny element łączący kluby z Lipska i Salzburga.

W grę wchodzą również kwestie formalne. Red Bull nie jest już oficjalnie właścicielem klubu z Salzburga, ale głównym sponsorem. Według UEFA żaden pojedynczy sponsor nie powinien pokrywać więcej niż 30 proc. przychodów - Salzburg jest poniżej tego poziomu, częściowo również dzięki... transferom do Lipska. Niemcy zapłacili 10 mln euro za 18-letniego Dayota Upamecano oraz 15 mln za 22-letniego Naby'ego Keitę. Czy taka była ich wartość rynkowa, czy została sztucznie zawyżona - trudno to ustalić. Również ze względu na ten przepis oba kluby usilnie poszukują nowych sponsorów, co nie jest jednak łatwe, gdy wszędzie są już obecne reklamy Red Bulla.

Na ile powiązane są kluby z Lipska i Salzburga? Na to pytanie będzie musiała odpowiedzieć UEFA. Od jej decyzji będą mogły odwołać się "bezpośrednio dotknięte strony" - czyli np. czwarty w tabeli Bundesligi Hoffenheim, który w przypadku wykluczenia RB Lipsk zagrałby bezpośrednio w LM (a nie w eliminacjach) czy piąta w tabeli Hertha (walczyłaby o LM zamiast o Ligę Europy).

Były precedensy

W ostatnich latach UEFA musiała rozwiązać kilka podobnych kwestii. W 1997 roku z Pucharu UEFA wykluczony został AEK Ateny, gdyż grecki klub miał tego samego właściciela co Slavia Praga - firmę ENIC. W 2001 roku francuska firma Canal+ musiała sprzedać swoje udziały w szwajcarskim Servette Genewa, by inny wspierany przez tę telewizję klub - Paris Saint-Germain - mógł zagrać w Pucharze UEFA.

UEFA musiała rozpatrzyć również sprawę Chelsea i CSKA Moskwa w 2004 roku. Oba zespoły wylądowały w jednej grupie LM. Właścicielem Chelsea jest Roman Abramowicz, który był również głównym udziałowcem w Sibnefcie, sponsorze CSKA i często gościł na meczach rosyjskiego zespołu. Ostatecznie UEFA pozwoliła na występ w LM obu zespołom, podobnie jak i dwa lata później w Pucharze UEFA, gdy Tottenham Hotspur miał grać ze Slavią Praga (udziały w obu klubach miała firma ENIC).

Jeden cel

Niezależnie od tego rozstrzygnięcia RB Lipsk i tak może spotkać kara od UEFA. Niedługo dowiemy się, czy klub spełnił wszystkie wymogi finansowego fair play. Niemcom grozi kara finansowa oraz np. pomniejszona kadra w LM. Ale na razie w Lipsku wszyscy zastanawiają się, czy będzie im dane w ogóle zadebiutować w Lidze Mistrzów.

Więcej o: